„On jest jak Dawid w starciu z Goliatem”. Kim jest 20-letni kierowca seicento, o którym mówią dzisiaj wszyscy?

Sebastian K., 20-letni kierowca seicento z Oświęcimia zeznawał we wtorek w krakowskiej prokuraturze. Jego pełnomocnik zaapelował do mediów by nie ujawniały nazwiska ani wizerunku chłopaka
Sebastian K., 20-letni kierowca seicento z Oświęcimia zeznawał we wtorek w krakowskiej prokuraturze. Jego pełnomocnik zaapelował do mediów by nie ujawniały nazwiska ani wizerunku chłopaka Fot: Pixabay
To mógł być każdy. Nic więc dziwnego, że internauci trzymają stronę 20-letniego kierowcy seicento, który miał pecha, bo znalazł się na trasie przejazdu kolumny rządowej z premier Beatą Szydło. Jego zderzenie z aparatem państwa przypomina walkę Dawida z Goliatem. Kim jest chłopak, o którym mówią dzisiaj wszyscy?

Sebastian K. pochodzi z Oświęcimia. Ma skończone 20, a nie jak podawały media 21 lat. Mieszka z matką w jednym z bloków na osiedlu Stare Stawy, uczy się w technikum, nie ma konta na Facebooku, prawo jazdy posiada od 18. roku życia. Ojciec od kilku lat pracuje i zarabia na rodzinę w Norwegii. Często przyjeżdża jednak do Polski.

Dla niego to trauma
– Chłopak jest spokojny, ułożony, pochodzi z normalnej rodziny. Aktualnie nie chodzi do szkoły. Dla niego ta cała sytuacja to wielka trauma – mówi w rozmowie z naTemat Szymon Chabior, redaktor naczelny portalu oswiecimskie24.pl.

W śledztwie dotyczącym wypadku rządowej kolumny Sebastian miał status podejrzanego. We wtorek usłyszał formalne zarzuty. Prokuratura oskarża go o nieumyślne spowodowanie wypadku drogowego, w wyniku którego ucierpiały inne osoby. Grozi za to nawet do 3 lat więzienia. W szoku po zdarzeniu chłopak najprawdopodobniej podpisał protokół i przyznał się do winy.

O 20-latku wiadomo niewiele. Uczył się w jednym z techników w Oświęcimiu, ale podobno przerwał naukę i wyjechał na rok do ojca do Norwegii. – Tam najprawdopodobniej pracował i zarabiał na życie. W Oświęcimiu o pracę dla młodych ludzi ciężko – słyszymy od jednego z miejscowych. Ojciec chłopaka pracuje w Norwegii już dość długo. – To stwarza zawsze jakąś alternatywą dla rodziny, gdyby w Polsce coś poszło nie tak – zaznacza nasz rozmówca.

Sebastian mieszka z matką, która bardzo wspierała go po wypadku. – Wydaje się, że mama chłopaka podchodzi do całej sprawy na spokojnie, na chłodno, ale nie wiadomo czy tak rzeczywiście jest. Może to być tylko maska silnej kobiety, która wieczorem płacze do poduszki – spekuluje jeden ze świadków wypadku rządowej kolumny. – Teraz z mediami już nie rozmawia. Tak ustalili z mecenasem Pociejem – dodaje.

Pełnomocnik 20-latka mówił naTemat, że fizycznie chłopak czuje się "całkiem dobrze, chociaż odezwały się u niego jakieś dolegliwości bólowe, które będziemy diagnozować medycznie". Podkreślił, że cała sytuacja była jednak dla chłopaka dużym obciążeniem psychicznym. – Tym bardziej, że z uwagi na rozładowany telefon nie zdążył powiadomić matki o tym, że miał wypadek. Matka dowiedziała się o zdarzeniu przez zupełny przypadek. Potem szybko znalazła się na miejscu – opowiadał naTemat mec. Pociej.

Bez nazwiska i wizerunku
Kierowca seicento także nie rozmawia z mediami, bo tak mu doradził obrońca. We wtorek stawił się przed obliczem śledczych. – Zalecam wstrzemięźliwość wszystkim, którzy tego młodego człowieka już osądzili – powtarza mec. Władysław Pociej. Prawnik zwrócił się do mediów z prośbą o niepodawanie nazwiska ani niepublikowanie wizerunku swojego klienta.

Zaraz po wypadku z chłopakiem miał rozmawiać reporter „Super Expressu”. – Skręcałem w lewo, w ulicę Orzeszkowej. Rządowe auto uderzyło we mnie, gdy rozpocząłem manewr. Ten samochód mnie wyprzedzał – miał mówić gazecie 20-latek.

Ale wypowiedzi przedstawicieli policji, a także m.in. szefa MSWiA Mariusza Błaszczaka i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, zdają się już przesadzać o winie chłopaka. – W tym wypadku mieliśmy do czynienia z sytuacją przypadkową – mówił prezes PiS w poniedziałek Bydgoszczy. – To nie jest tak, że ktokolwiek tutaj zawinił, poza tym młodym człowiekiem, który przecież też nie miał złych intencji, tylko po prostu popełnił taki błąd, który się zdarza na drogach – oceniał.

Podziwiam jego matkę
Matka chłopaka ma kontakt m.in posłem Nowoczesnej Markiem Sową. – Rozmawiałem zarówno z mamą tego chłopaka jak i tatą, który do mnie dzwonił z Norwegii. To on zaproponował żonie, żeby się skontaktowała po wypadku z moim biurem poselskim, choć kompletnie się nie znaliśmy – mówi w rozmowie z naTemat Sowa. – To najzwyklejsza polska rodzina – podkreśla Sowa.

– Dla nich to jest zupełnie nowa sytuacja, trudna i siłą rzeczy nie wiedzą jak się za bardzo zachować. Tłumaczyłem im, że muszą być przygotowani na to, że będzie naruszany ich mir domowy. Nie będzie zapewne na razie zgody na upublicznienie wizerunku chłopaka, ale wiem, że jak szedł do prokuratury to dziennikarze już na niego czekali – mówi nam Sowa. – Nie da się przejść samemu przez taką drogę prawną, gdy prawie cały aparat państwa jest skierowany przeciwko nim. Bardzo podziwiam matkę Sebastiana – tłumaczy.

Mama chłopaka wypowiedziała się jednak dla mediów w portalu faktyoswiecim.pl. Jak dowiedziała się o wypadku? „Dostałam sms od dziewczyny syna, bo jemu się wyładował telefon. Wysłał jej tylko informację: wypadek. Pojechałam go szukać – opowiada mama 20-latka. „Ma prawo jazdy ponad dwa lata, ale nie jest niedzielnym kierowcą. Jeździ wszędzie, po całej Polsce, do Szwecji, do Norwegii. Nie boi się dużych miast. Jest naprawdę dobrym kierowcą” – tłumaczy kobieta.

Napisz do autora:jaroslaw.karpinski@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...