Filozof z fajką wiedział o Kardashiankach zanim pojawiły się w mediach. Kim był i czego nas nauczył Zygmunt Bauman

Światowej sławy socjolog i filozof, jeden z twórców koncepcji ponowoczesności – to pierwsze słowa niemal każdego artykułu na temat Zygmunta Baumana. Drugie, w zależności od źródła publikacji, zazwyczaj dotyczy jego komunistycznej przeszłości. Przez prawicowców okrzyknięty zdrajcą, przez resztę świata uznawany za jednego z najwybitniejszych współczesnych myślicieli. Kim był Zygmunt Bauman i czego tak naprawdę dotyczy opracowana przez niego teoria ponowoczesności?

Światowej sławy socjolog i filozof, jeden z twórców koncepcji ponowoczesności – to pierwsze słowa niemal każdego artykułu na temat Zygmunta Baumana. Drugie, w zależności od źródła publikacji, zazwyczaj dotyczy jego komunistycznej przeszłości. Przez prawicowców okrzyknięty zdrajcą, przez resztę świata uznawany za jednego z najwybitniejszych współczesnych myślicieli. Kim był Zygmunt Bauman i czego tak naprawdę dotyczy opracowana przez niego teoria ponowoczesności?

Kim był i co to oznacza, czyli jak rozumieć komunistyczną przeszłość Baumana


– Historię w czarno-białych barwach postrzegają przede wszystkim ci, którzy nie mają o niej pojęcia – mówił niegdyś dla naTemat historyk, prof. Robert Skobelski. Zatem jakie są fakty i co wypada wiedzieć, gdy w trakcie rozmowy ktoś zahaczy o temat socjologa-zdrajcy?


Zygmunt Bauman urodził się w żydowskiej rodzinie 19 listopada 1925 roku w Poznaniu, zmarł 9 stycznia 2017 roku w Leeds. Po wybuchu wojny w 39 roku wraz z rodzicami uciekł przed frontem do ZSRR. W 1944 roku, po maturze, wstąpił do 1 Armii Wojska Polskiego. Wziął udział w bitwie o Kołobrzeg oraz bitwie o Berlin. W tym samym roku dobrowolnie podpisał zobowiązanie do współpracy jako agent-informator Informacji Wojskowej, organu kontrwywiadu wojskowego działającego w Polsce Ludowej. Rok później został wcielony do KBW, a w 1946 roku wstąpił do Polskiej Partii Robotniczej, w której rok po roku zdobywał awanse aż do objęcia funkcji szefa Oddziału Propagandy i Agitacji w Zarządzie Politycznym. Jednak w 1953 r. został zwolniony z pełnionych funkcji i z zawodowej służby wojskowej z powodu "więzi z obcą klasowo i ideologicznie rodziną", w związku z czym stwierdzono jego „nieprzydatność do dalszej służby w wojsku”.

W istocie są to fakty, które mocno obciążają Baumana. Jednak on sam nigdy nie krył się ze swoją fascynacją komunizmem, a jego postawę tłumaczy nieco wiek – Bauman miał wówczas kilkanaście lat. Czesław Miłosz w "Zniewolonym umyśle" pisał, że doświadczenia wojenne na niektórych młodych ludzi działały tak odstraszająco, że każdy odmienny od wojny stan wydawał się błogosławieństwem. Być może i ten mechanizm zadziałał u młodego Zygmunta Baumana.
Jednak Zygmunt Bauman zapisał się w naszej świadomości przede wszystkim jako wybitny socjolog. Jego koncepcje kultury, teoria ponowoczesności oraz rozważania etyczne przytaczane są dziś przez naukowców na całym świecie. Dlaczego? Bo potrafił dostrzec to, co przezroczyste i wnioskować o tym, jak potoczą się losy naszej kultury.

Ponowoczesność w pigułce

W skrócie – ponowoczesność jest terminem określającym epokę, w której żyjemy. To my ją tworzymy, tu i teraz, ona ma wpływ na nas, a my na nią. Dlatego śmiało można stwierdzić, że Zygmunt Bauman podjął się najtrudniejszego z możliwych zadań badacza kultury – diagnozował teraźniejszość i opisywał przyszłość. Ponowoczesność w odróżnieniu od poprzednich następujących po sobie epok, nie jest zaprzeczeniem nowoczesności, tak jak np. pozytywizm był ideologicznym zaprzeczaniem romantyzmu. Ponowoczesność jest jej chaotyczną kontynuacją.

