"A może rzucić wszystko i na kasę do Lidla?". Nauczyciele pozazdrościli kasjerom w supermarketach

"A może rzucić wszystko i na kasę do Lidla?". Nauczyciele pozazdrościli kasjerom w supermarketach
"A może rzucić wszystko i na kasę do Lidla?". Nauczyciele pozazdrościli kasjerom w supermarketach Fot. Albert Zawada, Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
I jednym, i drugim płace idą w górę. Nauczyciele w tym roku mają dostać pierwszą podwyżkę od 2012 r. Ale jakoś nie widać, by się cieszyli. Wielu z zazdrością czyta raporty o płacach kasjerów w Biedronce, czy Lidlu. Rzeczywiście jest czego zazdrościć?

Powodem zazdrości jest to, co napisał branżowy portal dlahandlu.pl. Dokonano tam porównania zarobków kasjerów w czterech dużych sieciach handlowych. Przytoczono przy tym opinie ekspertów, że rośnie presja płacowa i w tym roku znacząco trzeba będzie podnieść zarobki w sklepach, aby utrzymać pracowników przy kasach.

Ile zarabiają kasjerzy?


Lidl:
– początkujący 2550 zł – 3300 zł
– po roku pracy 2750 zł – 3500 zł
– po dwóch latach 3000 zł – 3800 zł

Kaufland:
– początkujący 2600 zł
– po roku pracy 2800 zł
– po dwóch latach 2900 zł

Biedronka:
– początkujący 2300 zł + premia za brak absencji 200 zł
– po trzech latach pracy 2600 zł

Tesco:
– po roku pracy 2295 zł

wszystkie wynagrodzenia podane są brutto, dane za dlahandlu.pl
Niektóre z tych danych są odrobinę na wyrost, bo uwzględniają obiecane podwyżki. W Kauflandzie i w Lidlu płace takie będą obowiązywać od 1 marca; w Tesco niewykluczone, że też płace wkrótce wzrosną – trwają negocjacje władz sieci ze związkowcami.



Informacje o podwyżkach płac w handlu zbiegły się z doniesieniami o szykowanym wzroście wynagrodzeń w szkołach. Pensje nauczycieli nie rosły od 5 lat, bo inflacja była niewysoka. Ale w każdym sektorze rośnie presja płacowa, więc i wśród pedagogów apetyty są spore. I co? Ministerstwo edukacji pod koniec stycznia przekazało do konsultacji projekt rozporządzenia o minimalnych stawkach wynagrodzeń nauczycieli.

Ile po podwyżkach zarobią nauczyciele?


– nauczyciel stażysta: 2294 zł (wzrost o 29 zł)
– nauczyciel kontraktowy: 2361 zł (wzrost o 30 zł)
– nauczyciel mianowany: 2681 zł (wzrost o 34 zł)
– nauczyciel dyplomowany: 3149 zł (wzrost o 40 zł)

dane za: portalsamorzadowy.pl; wszystkie podane wynagrodzenia i podwyżki są w kwotach brutto
Trzeba podkreślić, że są to kwoty minimalne. Samorządy mogą płacić więcej niż wymaga rozporządzenie i często to robią. Ale i tak, gdy porówna się płacę na kasie w dyskoncie i wynagrodzenie w szkole, to można dojść do przykrych wniosków. Na nauczycielskim profilu na Facebooku padło pytanie: "a może rzucić to wszystko i na kasę do Lidla?".

Nuczyciel z pensją 3,8 tys. brutto? A może rzucić wszystko i na kasę do Lidla? :-) A Wy ile na pasku?

Opublikowany przez Okiem Nauczyciela na 19 stycznia 2017
I wielu nauczycieli – na serio lub nie – pomysł podchwyciło, wymieniając zalety takiej zmiany. Bo wyższe wynagrodzenie na kasie w Lidlu to nie jedyny plus. Przynajmniej zdaniem nauczycieli.
Rozżalenie nauczycieli łatwo zrozumieć. Pytają bowiem siebie nawzajem: "i po co były studia, i po co się tak szarpać i poświęcać, skoro praca na kasie w Biedrze jest bardziej opłacalna?".
I tu odzywają się pracownicy supermarketów, którzy tłumaczą, że to się tylko tak wydaje, że na kasie w Biedrze/Lidlu/Auchan/CzyJeszczeJakimśInnymTesco jest lepiej.

Po pierwsze: podane w tym raporcie kwoty odbiegają od rzeczywistości.
Po drugie: pełny etat wcale nie jest normą. Bardzo często pracownicy zatrudniani są na 3/4, choć pracują więcej. Wtedy mają nadgodziny. Czasem płatne, czasem nie.
Po trzecie: bardzo często wielkie sieci przyjmują pracowników poprzez różne agencje pracy tymczasowej. Wtedy nie obowiązują ich żadne stawki wynegocjowane przez związkowców. Pracują na śmieciówkach za mniej więcej 10 zł za godzinę.
Po trzecie: to bzdura, że praca na kasie w markecie jest mniej obciążająca psychicznie niż praca nauczyciela (tu znajdziecie tekst Tomasza Molgi o dyrektor sieci handlowej, która zasiadła za kasą i "wyleczyła się z pretensji do kasjerów"). – Naprawdę, nauczyciele nie mają czego zazdrościć kasjerom – przekonuje mnie Paulina, która pracę w dużych marketach ma już za sobą. Mówi o wielogodzinnym targaniu ciężarów i o pracy w niedziele i święta.
Paulina
kasjerka w niedużym sklepie w Warszawie

Pracowałam w paru wielkich sieciach handlowych i na pewno już tam nie wrócę. Tam musisz robić wszystko: jesteś kasjerem, serwisem sprzątającym i wykładasz towar na półki. Wszystko w tempie, pod presją. Praca niewolnicza, naprawdę.

Z drugiej strony – sytuacja w szkołach jest nie do pozazdroszczenia. Zwolnienia nauczycieli są nieuniknione w związku z niżem demograficznym. Nie zaczęły się teraz, trwają od lat. Dziś jednak sytuację może pogorszyć reforma Anny Zalewskiej, czyli likwidacja gimnazjów. Jak pisaliśmy, w Warszawie pracę może stracić około 10 proc. nauczycieli, w Poznaniu 20 proc., z kolei władze Krakowa szacują, że nie będą zwalniać, a zatrudniać nowych. Tak, czy inaczej – nauczyciele nie będą mieli w najbliższym czasie zbyt dużej siły przebicia, aby skutecznie walczyć o podwyżki. Najwcześniej przed wyborami.

Pracownicy supermarketów też raczej nie mają co oczekiwać, że nagle zaczną zarabiać kokosy. Wszystkie "niebywale niskie ceny", "codziennie niskie ceny", "włączamy niskie ceny", "dużo, tanio", czy "zbijamy ceny" nie biorą się znikąd. Jakby co, na miejsce polskich kasjerów spokojnie znajdzie się wielu chętnych np. z Ukrainy. I jedni, i drudzy nie mają więc chyba czego sobie nawzajem zazdrościć.

Napisz do autora: tomasz.lawnicki@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...