Spektakularna wpadka populistów. Wyssali z palca wielki muzułmański atak seksualny, ale szybko ich zdemaskowano

Czy niemiecka policja przegapiła masowy atak muzułmańskich gwałcicieli i złodziei we Frankfurcie nad Menem? Nie. Historię o tych wydarzeniach wyssano z palca.
Czy niemiecka policja przegapiła masowy atak muzułmańskich gwałcicieli i złodziei we Frankfurcie nad Menem? Nie. Historię o tych wydarzeniach wyssano z palca. Fot. 360b / Shutterstock.com
Tak spektakularnej demaskacji tzw. fake news jeszcze nie było. Niemieccy populiści chcieli skompromitować uchodźców, a tymczasem doprowadzili do kompromitacji samych siebie. Słyszeliście o niedawnym masowym ataku muzułmanów na młode Niemki we Frankfurcie nad Menem? Chodzi właśnie o tę głośną sprawę.

Przed tygodniem na prawicy znowu zawrzało po tym, gdy niemiecki dziennik "Bild" opublikował materiał pod krzykliwym tytułem "37 dni po Sylwestrze ofiary przerywają milczenie - atak seksualny w Freßgass". Z tego pisanego dramatycznym tonem reportażu dowiadywaliśmy się, że 31 grudnia 2016 roku we Frankfurcie doszło do powtórki z bulwersujących wydarzeń z kolońskiego Sylwestra 2015.



Choć policja nie miała żadnych informacji na ten temat, "Bild" trudno było podejrzewać o wyssanie sobie tej historii z palca. Wśród rozmówców tabloidu była bowiem 27-letnia Irina, która opowiadała, jak muzułmanie łapali ją za krocze i biust. Wszystko to potwierdzał znany frankfurcki restaurator Jan Mai. On opowiadał o tym, jak około 50-osobowa grupa mężczyzn o arabskich rysach wpadła na uliczki Freßgass, siała spustoszenie u niego i sąsiadów, oraz kradła kurtki restauracyjnych gości.

Przez kilka ostatnich dni ta historia zdążyła obiec już zwolenników prawicowego populizmu na całym świecie i zyskać niezliczoną ilość cytowań. Włosy na głowie jeżyły im bowiem doniesienia o tym, że cała masa pokrzywdzonych przez muzułmańskich uchodźców Niemek i Niemców nie poszła na policję po zgwałceniu lub ograbieniu, a zmowę milczenia dopiero po 37 dniach zdecydowało się przerwać tylko kilka osób.

To historia bardzo nośna, ale całkowicie nieprawdziwa. Gdy "wreszcie" doniesieniami o molestowaniu i kradzieżach zainteresowała się frankfurcka policja, okazało się, iż nic takiego nie miało miejsca. Przesłuchano osoby, które bawiły się w noc sylwestrową w okolicach Freßgass, klientów tamtejszych restauracji oraz pracowników i przeglądnięto nagrania z monitoringów. I znaleziono dowód na przestępstwo, ale bynajmniej nie to, o którym wcześniej donoszono.

Na celowniku śledczych szybko znaleźli się ci, którzy "Bildowi" nakłamali o niemającym miejsca ataku muzułmanów. Okazało się, że jedna z osób podających się za ofiarę w noc sylwestrową nie była nawet we Frankfurcie nad Menem. Wszystkim uczestnikom tej zakrojonej na szeroką skalę mistyfikacji grozi teraz odpowiedzialność karna. "Bild" opublikował natomiast przeprosiny skierowane do czytelników, w których sam pomaga zdemaskować kłamstwa swoich niedawnych informatorów.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl

źródło: "Frankfurter Rundschau" / "Bild"

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...