Ani być, ani mieć. Dziś liczy się używanie, czyli jak Bauman zdefiniował smart life
Konsumpcjonizm to, jak wiadomo, jeden z filarów współczesnej kultury, a nasz styl życia zależy od tego, w jakiej pozycji względem konsumpcjonizmu staniemy. Jeśli odwrócimy się do niego plecami, będziemy "slow", czyli całkowicie wykluczymy się z wyścigu po najlepsze i najładniejsze. Jeśli staniemy przodem, wpadniemy w bezmyślny bieg za trendami. Jeśli zaś ustawimy się bokiem, co stara się zrobić większość z nas, będziemy próbowali wyjąć z konsumpcyjnego świata to, co podoba nam się najbardziej. Taką teorię stylu życia można przyjąć, jeśli konsumpcjonizm potraktujemy jak kreowanie wciąż nowych potrzeb i odpowiedzi na nie w postaci nowych produktów lub usług.

Zygmunt Bauman przekonuje jednak, że współczesny konsumpcjonizm nie jest koniecznością posiadania czy nabywania, lecz używania konkretnych rzeczy czy trendów: "Ani posiadanie, ani bycie nie za bardzo liczy się w funkcjonujących współcześnie modelach szczęśliwego życia. Liczy się natomiast użycie. Natychmiastowe, na miejscu użycie, które nie trwa dłużej niż radość, jaką sprawia." Te słowa Baumana rozumieć można jak czerpanie radości z życia z praktycznego wykorzystania wszystkiego, co daje nam świat. A tym w skrócie jest filozofia smart life.

Ponowoczesność to nisza ekologiczna dla celebrytów
Wiele lat temu Zygmunt Bauman zauważył, że celebryci to spoiwa rozproszonej społeczności. Tak jak kiedyś ludzi wokół siebie skupiali męczennicy i bohaterowie, tak dziś robią to gwiazdorzy. Chciałoby się powiedzieć: jakie czasy, takie spoiwa. Choć współczesnych celebrytów znają wszyscy, są to postaci, według Zygmunta Baumana, bardzo kruche, efemeryczne, wręcz urojone, ponieważ ich role, zachowania i postawy zmieniają się z dnia na dzień. Podobnie jest w rzeczywistości płynnej nowoczesności ze sławą – bywa ulotna i kapryśna, co w czasach nowoczesnych było nie do pomyślenia.

Talk-show uwalnia od wstydu, Beyonce odwiedza Biały Dom
Naczelną cechą ponowoczesności jest przesuwanie wszelkich granic, także etykiety, dopuszczalnych manewrów między kulturą a polityką oraz zachowań ludzi zwykłych i tych ze sfery publicznej. Dziś nie szokują nas osobiste wyznania gwiazd w mediach ani fakt, że niemal każdy gość Kuby Wojewódzkiego chętnie pogada z nim o tym, co słychać w jego życiu prywatnym. Co więcej, swego czasu forma talk-show uwolniła nas od poczucia niemożności mówienia na głos i nazywania po imieniu tego, co nas boli. Według Baumana "talk-show [który jest naturalną konsekwencją ponowoczesności – przyp.red.] to rodzaj publicznych lekcji wciąż-jeszcze-nie-narodzonego-lecz-mającego-się-wkrótce-narodzić języka. Podsuwają słowa, których można użyć do nazwania problemu - do wyrażenia w publicznie zrozumiały sposób, tego, co dotąd pozostawało niewypowiedziane i co pozostałoby takie nadal, gdyby nie owa szczególna okazja."

Pierwszą, która zaprosiła do Białego Domu postaci spoza polityki była Jackie Kennedy – to ona gościa u siebie m.in. wybitnego pisarza Ernesta Hemingwaya czy noblistę Johna Steinbecka (w czasach nowoczesnych było to uznane za ogromny przełom). Raptem pół wieku później niemal obojętnie przechodzimy obok faktu, że to samo miejsce odwiedziła z rodziną Beyonce, piosenkarka pop. Dodajmy, w błyszczącej, bardzo krótkiej sukience z dekoltem. Tak właśnie działa ponowoczesne przesuwanie granic. Nie ma przełomów, jest "płynna nowoczesność".

Prywatyzacja strefy publicznej, czyli jak Bauman przewidział pojawienie się Kardashianek
"To, co się dzieje obecnie, nie jest już tylko kolejnym przesuwaniem notorycznie ruchomych granic między sferą prywatną a publiczną. Wydaje się, że tym razem chodzi o przedefiniowanie znaczenia sfery publicznej, o uczynienie z niej sceny, na której zagoszczą prywatne dramaty, wystawienie na widok publiczny i przekształcenie w publiczne widowisko" – tak Zygmunt Bauman pisał w 2006 roku, czyli rok przed powstaniem pierwszego sezonu "Z kamerą u Kardashianów", który jest stuprocentową realizacją wizji filozofa. Dziś roztrząsanie prywatnych dramatów na forum publicznym weszło już w nasze internetowe nawyki – patrz Facebook, o którym również Bauman mówił jak o jednym z głównych narzędzi i efektów ponowoczesności. O ile my możemy zaobserwować to u siebie i u innych stosunkowo od niedawna, Bauman od początku wiedział, że tak to się skończy, przewidując również fakt, że współcześni Japończycy wolą "wiązać" się z kobietami istniejącymi wyłącznie w rzeczywistości wirtualnej.

