Przewlekle chory powinien pracować. To w interesie nas wszystkich i oczywiście chorego

Chorzy przewlekle powinni móc pracować, nawet jeśli co jakiś czas trzeba im dać z wolne np. z powodu chemioterapii.
Chorzy przewlekle powinni móc pracować, nawet jeśli co jakiś czas trzeba im dać z wolne np. z powodu chemioterapii. Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Wielu z nas było świadkami sytuacji kiedy koleżanka lub kolega z pracy zaczynał częściej brać zwolnienia, niedomagał, trzeba było za niego wykonywać pracę. Wszystko przez nieobecności, bo robił badania, może musiał położyć się do szpitala. Historia nie kończyła się szybkim powrotem do zdrowia, a pracodawca tracił cierpliwość i żegnał się z takim przewlekle chorym pracownikiem lub proponował, by ten poprosił lekarza o długie zwolnienie lekarskie.

Tymczasem "wejdźmy w skórę" chorego kolegi. Czuje się źle, dowiaduje się o ciężkiej chorobie, musi się leczyć, ale musi mieć na to pieniądze i czas. Traci pracę i jest w bardzo trudnym położeniu finansowym, zaczyna też niedomagać psychicznie, bo właściwie cały świat mu się zawalił… A czasami chodzi tylko o to, żeby dostał wolne raz w miesiącu, ponieważ musi przyjąć lek w szpitalu.

Oczywiście znajdą się tacy, którzy będą mówić, ale zarazm przecież przez niego firma traci, inni mają więcej roboty. Chory jest, to niech w domu siedzi i choruje. Problem w tym, że wszyscy na tym tracimy.

Płaci sam za leczenie
W Polsce żyje 5,9 miliona osób biernych zawodowo, będących w wieku produkcyjnym - co czwarta osoba spośród nich pozostaje bierna na skutek choroby. Potencjał tych ludzi jest niewykorzystany. W naszym wspólnym interesie jest zapewnienie pacjentom szansy na jak najdłuższe utrzymanie się na rynku pracy oraz możliwości wypełniania swoich ról społecznych – twierdzili uczestnicy debaty "Analiza całkowitych kosztów chorób przewlekłych - nowoczesne leczenie jako inwestycja i minimalizowanie strat gospodarczych".

Pracujący pacjent pozostaje aktywny społecznie, może dłużej opłacać składki, przyczynia się do wzrostu bieżącej konsumpcji, nie generuje wydatków związanych ze zwolnieniami lekarskimi, rentami czy zasiłkami. Wreszcie, chory, który pracuje finansuje swoje leczenie. Choroby przewlekłe wykluczają społecznie i zawodowo, co stanowi stratę zarówno dla gospodarki, jak i społeczeństwa.

Koszty leczenia to jedynie ok. 15 proc. całkowitych kosztów chorób przewlekłych. Pełny obraz skutków ekonomicznych, jakie niosą za sobą choroby przewlekłe uzyskamy, uwzględniając zarówno koszty bezpośrednie (czyli koszty samego leczenia), jak również koszty pośrednie (koszty świadczeń społecznych, czy też związane z długotrwałym wyłączeniem pacjenta z rynku pracy). Koszty bezpośrednie i pośrednie pozostają ze sobą w ścisłej relacji: im większa aktywność zawodowa chorych skutecznie leczonych, tym mniej wydatków na świadczenia społeczne i mniejsze straty w skali PKB.

Wielu nie pracuje

Wszelkie dostępne analizy jednoznacznie wskazują, że koszty pośrednie, zwłaszcza w przypadku chorujących przewlekle w wieku produkcyjnym, wielokrotnie przewyższają koszty bezpośrednie. W przypadku reumatoidalnego zapalenia stawów (RZS) i wybranych chorób nowotworowych koszty pośrednie są co najmniej sześciokrotnie większe od kosztów bezpośrednich.
Dr n. med. Jakub Gierczyński
Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego-PZH

Liczbę chorych na RZS w Polsce szacuje się na ok. 220 tysięcy osób. Wśród nich chorych w wieku produkcyjnym jest 120 tysięcy, ale osoby aktywne zawodowo stanowią w tej grupie niewiele ponad 40 proc. (52 tysiące).

