Najbardziej medialny egzorcysta Ameryki. Malachi Martin - szarlatan czy posłaniec Boga, który znał się na PR?

Malachi Martin, najbardziej medialny egzorcysta Ameryki, o którym nakręcono poruszający dokument.
Malachi Martin, najbardziej medialny egzorcysta Ameryki, o którym nakręcono poruszający dokument. Fot. Kadr z filmu "Hostage to the devil" / Causeaway Pictures, Netflix
W połowie stycznia Netflix wypuścił dokument pod tytułem "Hostage to the Devil" (pol. "Zakładnik diabła"). Głównym bohaterem filmu Causeaway Pictures jest były irlandzki jezuita Malachi Martin, zmarły w 1999 roku. Doskonale znany Amerykanom, zasłynął wypowiedziami i książkami o siłach nieczystych. Dla jednych był duchowym przewodnikiem, dla innych hochsztaplerem. I tym, i tym jest zresztą po dziś dzień.

Boży wojownik
Egzorcyzmy to bardzo nośny temat. Swoją popularność zawdzięczają księdzu z dużym urokiem osobistym i wiedzą, co kupią media. Według przyjaciół był pionierem - pierwszą osobą, która mówiła o "tych" sprawach" publicznie. Fragmenty jego wywiadów to gotowy materiał instruktażowy. Malachi Martin już za młodu wykazywał umiejętności dość nietypowe dla duchownych. Pozwalał sobie przekraczać granice dobrego smaku i było mu to wybaczane.



Sam nie potrafił wybaczyć Kościołowi, że wyszedł do ludzi, że postanowił się unowocześnić, a więc m.in. odrzucić istnienie diabła. Od II Soboru Watykańskiego Lucyfer jawił się jako postać z bajek dla niegrzecznych dzieci. Martinowi to się nie podobało, sprzeciwił się nowej doktrynie i poniekąd na własną prośbę opuścił Stolicę Apostolską. Co ciekawe, pozostawał księdzem (a przynajmniej tak twierdził) - mimo że nosił się po cywilnemu, otwarcie krytykował duchowieństwo i wyjawiał jego tajemnice. Ale najmocniej wyrył się w pamięci ludzi przekazem, że opętanie to powszechna rzecz.
Walka o dusze stała się jego znakiem towarowym i źródłem dochodu. Dzięki znajomości z pewną wydawczynią, a później swoją agentką, zdobył literacką sławę. Według dawnego kolegi Roberta Kaisera głównie dlatego, że pisał to, co ludzie chcieli przeczytać. "Przekłamania, tandeta, Martin nie odróżnia demona od bajkowego trolla" – uważali krytycy. Kilkanaście lat po śmierci, książki księdza wciąż rozchodzą się jak ciepłe bułeczki.

Gwiazdor - egzorcysta
Uznawany za jednego z wiodących ekspertów do spraw Watykanu, wybitny teolog, znawca Kościoła katolickiego, eks-jezuita, profesor w Papieskim Instytucie Biblijnym, autor bestesellerów: "Vatican", "The Final Conclave" i "Hostage to the devil". Egzorcysta – przedstawiano go w telewizji. "Najbardziej fascynujący człowiek, jakiego poznałem", "Przyciągał do siebie, czarował", "To wojownik Boga" – mówią w dokumencie jego przyjaciele i znajomi, w tym demonolog, były gliniarz i eks-agent CIA. Kaiser uważa natomiast, że Martin był "mitomanem, zwykłym kłamcą, szują i oszustem".
Film poświęcony Irlandczykowi to opowieść uszyta z relacji zafascynowanych nim osób i archiwalnych nagrań. Początkowo wieje nudą. Słyszymy głosy z "offu", widzimy jakieś twarze i pokój z telewizorem. Twórcy nie śpieszą z wyjaśnieniami, konsekwentnie budując napięcie. I dobrze, dzięki temu raz czuje się strach, raz obezwładnia nas rozbawienie. Bywa, że Martin rozczula, czasem z kolei niepokoi. Wierzyć mu czy nie?
Malachi Martin
"Hostage to the Devil"

Egzorcyzm to uzdrawianie. Bardzo trudne, ale skuteczne. Pomaga ludziom żyjącym w piekle.

