Za mało pieniędzy na leczenie chorych na raka. Przyznaje to nawet Minister Zdrowia. Prawdziwe zmiany dopiero w 2018 r.

Minister Konstanty Radziwiłł przyznaje, że onkologia w Polsce jest niedofinansowana.
Minister Konstanty Radziwiłł przyznaje, że onkologia w Polsce jest niedofinansowana. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta
Nikt chyba nie ma wątpliwości, że polska onkologia potrzebuje zastrzyku gotówki. Długie oczekiwanie na wizytę, badania i brak dostępu do wielu nowoczesnych leków, to nie jest problem systemowy, ale tysiące codziennych dramatów zwykłych ludzi, którzy toczą swoją największą walkę, walkę o życie, walkę o jeszcze jeden miesiąc, rok. Za każdym „szarym” pacjentem stojącym w kolejce do onkologicznej rejestracji jest konkretna historia, dramat i nadzieja, że uda się.

W takiej sytuacji trudno człowiekowi zrozumieć, że na drodze do zwycięstwa lub do przedłużenia życia, które przecież jest bezcenne, staje coś bardzo prozaicznego - brak pieniędzy, chłodno nazywany "zbyt niskimi nakładami na ochronę zdrowia".



W Polsce żyje obecnie ok. 570 tys. osób z chorobą nowotworową. Co roku ok. 160 tys. osób dowiaduje się, że ma raka. Co roku 95,5 tys. Polaków umiera z powodu nowotworu. Specjaliści twierdzą, że po 2030 roku, diagnozę „rak” może otrzymywać 200 tys. osób rocznie.

Brak pieniędzy, ale wydatki rosną
To, że potrzebne jest zwiększenie finansowania onkologii przyznawał nawet minister zdrowia Konstanty Radziwiłł, podczas konferencji z okazji Światowego Dnia Walki z Rakiem w Centrum Onkologii w Warszawie. Choć, jak na polityka przystało przypominał też, że wydatki na onkologię systematycznie rosną.
Konstanty Radziwiłł
Minister Zdrowia

Wydatki na onkologię wyniosły 5,7 mld zł w 2016 r. Były większe niż w poprzednich latach. W tym roku jeszcze wzrosną, za sprawa zmiany wyceny procedur w onkologii. Jednak konieczne jest zwiększenie nakładów na cała ochronę zdrowia, bo pieniędzy brakuje nie tylko w onkologii. Wzrost finansowania ma rozpocząć się w 2018 r.

Minister przyznał, że nawet najbardziej znany ośrodek onkologiczny jakim jest Centrum Onkologii w Warszawie jest w złej kondycji finansowej, mimo że jego roczny kontrakt z NFZ opiewa prawie na 1 mld zł.

Szantażują resort
Co do refundacji nowych leków onkologicznych, dr Radziwiłł stwierdził, że w ostatnim czasie ok. 30 zupełnie nowych leków trafiło do refundacji, a większość z nich to właśnie bardzo drogie leki onkologiczne.

– Staramy się dogonić inne kraje – mówił minister.

Dodał, że firmy farmaceutyczne, szczególnie monopoliści co do danych leków, żądają zaakceptowania przez resort zdrowia wysokich cen swoich leków.

– W wielu przypadkach te ceny są nie do zaakceptowania. Firmy wtedy uciekają się do swoistego szantażu wykorzystując do tego media – wyjaśniał Radziwiłł.

Trudno jednak nie pokusić się w tym momencie o refleksję. Resort może nie ulega szantażowi, ale chorzy nie dostają potrzebnego im leku. W sumie resort wygrywa, nie wydaje zbyt dużej sumy pieniędzy, firma przegrywa. Tylko gdzie w tym wszystkim jest chory? Chory może doczeka, aż producent leku się ugnie. Czasami doczeka, a czasami nie…

Operacje tylko u doświadczonego chirurga
Jak wiadomo, w leczeniu różnych nowotworów podstawą jest chirurgia. Szpitale dostają na nią tak mało środków, że jak tłumaczył prof. Józef Kładny, prezes Polskiego Towarzystwa Chirurgii Onkologicznej, szefowie oddziałów chirurgii onkologicznej często są „wzywani na dywanik” przez dyrektorów szpitali, dlatego że przynoszą placówkom straty.

Inna sprawa, że za takie skomplikowane, operacyjne leczenie biorą się czasami nieduże szpitale, co jak przyznawał Minister Zdrowia, jest niekorzystne, ponieważ w chirurgii ilość wykonywanych zabiegów przekłada się na umiejętności chirurgów, czyli na jakość wykonania zabiegów. Dlatego chirurgia onkologiczna powinna być scentralizowana. Operacje onkologiczne powinny wykonywać zwyczajnie te ośrodki, które mają najbardziej doświadczonych chirurgów, którzy wykonują wiele operacji.

Lekarze podkreślają, że w walce z nowotworami najważniejsze nie są skomplikowane leki, operacje czy supernowoczesny sprzęt. Najbardziej pomoże nam zmiana trybu życia i odstawienie papierosów. Gdyby do takiej zmiany doszło, to ponad 30 proc. mniej Polaków zachorowałoby na chorobę nowotworową.

Rusz się i przestań palić
Prof. Maciej Krzakowski, przewodniczący Krajowej Rady ds. Onkologii, konsultant krajowy w dziedzinie onkologii klinicznej powiedział, że największymi osiągnięciami pierwszej edycji Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych to spadek liczby osób palących tytoń oraz zwiększenie liczby osób objętych badaniami przesiewowymi do 44 proc. w kierunku raka szyjki macicy i do 48 proc. w kierunku raka piersi.

W tej edycji programu lekarze i decydenci stawiają sobie za cel dalsze zmniejszenie liczby osób palących, ale także otyłych, bo właśnie otyłość jest jednym z czynników zwiększających prawdopodobieństwo zachorowania na raka.

Oczywiście chcą też zwiększyć skuteczność i jakość badań przesiewowych. W końcu nie ma nic bardziej tragicznego niż sytuacja, w której regularnie wykonujemy badania przesiewowe, one nie wykazują zmian chorobowych, ale tylko dlatego, że zostały źle wykonane, lub sprzęt na którym zostały wykonane jest wadliwy i daje niezgodne ze stanem faktycznym wyniki.

Światowy Dzień Walki z Rakiem, konferencje i dyskusje są daleko od człowieka, który dziś lub jutro będzie czekał na wyniki swoich badań, które powiedzą mu czy ma raka, czy może to był tylko fałszywy alarm. Pewnie nie słyszał o nich chory, który w przyszłym tygodniu będzie walczył o lek, żeby pożyć jeszcze pół roku, dla dzieci, dla siebie. Onkolodzy, rzecznicy chorych w świecie, gdzie wszystko ma swoją cenę, także leczenie onkologiczne, walczą nie tylko z chorobami swoich pacjentów, ale też z systemem, a tak nie powinno być.

Miejmy nadzieje, że za rok w Światowym Dniu Walki z Rakiem usłyszymy od polityków, nie o tym, że pieniędzy brakuje, ale że w końcu zwiększono nakłady na ochronę zdrowia. Przelewanie z pustego w próżne niewiele zmieni.

Napisz do autora: anna.kaczmarek@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...