W 2012 r. bezpośrednie koszty leczenia tej choroby wyniosły 400 mln zł. Jednak po uwzględnieniu świadczeń społecznych wypłacanych przez ZUS oraz kosztów wynikających z nieobecności w pracy, czy też braku możliwości wypełniania ról społecznych przez chorych, wydatki te sięgają blisko 2,8 mld zł. Oznacza to, że koszty pośrednie były siedmiokrotnie wyższe od kosztów bezpośrednich.

Podobną relację kosztów pośrednich do bezpośrednich obserwuje się w przypadku wielu chorób nowotworowych. Autorzy raportu „Ocena strat ekonomicznych i kosztów leczenia nowotworów piersi, szyjki macicy i jajnika w Polsce” porównywali realne koszty społeczne raka piersi, raka szyjki macicy i raka jajnika. Łączne koszty pośrednie spowodowane tymi trzema nowotworami wyniosły w 2014 r. 4,41 mld zł. Podczas gdy z perspektywy NFZ, jako płatnika bezpośrednich kosztów leczenia, kwota ta wyniosła 688 mln zł. Koszty pośrednie były więc, sześciokrotnie wyższe od kosztów bezpośrednich.

Jak tłumaczył dr Gierczyński, postęp medycyny sprawił, że wiele chorób nowotworowych, to już choroby przewlekłe i w wielu wypadkach nie trzeba z ich powodu rezygnować z pracy.

Analizy kosztów całościowych, czy to w przypadku RZS, czy chorób nowotworowych, jasno pokazują, że to co może stanowić oszczędność z punktu widzenia jednej instytucji, obciąża budżet innego podmiotu, a przede wszystkim nie uwzględnia szerszego interesu społecznego. Dlatego potrzebne jest ponadsektorowe podejście do analizy kosztów chorób przewlekłych tak, aby strategiczne decyzje dotyczące leczenia nie były podejmowane w oparciu o dane cząstkowe, jakimi są koszty bezpośrednie, analizowane bez szerszego kontekstu społecznego.

Pomagają nowe technologie
Nowe technologie medyczne zmieniają diametralnie sytuację chorych i sprawiają, że choroba przewlekła nie musi oznaczać rezygnacji z normalnego życia i z pracy. Tak dzieje się np. w przypadku leczenia RZS, raka piersi czy chłoniaków nieziarniczych. I to właśnie z inicjatywy tej grupy pacjentów oraz Pracodawców RP powstała kampania „Choroba? Pracuję z nią!”, której celem jest promowanie efektywnych rozwiązań, które pozwalają łączyć skuteczne leczenie z aktywnością zawodową.

Jedną z największych bolączek pacjentów chorujących przewlekle jest konieczność poddawania się okresowej hospitalizacji jedynie w celu podania kolejnej dawki leku. Pobyt w szpitalu to nie tylko stres, ale też nieobecność w pracy samego pacjenta, a często także osoby towarzyszącej.

Przykładowo zmiana formy podania leku, z dotychczasowej dożylnej na tę samą terapię, ale w formie podskórnej sprawia, że czas podania skraca się z długich godzin do kilku minut, a samo leczenie można kontynuować w warunkach ambulatoryjnych.

W tym roku inicjatorzy kampanii „Choroba? Pracuję z nią!”, wspierani przez wybitnych ekspertów medycznych, przygotowali list otwarty, w którym zwracają się o szersze spojrzenie na kwestie ponoszonych kosztów i uwzględnienie faktu, że finansowanie nowoczesnych form terapii dla aktywnych zawodowo chorych, powinno być traktowane perspektywicznie, jako inwestycja, a nie doraźny koszt.

Napisz do autora: anna.kaczmarek@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...