Terroryzm to stały element ponowoczesności...
... dlatego Zygmunt Bauman radzi się do niego po prostu przyzwyczaić. Tłumaczy to tym, że każde zjawisko, które polega na kopiowaniu zachowań innych ludzi (a tak jest w przypadku popełniania kolejnych zamachów terrorystycznych) żyje, dopóki szokuje. Trudno jest sobie wyobrazić, że zamach terrorystyczny przechodzi w naszej świadomości do codziennej rutyny, jednak Bauman przekonuje, że dopóki zaliczamy tego typu wydarzenia do wydarzeń nadzwyczajnych, będą się pojawiać kolejni kopiści. Co więcej, jego zdaniem zanikanie kolejnych terrorystów to nie jedyna korzyść traktowania ich działalności jak rutyny. Bauman zwracał również uwagę na fakt, że zamachy terrorystyczne wywołują panikę, a na niej najłatwiej jest zbudować kapitał polityczny.

Holocaust wg Baumana

Najbardziej znaną z szokujących tez Baumana było traktowanie Holocaustu jako naturalnej konsekwencji nowoczesnych idei czystości postępu. Obok systemów totalitarnych, Holocaust był według niego wynaturzoną, lecz logiczną konsekwencją nowoczesności, w której prym, zdaniem Baumana, wiodły idee czystości oraz postępu. W swojej książce "Modernity and the Holocaust", "Holocaust pojawił się jako rezultat niezwykłego spiętrzenia czynników, z osobna całkiem zwykłych i normalnych, a odpowiedzialność za takie spiętrzenie należy przypisać nowoczesnemu państwu."

Archipelag diaspor, czyli dlaczego Europa powinna przyjąć uchodźców
"Żyjemy w wielocentrycznym świecie, nieprawdą jest, że istnieje jakiekolwiek światowe imperium. Dlatego musimy się wyzbyć komfortowych przekonań, że my jesteśmy na szczycie, a inni będą nas gonić. Trzeba się również pozbyć ewolucyjnej teorii kultury i spojrzeć prawdzie w oczy – świat staje się archipelagiem diaspor i będzie stawał się taki coraz bardziej". Co to oznacza? Że według Zygmunta Baumana nieaktualne są już przekonania, że w Europie jakaś kultura funkcjonuje nad inną. Raczej jedna nakręca drugą, uzupełnia, jedna z drugiej powinna czerpać. Inaczej każda z nich skazana jest na klęskę.

200 lat rozwoju kultury według niego kończy się naszym poczuciem zabłąkania bez możliwości poprawnego zorientowania się w jej dorobku. "Kultura jawi się nam dziś jako zrządzenie losu, a nie wybór ludzki." I to zdaje się bardzo trafne podsumowanie teorii ponowoczesności.

Zygmunt Bauman prywatny


W Polsce mieszkał w Warszawie, w Śródmieściu, tuż obok kina Muranów w mieszkaniu, które miało 61 m kw. "Trzy córki miały do dyspozycji dwa pokoje. W tamtych czasach to był niemal luksus" – wspominał Zygmunt Bauman. Niechętnie jednak opowiadał on o swoim życiu prywatnym. Według niego jest to "najnudniejszy z tematów, o jakich mógłbym i chciałbym mówić". O tym, jakim był ojcem, możemy dowiedzieć się z relacji jego córek. "Moje wspomnienia o ojcu z czasów, kiedy mieszkaliśmy w Polsce to wspomnienie o braku ojca. Być może dlatego bardzo dobrze pamiętam swoje spotkania z nim. Gdy byłam starsza wprowadzony został w naszej rodzinie obyczaj, który bardzo lubiłam, że od czasu do czasu spędzam z tatą cały dzień. Wychodziliśmy do kawiarni, na zakupy albo na uniwersytet, w którym pracował. Jednak ponad to były nasze rozmowy" – opowiada Anna Sfard w filmie "Miłość, Europa, świat Zygmunta Baumana". Lidia Bauman również pamięta swojego ojca jako nieobecnego: "Bardzo intensywnie był z nami głównie na okres wakacji oraz podczas każdej z emigracji – z Polski do Izraela, a potem z Izraela do Anglii."

