Santorini to nie grecka wyspa, to blok na końcu Warszawy przy bocznicy. Stylowa nazwa osiedla to tylko wielki obciach

Wiele inwestycji mieszkaniowych bardziej niż standardem wyróżnia się nazwą
Wiele inwestycji mieszkaniowych bardziej niż standardem wyróżnia się nazwą Fot. Kuba Ociepa / Agencja Gazeta
Gdyby o prestiżu polskich osiedli mieszkaniowych świadczyły wyłącznie nazwy, słynna warszawska Złota 44 byłaby co najwyżej czynszówką w przemysłowej dzielnicy zanieczyszczonego miasta, a stojący nieopodal Cosmopolitan byłby osiedlem szeregowców na przedmieściach. Mieszkania o absurdalnych nazwach, sugerujących wielki luksus, nadal są na topie.

To trend, który zupełnie nie słabnie. Słynne Tarasy Dionizosa na Białołęce zostały obśmiane już kilka lat temu, bo pierwszy budynek na osiedlu został oddany do użytku w 2014 roku. Owe "tarasy" to zwykły, otynkowany na żółto blok na końcu dzielnicy. Bliżej stamtąd do Legionowa niż do centrum Warszawy. Do legendy przeszły także Wyspy Luksusu, czyli osiedle zbudowane w jednym z mniej (bez urazy dla mieszkańców miasta) prestiżowych miejsc, jakie można sobie wyobrazić – w Piasecznie.


Dla jasności – rzeczywiście część polskich deweloperów poszła po rozum do głowy i decyduje się na nazwy odpowiadające lokalizacji. Dla przykładu na Woli buduje się osiedla o nazwie Dobra Wola czy Miasto Wola, a przy rondzie Wiatraczna powstaje inwestycja o tej samej nazwie. Inny przykład – deweloper Strus nazywa swoje budynki po prostu od adresów, gdzie powstają. Niektórzy próbują podejść do tematu z dystansem. Matexi stawia w Warszawie osiedle o nazwie Kolska od nowa :) – emotikonka jest częścią nazwy osiedla. Tak, chodzi dokładnie o tą Kolską, znaną każdemu warszawiakowi z... izby wytrzeźwień. Firma z uśmiechem twierdzi, że teraz każdy może poznać tę ulicę na nowo.

Ale nie każdy deweloper tak nazywa swoje osiedla. Pretensjonalne, pompatyczne nazwy niezmiennie są w modzie i nie zanosi się na to, żeby zniknęły.

Inwestor bujał w obłokach
W Warszawie na Woli powstaje obecnie osiedle o szumnej nazwie Skylife, co po polsku znaczy mniej więcej tyle, co życie w chmurach. Skylife to jednak nie wysoki apartamentowiec w centrum miasta, a osiem niskich, kilkupiętrowych bloków.
Tym nadano równie pompatyczne nazwy – to m.in. Space, Liberty, Future, Star, Freedom czy właśnie Sky. Na to szaleństwo zwracają uwagę także internauci:
Absurdów jest więcej. Inne przedsiębiorstwo postawiło w Warszawie osiedle Apartamenty Saska nad jeziorem. Deweloper wyraźnie odnosi się do historii prestiżowej Saskiej Kępy. Problem w tym, że osiedle nawet administracyjnie nie jest na Saskiej Kępie. Do kulturowego serca Saskiej Kępy, czyli do ulicy Francuskiej, da się dojść spacerem, ale nie będzie to podróż krótka.
Saska Kępa tak nie wygląda. Naprawdę
W głębi Pragi Południe wyrosło osiedle Santorini. Santorini – po polsku Santoryn – to grecka, wulkaniczna wyspa położona w archipelagu Cyklad. Wyspa droga, która często służy za miejsce wypoczynku bogatych.
... a tak w Warszawie. Dostrzegalna inspiracja białą zabudową greckich wysp
Osiedle dla osób ceniących sobie – jak twierdzi deweloper – "pogodny klimat i życie blisko natury" powstało wzdłuż... torów kolejowych. Za nimi ciągnie się las i bocznice.

Królewski rodowód tylko a nazwie
Podobnych absurdów jest więcej. Powstałe też osiedle Królewski Park, ale nie w okolicy Łazienek, a na Wilanowie. I nie w pobliżu pałacu – o nie, deweloper w pięciu etapach budowy chce wcisnąć klientom w sumie dziesięć bloków wsadzonych w wilanowskie nieużytki. Pomiędzy zatłoczoną aleję Wilanowską, nieużytki i inne osiedla/budowy.
Tutaj powstaje Królewski Park. Dookoła blokowisko
Pompatyczne nazwy uwielbiają prawie wszyscy. Na Jana Kazimierza postawiono osiedle o nazwie Wola Prestige. Tak się składa, że mieszkanie kupił tam mój kolega i byłem w środku. To zwykły blok z tzw. segmentu popularnego, podobny do wszystkich innych w okolicy. Tylko nazwa bardziej prestiżowa.
Wola Prestige w całej okazałości
Ten sam deweloper na Włochach buduje osiedle o nazwie... Monte Verdi. Po włosku to zielone wzgórze. Deweloper tłumaczy na witrynie osiedla, że zdecydował się na taką światową nazwę, ponieważ sama dzielnica przywołuje "słoneczną Italię".

W praktyce inwestycja powstaje na skrzyżowaniu Popularnej i Bolesława Chrobrego. Nie jest tam zielono (a zielono nawet było, ale... przed rozpoczęciem budowy i wycięciem drzew), osiedle nie jest na wzgórzu. Chyba że za "wzgórze" uznamy podwyższenie terenu, które wynika z tego, że ulica w tej okolicy schodzi w dół, żeby zmieścić się pod wiaduktami kolejowymi. To popularne – i bardzo wąskie – połączenie z południa Warszawy na Bemowo. Kto tam był w godzinach szczytu, ten wie, że to komunikacyjne piekło.
Tutaj powstaje Monte Verdi
Sztuka dla sztuki
Co gorsza, od deweloperów nikt takich nazw nie oczekuje i nikt ich później nie używa. Sam mieszkam na nowym osiedlu i nie używam jego nazwy. Podaję po prostu adres. Nikt ze znajomych – a wielu z nich już kupiło mieszkania – nie zaprosił mnie do Woli Presitige czy do Santorini. Także podają adresy.

I nikt też takich nazw od deweloperów nie oczekuje. Według badań Polacy kierują się przy wyborze mieszkania przede wszystkim ceną i wysokością raty kredytu. Dalej istotne są również metraż, lokalizacja, piętro, balkon, własny ogródek czy przyjaźni sąsiedzi. O nazwie inwestycji zupełnie się nie mówi.

Napisz do autora: piotr.rodzik@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...