""Egzorysta" to fikcja, nie ma nic wspólnego z faktami. Nie widziałem obracających się głów" – tak krytykował słynny film z Maxem van Sydowem w roli głównej. O swoich doświadczeniach mówił natomiast w ten sposób: "Moje życie było zagrożone kilkakrotnie. Dajesz coś, czego już nie odzyskasz. Z każdym egzorcyzmem umiera część ciebie. Zdaje się, że za każdy dobry uczynek trzeba w tym życiu zapłacić". I można w te słowa uwierzyć.
Ludzie lgnęli do niego, Martin miał bowiem to "coś", co jest dostrzegalne i teraz. Każdy kto się z nim zetknął uważa, że był świętym człowiekiem, absolutnie oddanym Bogu, z charyzmą i głową marketingowca. Umieć sprzedać egzorcyzm to przecież sztuka. Oto przykład:
Malachi Martin
"Hostage to the devil"

Niewiele wiadomo o diable. Z kościoła i Pisma wiemy, że szatan był jednym z najinteligentniejszych archaniołów. Ale się zbuntował. Najwyraźniej doszło do wielkiej bitwy między dobrymi aniołami prowadzonymi przez archanioła Michała a Lucyferem, niosącym światło, synem poranka. Został pokonany i skazany na to, co nazywamy piekłem. Z tego, co wiemy Bóg uwielbia czystość. Uwielbia współczucie. Uwielbia piękno. Jednak nade wszystko Bóg ceni sobie jedną rzecz: skruchę. Kocha okazywać łaskę. A jak może to robić bez ludzi wodzonych na pokuszenie, którym może wybaczać? Nie chciał idealnego świata. Dał więc szatanowi moc kuszenia.

Zakładnik diabła
"Hostage to the devil" wyjaśnia, oczywiście, na czym zależało Martinowi, co było jego misją i z czym musiał się zmagać żyjąc na świeczniku, ale głównym wątkiem filmu są okoliczności jego śmierci. Przyjaciele nie mają wątpliwości, iż został zamordowany przez samego diabła… w ciele 4-latki. – Zatem nazywasz się Malachi Martin i sądzisz, że jej pomożesz? – miał powiedzieć do księdza słodkim głosem dziewczynki. Zdaniem przyjaciela, pracującego dla CIA, była przynętą. Po 2-godzinnym spotkaniu ksiądz wydał na siebie wyrok.

Co zabiło egzorcystę? Upadek z drabiny. Według Martina, zrzuciła go przerażająca istota. Potem z urazem głowy trafił do szpitala, zapadł w śpiączkę i nigdy się nie obudził. Od tamtej pory minęło prawie 20 lat. Malachi żyje we wspomnieniach. A jego historia każe zadać sobie pytanie: "Czy jestem w stanie udowodnić, że diabła nie ma? Że Martin nie miał racji?". Zdaniem zawodowej uczestniczki egzorcyzmów, znajomej duchownego, odpowiedź da tylko osobiste doświadczenie.
Rachel Lysaght
producentka i współautorka "Hostage to the devil"

To clou naszego filmu. To powód, dla którego ludzie chcą i będą rozmawiać. (…) Nie wiemy, kim był Malachi. Ciężko tworzyć obraz o człowieku, który nie żyje. Myślę jednak, że choć pozostaje tajemnicą, to na pewno dawał wsparcie każdemu, kto się o nie zwrócił.

"Hostage to the Devil" jest dokumentem prowokującym, chwilami strasznym, skupionym wokół postaci, która za cel stawiała sobie pokazanie światu, że istnieją siły, na które nie ma mocnych. Postaci wierzącej, że dobro walczy ze złem ciągle, tuż obok nas. Martin był kontrowersyjnym showmanem łaknącym uwagi, który żywił przekonanie, że jesteśmy "społeczeństwem śmierci" i mamy krew na rękach, m.in. z powodu legalizacji aborcji. Zarazem był człowiekiem wielkiej wiary, chętnym do niesienia pomocy kosztem swojego zdrowia i życia. Z tych wszystkich powodów warto go poznać.

Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...