Czy zastanawiałeś się, kto tłumaczy twoje ulubione seriale w internecie? Zdziwisz się, to całkiem duża społeczność

"Michnik", "Igloo" to najpopularniejsi tłumacze seriali i filmów w sieci.
"Michnik", "Igloo" to najpopularniejsi tłumacze seriali i filmów w sieci. fot. YouTube
Tomasz jest czterdziestoletnim biznesmenem. Prowadzi firmę w Częstochowie zatrudniającą ponad sto osób. Jego hobby to filmy. Nie ma czasu chodzić do kina, więc większość ogląda w internecie. Jeśli także lubisz oglądać filmy w sieci, na pewno go znasz. A przynajmniej jego nick. Tomasz jest tłumaczem internetowym. – Robię to za darmo, wyłącznie społecznie. Takich jak ja w Polsce jest bardzo wielu – mówi w rozmowie z naTemat.

Złe tłumaczenie może popsuć nawet najbardziej trzymający w napięciu odcinek House of Cards czy "Gry o tron". Takich "kwiatków" w internecie wciąż jest za dużo, a nie wszyscy chcą czekać na "oficjalną" premierę. Ale szanujący się tłumacz nigdy nie wrzuci napisów bez korekty innego tłumacza serwisu z Napisy24.pl. Bo w tej mikrospołeczności nicki są wizytówką.



Hity zarezerwowane są dla najaktywniejszych
– Pamiętam, taką sytuację z wczesnego dzieciństwa: kiedyś bardzo chciałem obejrzeć w telewizji swój pierwszy horror. Niestety był wyświetlany dość późno, więc usnąłem jeszcze przed rozpoczęciem filmu – opowiada Tomasz. – Następnego dnia moja ciocia opowiedziałam mi go ze szczegółami. Dosłownie scena po scenie. Po wielu latach przypomniałem sobie tę sytuację. Odnalazłem film w sieci, przetłumaczyłem go, zrobiłem swoje pierwsze napisy i dałem na urodziny cioci. Tak się zaczęła moja przygoda z tłumaczeniami – mówi.
Tomasz dzisiaj przetłumaczył już ponad 50 filmów. Większość z nich można ściągnąć ze strony Napisy24.pl. Specjalizuje się w horrorach, filmach z lat-50., niszowych produkcjach s/f. – Seriale są już obstawione i jednocześnie pojawia się przynajmniej kilka wersji napisów. Wolę skupić się na mniej popularnych, kolekcjonerskich filmach – opowiada.

Trudno określić liczbę osób, które zajmują się tłumaczeniem. Do najlepszych zaliczają się Igloo666, michnik, czy vieslav. To elita. Większość z nich aktywnie udziela się na forum, czasami organizują także spotkania, cały czas udoskonalają swoje teksty. Kiedy regularnie tłumaczysz i często wrzucasz nowe napisy, często zgłaszają się bardziej znani "userzy" i proponują korektę. Jeśli propozycja jest od igloo666 czy michnika, to prawdziwa nobilitacja. To znaczy, że poziom twoich tekstów jest bardzo dobry.

– Robię tłumaczenia po powrocie z firmy, kilka godzin dziennie. Średnio zajmuje mi to około dwóch tygodni. Ale mam wrażenie, że ci najbardziej aktywni wyłącznie zajmują się tłumaczeniami. Bo ciągle pojawiają się ich nowe teksty. Ogólnie oceniam poziom na bardzo dobry. Naprawdę rzadko można spotkać bardzo źle przetłumaczone teksty, albo z jakimiś niedoróbkami. Uważam, że wykonujemy nawet lepsze napisy niż te, które są w oficjalnym obiegu – uważa Tomasz.

Najlepsze seriale tłumaczone są przez najlepszych. ( Na przykład hitowy serial "Homeland", niemal zawsze tłumaczony jest przez "michnika", który w tym środowisku uważany jest za "legendę" . Za to "Igloo666" przy współpracy z "kat" przygotowują napisy do "Gry o Tron". Ale wciąż trudno zrozumieć, po co właściwie to robią.

To jak klejenie modeli samolotów...
"Mnie kręci samo tłumaczenie napisów, może jestem jakaś dziwna. Ponadto dobre napisy to propagowanie poprawnej polszczyzny, której coraz mniej we wszystkich środkach przekazu i życiu codziennym. W sumie takie samo pytanie można by zadać osobom klejącym modele samolotów. Po co kleić takie małe, skoro są duże" – pisze loodka.
"Ja to robię, bo lubię. Poza tym nie toleruję filmów z lektorem i często robię napisy dla siebie, bo chcę mieć w swojej kolekcji film z dobrymi napisami. A skoro już je zrobiłem, to czemu nie miałbym udostępnić ich innym, żeby również mogli się cieszyć dobrym tłumaczeniem? I nie rozumiem, dlaczego udostępnianie przeze mnie tych napisów miałoby być nielegalne? Przecież tłumaczenie wykonałem sam, a praw autorskich nie zastrzegłem..." – uważa z kolei FilYo.

Tłumacze na celowniku prokuratury
Nie wszyscy mają pewność, czy udostępniając napisy nie łamią prawa autorskiego. Interpretacja jest bardzo różna. Niedawno policja wzięła na celownik tłumaczy z serwisu napisy.org. Jak podaje Piotr Vagla Waglowski, prawnik zajmujący się prawem autorskim w internecie, do akcji zaangażowano funkcjonariuszy z kilkunastu województw. W efekcie zatrzymano 9 osób.
Charytatywna działalność nie podoba się także niektórym dystrybutorom. Na jednym z zamkniętych już serwisów, można znaleźć było wpis o następującej treści: "Jeden z polskich dystrybutorów filmów poprosił nas o zamknięcie serwisu. Ponieważ działamy na zasadach non-profitowych, nie jesteśmy organizacją, nie mamy osobowości prawnej, a tym bardziej pieniędzy na procesy, postanowiłem prośbę tę spełnić i w ciągu najbliższych godzin wszystko co dotyczy napisów zniknie z serwisu napisy.info do odwołania (prawdopodobnie na zawsze)".

– Nie rozumiem dlaczego to się komuś nie podoba, skoro działamy wyłącznie społecznie. Problemem są dla mnie nieuczciwe serwisy, które zarabiają na ściąganiu filmów. Tam zdarzają się jeszcze napisy robione niechlujnie. Ale oni nastawieni są komercyjnie – zarabiają na reklamach. My robimy to przecież wyłącznie charytatywnie – kończy rozmowę Tomasz.

Napisz do autora: oskar.maya@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...