Nie pójdziesz na Greya! A ty nie obejrzysz filmu z Meg Ryan. Kłótnia dzieciaków? Nie, to rozmowa trzydziestolatków

Żona filmowego Christiana Greya podobno nie zdecydowała się na pójście do kina na „50 Twarzy Greya”. Próżno jej było szukać u boku męża, także na premierze „Ciemniejszej strony Greya” w Berlinie czy Madrycie. Amelia Warner, partnerka Jamie Dornana nie była w stanie oglądać ukochanego grającego w erotyku. Okazuje się, że widoku nagiego aktora nie mogą znieść także zwykli faceci. Mierzi ich fakt, że ich partnerki mogą zachwycać się nim przez blisko 2 godziny. Amerykański erotyk trafił na listę zakazanych filmów w wielu domach. Powodem nie jest jedynie zazdrość.

Mija dwa lata od premiery “50 twarzy Greya” i rekordu frekwencyjnego, jaki padł wówczas w polskich kinach. W premierowy weekend film obejrzało ponad 834 tys. widzów przez co amerykańską produkcję okrzyknięto mianem hitu wszechczasów, a Polaków narodem, w który jest gotowy na rewolucję seksualną.

Rośnie liczba mężczyzn, którzy nie wierzą w swoje umiejętności łóżkowe

Tymczasem wraz z drugą częścią „Ciemniejszej strony Greya”, na którą najpewniej wybierze się równie imponująca widownia, ukazały się miażdżące wyniki badań „Seksualność Polaków 2017” Zbigniewa Izdebskiego i Polpharmy wykonane przez IQS. Z najnowszych danych wynika, że zaledwie 42 proc. kobiet i mężczyzn jest usatysfakcjonowanych swoim życiem seksualnym. To gigantyczny spadek. Jeszcze sześć lat temu udanym życiem seksualnym mogło pochwalić się 68 proc. Polaków.



Jako główne przyczyny braku zadowolenia z seksu, Polacy wymieniają zmęczenie i stres. Ale nie tylko. Panowie obawiają się, że nie sprostają oczekiwaniom partnerek, panie od zbliżenia odstręcza myśl o niechcianej ciąży. Według seksuologów jest coś jeszcze – i choć wyda się to niewiarygodnie - winny jest Grey!

– Po pierwszej części Greya, na terapię trafiły do mnie pary, w których ten film mocno namieszał. Co ciekawe, w każdym przypadku to kobiety otworzyły się na nowe doznania, a ich partnerzy mieli gigantyczne opory – mówi dr Andrzej Depko, seksuolog. Każda z tych par miała szansę na dalsze udane życie, ale w takich sytuacjach każda ze stron musi chcieć poczynić jakieś kroki, aby zbliżyć się do partnera. Niestety wielu parom porozumienie nie przychodzi łatwo. Kłopoty pojawiają się już na etapie decyzji czy obejrzeć erotyk, czy też nie.

Pruderia, wciąż ma się dobrze

- Kiedy do kin wchodził erotyk „50 twarzy Greya”, mąż powiedział, że na niego nie pójdziemy. Wyznał, że nie ma ochoty patrzeć na jakiegoś nagiego faceta, który przechadza się po ekranie. Co więcej, embargo nałożył i na mnie. Mówił to nie tyle z zazdrością, ile ze smutkiem, że w ogóle jestem zainteresowana jakimś Greyem – opowiada 29-letnia Ala, graficzka, której mąż informatyk jest niepoprawnym romantykiem. Na co dzień nie jest nawet zazdrosny, ale to typ człowieka, który przynosi kwiaty i lubi czuć, że jest jedyny.

Ala stanęła przed dylematem: zaspokoić filmową ciekawość czy zranić uczucia męża. Wybrała więc opcję, która wielu może nie tyle zdziwić, ile zmrozić: oglądanie filmu z omijaniem scen seksu(!). Bardziej chciała bowiem poznać samą fabułę, niż wkręcać się w oglądanie pikantnych scen. I tak po 45 minutach była już „po”. – Mąż do dziś nawet nie podejrzewa, że widziałam ten film – mówi. Rozumie jego niechęć do Greya, bo sama jest bardzo zazdrosna o brytyjską piękność.

