Smog, mrok i pełno morderców. To świat stworzony przez Bukowskiego w książce, która była wzorcem dla "Belle Epoque"

"Belle Epoque" to nowy serial TVN z Magdaleną Cielecką i Pawłem Małaszyńskim w głównych rolach.
"Belle Epoque" to nowy serial TVN z Magdaleną Cielecką i Pawłem Małaszyńskim w głównych rolach. Fot. materiały prasowe
Interesuje go mroczna strona człowieka. Dlatego aktor, Marek Bukowski wraz z Maciejem Dancewiczem postanowili napisać książkę. Okazała się tak dobra, że na jej podstawie zrobiono serial "Belle Epoque", który startuje już dzisiaj. – Kraków był kiedyś dość mroczny i depresyjny. Można powiedzieć, że aż się prosiło aby to tego miasta zaprosić kilku morderców – mówi Marek Bukowski w rozmowie z naTemat o swoim debiucie literackim "Najdłuższa noc".

Zapuściłeś się w wielkomiejski świat XIX wieku. Dlaczego akurat ten okres tak Cię zainteresował?

Z tym wielkomiejskim światem to przesada. Akcja powieści "Najdłuższa noc" dzieje się w Krakowie, czyli w Galicji, a tam była raczej bieda, smród i zabobon. Sam Kraków był enklawą arystokracji, mieszczaństwa i bardziej wyrafinowanego świata. Chociaż jeśliby trzymać się historycznych faktów, to Kraków też był wtedy prowincją. Miał tylko około 60-80 tys. mieszkańców To na pewno nie był Wiedeń śmiech)

Krakusom taka recenzja ich miasta się nie spodoba...

Książka opisuje właśnie mroczną i depresyjną stronę Krakowa. Aurę, którą miasto niewątpliwie posiada. Do dzisiaj Kraków jest dość depresyjny, na dłuższy pobyt trudno go komuś polecić. W powieści już od pierwszych stron unosi się nad miastem duszący, gryzący lepki smog. Na kominach fabrycznych nie było wtedy przecież żadnych filtrów. To wtedy mieliśmy prawdziwy problem z ociepleniem klimatu..
Piękna sceneria do zawiązania kryminalnej akcji.

Można powiedzieć, że aż się prosiło, aby zaprosić do tego miasta kilku morderców. Przypadki z kolejnych odcinków są oparte na autentycznych historiach.

Siłą książki i scenariusza jest próba odwzorowania właśnie tego zaginionego świata.

Mogę już powiedzieć, że będzie kontynuacja "Najdłuższej nocy". Staraliśmy się z Maćkiem Dancewiczem uchwycić nie klimat Sukiennic, krakowskich kwiaciarek czy gołębi, ale tę ciemniejszą stronę Krakowa.

Skoro mieszkałeś w Krakowie, to pewnie znasz trochę gwarę. Wiesz co to jest "grym" ? ( włóczęga, bezdomny red.)

Nie. Ale my akurat w powieści uciekaliśmy od regionalnego języka. Od początku chcieliśmy, aby to był język filmowy. Piszemy obrazami. Historia jest z początku XIX wieku, więc jest to świat dosyć odległy. W książce celowo umieściliśmy współczesne określenia typu "ogarnij", albo "padł na glebę", takie drobne postmodernizmy...
Jak się podzieliliście pracą?

Po kolei każdy po jednym zdaniu (śmiech). Oczywiście to żarty. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, że jest dwóch autorów powieści, bo pisanie wspólnie scenariuszy jest dziś rzeczą zupełnie normalną, a książka "Najdłuższa noc" jest rozwinięciem scenariusza. Generalnie serial i film to jest praca grupowa. Ale widzowie "Belle Epoque" zobaczą produkt, który jest daleki od naszej książki "Najdłuższa noc". Czy to dobrze, czy źle – zobaczymy. To, że powstał serial a potem powieść nie jest zaplanowanym zabiegiem marketingowym. To wszystko powstało z pasji i naturalnej potrzeby opowiedzenia tej historii. .
Kiedy właściwie piszesz? Jesteś człowiekiem, który niemal nie schodzi z planu filmowego.

