"Jack, właź na te głupie drzwi!". 20 lat po premierze "Titanica” James Cameron ucina dyskusję o słynnej finałowej scenie

"Titanic" zdobył 11 Oscarów, w tym statuetkę dla najlepszego filmu, najlepszego reżysera i oczywiście najlepszej piosenki, "My Heart Will Go On" w wykonaniu Céline Dion.
"Titanic" zdobył 11 Oscarów, w tym statuetkę dla najlepszego filmu, najlepszego reżysera i oczywiście najlepszej piosenki, "My Heart Will Go On" w wykonaniu Céline Dion. Fot. Kadr z filmu "Titanic"
Czy Jack musiał tak głupio umrzeć? Drzwi pomieściłyby i jego, i Rose. Mija 20 lat od premiery "Titanica", a my wciąż nie możemy darować twórcom filmu psującej efekt finałowej sceny. Przez lata tematem zajmowali się fani i profesjonaliści. Teraz James Cameron stara się uciąć dalszą dyskusję.

— Tak było w scenariuszu, więc Jack musiał umrzeć — przekonuje, jakby premiera "Titanica” odbyła się wczoraj. Niemniej, jeszcze w 2013 reżyser nie był tak bardzo pewny swego. Twórcy programu "Pogromcy Mitów” zdołali przekonać go, że Kate i Leo, czyli filmowi Jack i Rose, mogli uniknąć śmierci w zimnym oceanie.

Kto z was nie pomyślał po seansie — przecież zmieściliby się na tych cholernych drzwiach razem! W ubiegłym roku przyznała to nawet przyparta do muru w programie Jimmy’ego Kimmela Kate Winslet. — Zgadzam się, myślę, że na tego rodzaju drzwiach oboje mogliby się zmieścić — powiedziała. Na ten temat w ciągu ostatnich dwóch dekad powstało wiele teorii, często bogato ilustrowanych.
Tego typu "dowody" nie zrobiły na Cameronie najmniejszego wrażenia. Słynny reżyser argumentował, że nie chodziło o to, że drzwi były za małe, ale o to, jak duży ciężar były w stanie przyjąć, by wciąż unosić się na wodzie.

Rzeczywiście, w filmie widzimy, że kiedy Jack stara się zająć miejsce obok Rose, oboje momentalnie lądują w wodzie - razem ważą zbyt wiele i albo zaczynają tonąć, albo drzwi się im wyślizgują. Co zatem powinien zrobić Jack, by zwiększyć swoje szanse na przeżycie? Zdaniem Camerona, spokojnie czekać na pomoc, co oczywiście okazało się mało skuteczne. Zdaniem twórców programu "Pogromcy Mitów", wykonać bardzo skomplikowaną operację.
Kiedy twórcy programu próbowali utrzymać się razem na drzwiach, faktycznie okazało się to trudne i przez chwilę wydawało się, że przyznają rację Cameronowi. Potem wpadli na pomysł, by wykorzystać swoje kamizelki ratunkowe, podobne do tych, jakie mieli na sobie bohaterowie "Titanica". Wystarczyło podwiązać je pod drzwiami, zwiększając ich wyporność i momentalnie zamieniając je w doskonałą tratwę dla dwojga.

Teraz James Cameron argumentuje, że to wszystko nie ma znaczenia. W wywiadzie dla "The Daily Beast” powiedział:
James Cameron

OK, przeanalizujmy to. Jesteś Jackiem, dryfujesz w lodowatej wodzie i zaczynasz wpadać w hipotermię. Pogromcy Mitów żądają od ciebie, żebyś zdjął kamizelkę ratunkową, zdjął kamizelkę Rose, zanurkował pod dryfującymi drzwiami i jakoś je przymocował, żeby cała konstrukcja nie zatonęła. To oznacza, że nurkujesz w wodzie o temperaturze -2 stopni, mocowanie zajmuje ci jakieś 5-10 minut, więc zanim dasz radę wspiąć się na drzwi, już jesteś martwy. To nie działa! Najlepszym rozwiązaniem dla Jacka było trzymanie górnej części ciała nad wodą i modlenie się, by ktoś odpowiednio szybko go wyciągnął. Czytaj więcej

Na 127 stronie scenariusza było napisane "Jack oddaje swoje miejsce na drzwiach Kate i ginie” i tak musiała skończyć się ta historia. Trudno argumentować z takim postawieniem sprawy.

Napisz do autora: lidia.pustelnik@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

  • ZOBACZ TAKŻE:
  • Film
Trwa ładowanie komentarzy...