Bauman był wymagającym ojcem, jego młodsza córka, Lidia Bauman, malarka, wspomina: "Największym wpływem taty na nas było wyrabianie w nas zalet. Pamiętam, jak kiedyś dostałam dwójkę i bałam się powiedzieć o tym rodzicom. Drugą największą hańbą było przyznać się do chęci bycia jak inne osoby. Tata wyrobił w nas przekonanie, że indywidualizm jest ponad wszystko, że nie trzeba się bać być prawdziwą sobą."

"Deodorant" i "elektroluks", czyli Bauman o kulturze

Zygmunt Bauman wyróżnił dwa dość zaskakujące i oryginalne symbole strategii kultury – pierwszym był "deodorant", drugim "elektroluks". Ten pierwszy pozwala usuwać to, co nie zostało stworzone przez nas świadomie, czyli brzydki zapach, nad którym nie mamy kontroli. To strategia polegająca na usuwaniu tego, co niechciane, by móc wprowadzić to, co pożądane. Myślenie, że można zmienić siebie, być kimś zupełnie innym. Z kolei "elektroluks", czyli po prostu odkurzacz, to strategia usuwania niepożądanych skutków ubocznych przeistaczania się w inną osobę. Wprowadzanie ładu i porządkowanie świata to według Baumana nadrzędny cel kultury. "Nasi przodkowie w XVIII i XIX wieku liczyli na to, że kultura będzie przedsięwzięciem jednorazowym. Kiedy już zaprowadzi się porządek, świat zrobi się przejrzysty i przewidywalny. Kiedy wyeliminuje się przygodność, ambiwalencję i przypadek będziemy mogli rozkoszować się owocami tego idealnego ładu. Dziś już nie mamy tego złudzenia" – mówi Zygmunt Bauman w filmie dokumentalnym "Miłość, Europa, świat Zygmunta Baumana" zrealizowanym przez Narodowy Instytut Audiowizualny w 2011 roku.

Jego córki przyznają dziś, że to dzięki ojcu zdały sobie sprawę, że mogą na pełny etat zajmować się sztuką i tym, co lubią i potrafią robić. "Pewnego dnia dostałam od taty ogromny zestaw akwareli. To był dla mnie znak, że mój tata aprobuje fakt, że maluję i chce, bym to robiła" – wspomina Lidia Bauman. Ponadto, każda z córek Baumana podkreśla jak bardzo był on zakochany w swojej żonie, pisarce Janinie Bauman, z domu Lewinson. "Ich miłość była centrum wszystkiego" – mówi Irena Bauman.

Jeśli nie chciał się otworzyć, nie było sposobu, by do niego dotrzeć. Otaczał się murami, a jego życiowym celem było opowiedzieć światu jak najwięcej o swoich obserwacjach i wnioskach. Uwielbiał być sam, lecz nienawidził samotności, a jedyną osobą, której cokolwiek mówił o sobie była jego żona. Jedna z jego córek stwierdziła, że kiedy jej mama zmarła, "taty została połowa".

Rodzina Zygmunta Baumana musiała wyjechać z Polski w wyniku kryzysu politycznego w marcu 1968 roku, który zaostrzył nastroje antysemickie nie tylko w środowisku partyjnym, ale również w znacznej części społeczeństwa. Kiedy wyjeżdżali, wypchnęli samochód spod domu i włączyli silnik dopiero kilkadziesiąt metrów dalej. Nie chcieli, by milicjant, który mieszkał w tym samym budynku, piętro niżej, zorientował się, że wyjeżdżają.

Choć po opuszczeniu Polski publikował wyłącznie w języku angielskim, a przez wiele lat Polska nie chciała być jego ojczyzną, do końca życia myślał po polsku. "Ja i Polska byliśmy cały czas w dobrej komitywie, bez względu na to, co działo się na zewnątrz" – mówił po latach. Zawsze z tradycyjną fajką w dłoni, zawsze opanowany, zamyślony i pogodny. Pracował w różnych pozycjach i każdych okolicznościach. Podobno potrafił godzinami rozmyślać nad teoriami leżąc na kanapie, podczas gdy w marcu 1968 roku decydowały się dalsze losy życia jego i jego rodziny. Warszawskie Krakowskie Przedmieście było dla niego miejscem pełnym "historii, wspomnień, marzeń, rozczarowań, snów i przebudzeń", a żona kobietą, której obecność powodowała, że "chwile z nią tworzyły niewyszczerbioną całość."

Napisz do autorki: ewa.bukowiecka-janik@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...