Najbardziej bojowe auto w Polsce – seicento. Specjalista od tuningu zdradza, co Polacy wyprawiają z "sejko"

W ciągu ostatnich dni seciento stało się najbardziej popularnym autem w Polsce. I chyba jednym z najbardziej "niebezpiecznych".
W ciągu ostatnich dni seciento stało się najbardziej popularnym autem w Polsce. I chyba jednym z najbardziej "niebezpiecznych". Fot. screen/facebook.com
W testach zderzeniowych seicento uzyskało najgorsza możliwą ocenę. Nic dziwnego, że internauci kpili, jak takie pudełko mogło zepchnąć z drogi rządową limuzynę. Śmiać się jednak nie powinni. Nie wiedzą, jaką "torpedę" można zrobić z tego tańszego od roweru auta. My wiemy, bo zapytaliśmy specjalistę od tuningu.

Od piątku nazwa auta tej popularnej marki odmieniana jest przez wszystkie przypadki. 20-latek, który w Oświęcimiu zderzył się z limuzyną wiozącą premier Beatę Szydło, siedział za kierownicą seicento. Ludzie żartują, patrząc na rozmiary uszkodzeń rządowego auta, zważywszy, że jechało wolno z włączoną sygnalizacją. Może i lepiej, że kierowca BOR-u uderzył w drzewo, gdyby staranował seicento, mogłoby się to skończyć tragicznie. Filmiki z testów zderzeniowych nie pozostawiają złudzeń.
Test w aucie Beaty
Mimo to, fani tych aut nazywają je dumnie – "sejko". Natomiast złośliwcy autem dla emerytek czy urzędniczek – „pań Beat”, aby mogły podjechać do pracy. Nie jest to złośliwość pod adresem pani premier, co pokazuje filmik z testu konsumenckiego.
Można nimi latać
Według dowodu rejestracyjnego do auta mieści się pięć osób. W teorii. W praktyce wciśnięcie tam piątki dorosłych to niezła gimnastyka. Aby osoby z tyłu miały wygodniej, warto pouchylać okna. – Rozwoziłem tym fiatem pizzę. Poznałem dobrze walory auta i jego minusy – opowiada Piotrek z Warszawy. Zaskoczył go brak w samochodzie wspomagania kierownicy. – Przez pierwszy tydzień miałem zakwasy. Seciento był jednak do mojej pracy idealny. Wszędzie się mogłem zmieścić i miał zaskakująco dobre zawieszenie, a przecież na progach nie zwalniałem. A... Zawsze pierwszy wyrywałem spod świateł i przynajmniej do 50-tki mknąłem – śmieje się na wspomnienie rozwijanej prędkości.

Ale nie ma co się śmiać z tych samochodów! To naprawdę nieprawdopodobne, co można zrobić z "sejków". Tomek z częstochowskiego TRS Racing pierwsze seicento przerobił w 1998 roku, czyli wtedy, gdy pojawiły się na polskim rynku. – To auto było jeszcze na gwarancji. Od tego czasu tuningowi poddaliśmy 200 modeli seicento. Polega on głównie na wymianie silnika – opowiada szef częstochowskiej firmy.
Seicento T-JET vs. Seicento VTEC;)

Opublikowany przez TRS Racing na 1 listopada 2012
Na przeróbkę "sejka" trzeba przeznaczyć kwotę powyżej 5 tysięcy złotych. Do aut montowane są nowe silniki o większej pojemność od standardowej 1,1. Ostatnio klienci zamawiają silniki 1,4 T-Jet, które mają moc 200-300 KM. Na forach miłośników tuningu można przeczytać opinie, że "sejki" wyposażone w takie silniki latają nad jezdnią. – Fakt, są szybkie – zapewnia Tomek. I dodaje, że "latające" auta poruszają się w normalnym, ulicznym ruchu.

Aż trudno uwierzyć
Zloty fanów "sejków" pokazują, jak szaleńczą miłością darzą swoje samochody. Powala np. wersja de lux. Na zlotach pojawia się też ekipa TRS Racing. – Mnie chyba nie jest w stanie nic już zaskoczyć. Właśnie montuje silnik subaru do seicento – dodaje właściciel częstochowskiego warsztatu.

II Zlot Italiano Squadre!!! Oficjalny Film!!! https://www.youtube.com/watch?v=Uc8cd_CnhZY

Opublikowany przez centomania.com na 28 sierpnia 2015
Dlatego potencjalnych klientom, którzy rozważają zakup seicento, doradza wykosztowanie się na wersję najbardziej „wypasioną”. Od 2005 roku produkowano modele z ABS czy nawet klimatyzacją. – Kupienie tańszego modelu tego fiata mija się z celem. Dalsze koszty remontu i tuningowania niepotrzebnie wzrosną – przekonuje nasz rozmówca. Zdaniem speców, zupełną pomyłką jest zakup "sejka" z małą pojemnością silnia tzw. 900-tek z powodu dużego spalania. Klienci mogą przebierać w ofertach.

Dostępny w każdym kiosku
Sprawdziliśmy kilka ogłoszeń motoryzacyjnych. W popularnym serwisie OtoMoto jest 319 egzemplarzy na sprzedaż. Pierwszy właściciel sprzedaje swoje seicento za 500 zł na części. Auta nie wspomina dobrze. – Niewygodne. Sama myśl o jeździe nim mnie denerwuje – przyznaje. Kolejny rozmówca, po głosie sądząc młody, chce za swoje "sejko" 3 300 zł. Dorzuca do tego komplet zimowych opon. Jeździł nim sześć lat. – Rewelacyjne auto. Dojeżdżałem na studia, na imprezy. No i pięć osób się z tyłu zmieściło – śmieje się. Wymienia zalety tego modelu: bezawaryjność i pozytywny styl. – Przy parkowaniu wszędzie się zmieści. Czasem wystarczyło przesunąć kosz na śmieci – żartuje. I dodaje: – Plusem jest też dostępność części zamiennych. Są do nabycia niemal każdym w kiosku.
Ciekawe, jak z dostępnością części do kolejnego "sejko" sprzedawanego za 5,9 tys. zł. Ogłoszeniodawca zapewnia, że auto niedawno sprowadził z Niemiec i przygotował do rejestracji. Oczywiście full opcja i bezwypadkowy. Sprzedający zachęca, że tych wersji, Schumacher Limited Edition wyprodukowano tylko 1000 sztuk.

Wystarczy mu na wersje bojową
Z pewnością na zakup tego modelu i tuning według najskrytszych marzeń stać będzie 20-latka z Oświęcimia. Internauci spontanicznie zrzucili się na zakup nowego "sejko" dla kierowcy, o którym mówił nawet minister Mariusz Błaszczak. Na chwilę obecną zebrali blisko 70 tys. zł. Czy seicento można wzmocnić i przerobić na auto pancerne, czy wręcz bojowe auto?

Wybaczcie musiałem! :v

Opublikowany przez 9 Brygada Kawalerii Pancernej na 13 lutego 2017
O to zapytałem mechanika z warsztatu TRS Racing. Przez chwilę w słuchawce cisza i odpowiedź: – Po tym wypadku widać, że można było. To jednak nie było auto od nas, chociaż dla kierowców z Oświęcimia przerabialiśmy dwa auta.

Napisz do autora: wlodzimierz.szczepanski@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...