Dwa lata temu, pokazaliśmy całość producentowi Michałowi Kwiecińskiemu. Dostał trzy odcinki, razem z tzw. "biblią serialu", czyli z wątkami, pełnymi postaciami i dialogami. Pierwotnie to miał być pierwszy serial kryminalny zrobiony na platformę internetową. Czyli produkujemy dziesięć odcinków i wrzucamy wszystko do internetu. Tak jak to robi Netflix. Ale życie zweryfikowało nasze plany. Ostatecznie projekt przejął TVN. A wymogi tej stacji są zupełnie inne. Stacja zaczęła trochę pudrować scenariusz, a ten puder jest trochę inny niż nasz (śmiech)

W jakim sensie inny?

Świecący, z brokatem. Nasz był może bardziej matowy. Bardzo upiększono ten stworzony przez nas świat, wypolerowano.

Czyli widzowie nie zobaczą tego brudu, smogu, depresji, o której wcześniej rozmawialiśmy?

Mam nadzieję, że osiągnęliśmy mądry kompromis. Zobaczymy zderzenie prowincji, świata morderców w wersji noir, z eleganckim światem na pokaz, wyższych sfer i absurdalnych konwenansów. Mam nadzieję, że TVN nie posunął się za daleko w uzdatnianiu tej historii na potrzeby szerokiej publiczności. Nasza rola kończy się wraz z oddaniem gotowych scenariuszy.

Konflikt między scenarzystą a reżyserem to dość typowa sytuacja.


Gdybym był radykalnie nastawiony do naszego tekstu, to ten serial nigdy by nie powstał. Oczywiście jest pewna granica, której nie powinno się przekraczać. W tej konwencji nie można przesadzić. Ten świat jednak powinien być bardzo spójny. To jednak serial historyczny.
Podoba Ci się casting?

Na razie widzieliśmy tylko dwa odcinki, ale mogę powiedzieć, że aktorstwo jest mocną stroną tego projektu. Ale jestem chyba niewłaściwą osobą do oceniania. Przez dwa lata żyłem z tym projektem non stop. Nie jestem obiektywny. Czekamy na reakcje widzów.

Nabrałeś jeszcze większego szacunku do pracy scenarzysty?

W Polsce podejście do pracy scenarzysty jest skandaliczne. Pozycja scenarzystów, sposób ich nagradzania są dramatycznie złe. Wciąż trzeba uczyć aktorów, całą ekipę pracującą przy filmie, że to są ludzie, którzy przecież powołują do życia cały świat. Jeśli to jest dobre, to wszyscy odnoszą sukces. Moim zdaniem pozycja scenarzysty w Polsce wciąż budzi ogromne zastrzeżenia. Trzeba to zmienić, albo przestać narzekać, że w Polsce jest taki niski poziom scenariuszy.

Zdarza się, że bierzesz scenariusz i aż zęby bolą tak jest źle napisany. Ale mimo wszystko grasz w takiej produkcji, bo trzeba zarabiać?

Normalne. Życie.

Tak było w przypadku "Smoleńska"?

Ja po prostu czasami też gram w filmach fabularnych. I to był właśnie film fabularny. Czy scenariusz był kontrowersyjny? A oglądałeś "Pokłosie"? To przecież też film wywołujący dyskusję. Najwyraźniej takie zapotrzebowanie publiczności. Oczywiście "Smoleńsk" jest również filmem bardzo kontrowersyjnym z założenia.

Napisaliście kryminalną książkę, bo jest to teraz najpopularniejszy gatunek?

Raczej dlatego, że interesuje mnie mroczna strona człowieka. Nie zaczytuje się w kryminałach, chociaż oczywiście kanon nie jest mi obcy. Na mojej półce w domu, nie zbyt wielu kryminałów. Za to lubię bardzo oglądać filmy kryminalne, jak "Imię Róży", czy "Harry Angel". Z serialami jest jeszcze gorzej: brak czasu, mam sporo do nadrobienia.

Dlaczego nie ma Ciebie w obsadzie ?

Z pozaartystycznych powodów. Nie gram i nie zagram w tym serialu. Wystarczająca satysfakcję daje mi fakt, że go razem z Maćkiem Dancewiczem wymyśliliśmy i tworzymy.

Seriale w Polsce mają przyszłość?

To wciąż bardzo płytki rynek. Tym bardziej powinniśmy się cieszyć że powstaje coś takiego jak "Belle Epoque". Myślę że po tym serialu nic już nie będzie takie samo w telewizji.

Napisz do autora: oskar.maya@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...