– Keira Knightley to według mojego męża aktorka idealna, niby zwyczajna, a ma to „coś”. Choć upiera się, że lubi filmy z jej udziałem, bo są dobre, za każdym razem, gdy jakiś ogląda, czuję trudne do opisania rozdrażnienie. Scena seksu z filmu „Pokuta”, która rozgrywa się w bibliotece, jest obłędna. Keira ma na sobie tę słynną zieloną sukienkę i nawet dla mnie jako kobiety jest niezwykle zmysłowa. Pewnie dlatego nie wierzę w to, że mąż ma słabość do aktorki, ze względu na jej talent. Umówiliśmy się, że jeśli już musi zachwycać się Brytyjką, to niekoniecznie przy mnie – mówi Ala.
Kiedyś (po winie) wzięło ją na szczerą rozmowę z przyjaciółkami, rodem z „Brawo Girl”. Zapytała, czy mają podobne dylematy, czy Grey nie namieszał w ich związkach, czy bywają zazdrosne o znane kobiety. – Okazało się, że jedna wprawdzie była z facetem na filmie, ale potem miał muchy w nosie przez pół wieczoru. Druga skręcała się w kinie z zazdrości, bo jej partner ma zajawkę na Anastazję! – opowiada.
W przypadku trzech koleżanek oglądanie Greya nie przyniosło nic dobrego. Ala miewa wyrzuty sumienia, że oglądała Greya za plecami męża, Ewa fatalnie wspomina wieczór po wyjściu z kina, a Kasia denerwuje się na samą myśl, że mają iść z partnerem na drugą część, która w Polsce wchodzi do kin 10 lutego.

Doktorze, mam 30 lat i jestem zazdrosna o aktorkę. Czy to normalne?

Ala kilkakrotnie upewnia się, czy opowiadając tę historię odpowiednio zmienię imiona, żeby nikt ze znajomych czy osób z pracy nie domyślił się, o kim mowa. – Mam wrażenie, że nikt nie zdziwiłby się, gdybym powiedziała na głos, że lubimy z mężem oglądać erotyki, ale patrzyliby na nas jak na dziwaków, gdybym powiedziała, że jest zazdrosny o Greya a ja o Keirę, a do tego nie potrafimy oglądać wspólnie scen miłosnych – uważa.

Według dra Andrzeja Depko, seksuologa problem z zaakceptowaniem fascynacji partnera aktorką czy aktorem może wynikać nie tylko – jak to się powszechnie uważa – zazdrości czy poczucia niskiej samooceny. Podobnie jest ze wspólnym oglądaniem scen seksu, nie o zazdrość tu chodzi.

- Każdy posiada indywidualną wrażliwość i preferencje estetyczne. Bywa, że pary świetnie dobiorą się w wielu obszarach, a w innych nie. I taką sferą, w której partnerzy okażą się inni, może być właśnie seksualność. Wspólne oglądanie scen seksu może być trudne, bo zdarza się, że partnerzy wstydzą się własnych reakcji. Może czujemy, że partnerka oczekuje krytyki, gdy na ekranie zacznie się łóżkowa scena, a nam się ona podoba. Może boimy się pokazać podniecenie albo wręcz przeciwnie, okaże się, że erotyk na nas nie działa. W wyniku tych obaw wiele osób woli zrezygnować ze wspólnego oglądania zmysłowych scen – tłumaczy seksuolog.

Jest jeszcze kwestia socjalizacji i zasad, jakie były nam wpajane przez całe życie. – Kiedyś przeprowadzono taki eksperyment. Różnym kobietom pokazywano sceny erotyczne. Miały one zaznaczyć, w skali od 1 do 10, co je podnieca, a co nie. Co ważne kobiety miały zamontowane w pochwach specjalne urządzenia, które badały poziom podniecenia. Okazało się, że to, co zaznaczały, a to, co wskazywał pomiar, było rozbieżne. Na poziomie podprogowym przekaz działał, ale na poziomie świadomym był blokowany – wyjaśnia dr Andrzej Depko.

Scena łóżkowa, czyli czas porozmawiać o opłatach rachunków

Na związek Tomasza i Zosi największy wpływ miały właśnie zasady, jakie wyniosła z domu. Seks był tematem tabu, więc oglądanie czułych scen było niezwykle stresujące. - Gdy zbliżały się sceny łóżkowe, żona w tym czasie wychodziła lub próbowała od nich odwrócić uwagę, zadając nagle jakieś pytanie ni z gruszki, ni z pietruszki np. czy opłaciłem rachunki – wspomina Tomasz.

Dodatkowo była szaleńczo zazdrosna o aktorkę Meg Ryan. - Wielokrotnie słyszałem wyrzuty „No tak, tylko się w niej nie zakochaj” lub „Co zamieniłbyś mnie na nią?”. Takie filmy jak „Masz wiadomość”, „Bezsenność w Seatle” czy też „Kiedy Harry poznał Sally” oglądałem w samotności, niemalże w konspiracji – mówi Tomasz, który po latach znoszenia szaleńczej zazdrości, niedawno się rozwiódł.

W tym domu Krajewski śpiewać nie będzie!

Problemy dzisiejszych 30-latków z Dornanem, Anastazją czy Keirą, doskonale rozumieją dzisiejsi 50-latkowie. Pani Agnieszka i Marylka, zupełnie się nie znają, ich mężowie są z innych stron Polski, jeden jest inżynierem, drugi mechanikiem. Łączy ich 30-letni staż małżeński i fakt, że ich mężowie są szaleńczo zazdrośni o Seweryna Krajewskiego. – Mój mąż wyłączał radio, gdy słyszał jego piosenki. Komentował złośliwie jego wygląd, skręcał się ze złości” – wspomina pani Marylka.

Mąż pani Agnieszki pewnego dnia zastał rozmarzoną żonę na sprzątaniu mieszkania. – Śpiewałam razem z płytą winylową „czekam na te jedną chwilę…” Mąż wpadł w szał, bo stwierdził, że wciąż czekam na miłość, nawet po ślubie i połamał tę płytę – wspomina. Do dziś mężowi za to głupio, ale płyty nie odkupił. Krajewskiego w domu nie chce!

Zazdrość nie przeszła mężowi nawet po 30 latach. - Kiedy oznajmiłam, że idę z koleżankami na Greya, dzwonił do córki, aby „przemówiła mi do rozumu” – wzdycha pani Agnieszka. Kiedy ona nie pomogła, zadzwonił do syna. – Płyty Krajewskiego nie odkupiłam, ale na Greya poszłam – śmieje się pani Agnieszka, dodając, że mógł pójść razem z nią, zachęcała.

Patent z kultowych „Przyjaciół” na kryzys

Według seksuologa, wspólne oglądanie dobrych erotyków (na tej liście nie ma hollywoodzkiej superprodukcji) może mieć bardzo dobry wpływ na związek. – Może parze uda się nabrać dystansu i razem pośmiać. Może pod wpływem filmu sami się pokochają. Czasem film lub książka inspirują do spróbowania czegoś nowego, odegrania innej roli. Każda para musi jednak te granice przesuwać we własnym tempie – mówi dr Andrzej Depko.

Ania i Maciek, który są ze sobą już ponad dekadę i to od liceum, mają jeszcze inne rozwiązanie dla par, które mają problem z zazdrością o piękną i powabną aktorkę z ekranu, i wyrzeźbionego aktora. Przetestowali je na sobie i świetnie się sprawdza. - Jest coś takiego jak freebie list to jest motyw z serialu „Przyjaciele” (sezon 3 odcinek 5). Przyjaciele robią listę pięciu gwiazd, z którymi mogą zdradzić i to nie zdrada, tylko spełnienie marzeń. Więc my mamy trochę taką listę z Maćkiem. U niego miejsca od 1 do 5 zajmuje Eva Green (dziewczyna Bonda), a ze mną bywa różnie i mój partner wie o moich crushah. Pierwszym moim crushem był Alan Rickman i kocham go absolutnie w każdym filmie. Strasznie płakalam jak umarł. Co roku Maciek ogląda ze mną przed świętami „To właśnie miłość”, które znamy na pamięć. Poza tym po „La La Land” wrócił mi crush na Ryana Goslinga. Maciek dzielnie wytrzymuje te zachwyty, gdy Rayan zdejmuje koszule. Teraz mam też crusha na Mike'a Coltera, który gra Luke Cage'a w serialach Netflixa – opowiada Ania.

- Ach! Całe liceum kochałam się w Chucku Bassie z „Plotkary”, a mój chłopak znosił to z godnością, mimo że miałam go na tapecie w komputerze, a na osiemnastkę koleżanka zrobiła mi kartonowego Chucka naturalnych rozmiarów – śmieje się Ania. Jak mówi, na zazdrość o aktorów, działają filmowe patenty.

Napisz do autorki: jolanta.korucu@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...