Święte krowy w samochodzie. Brak kultury, wiedzy i podstawowych umiejętności kierowców utrudnia nam życie

O ile piesi nad Wisłą przyzwyczaili się, że samochód na drodze ma zawsze rację i czasem na własnym zielonym trzeba grzecznie poczekać, by nie znaleźć się pod kołami pogromcy szos, o tyle, chociaż na chodnikach chcieliby się czuć bezpiecznie. Nic z tego. Wjeżdżanie na chodnik podczas wyprzedzania innego auta – norma. Parkowanie na chodniku – codzienność. Niezmotoryzowani mają dość.

Joanna jeździ samochodem od miesiąca. Nie sama – z instruktorem. – Przez lata broniłam się przed robieniem prawa jazdy. Bałam się, że nie ogarnę wszystkich czynności, które trzeba wykonać jednocześnie: lusterka, kierunkowskazy, biegi, hamulce. Ale najbardziej bałam się innych kierowców. Napatrzyłam się jeżdżąc jako pasażer i byłam pewna, że zginę pierwszego dnia, gdy siądę za kółkiem – opowiada kursantka.



Ostatecznie nie jest tak źle, jak się spodziewała. Ale dobrze też nie. – Jeżdżę z wielką elką na dachu, oczywiste jest, że się uczę, więc może mi zgasnąć silnik na środku skrzyżowania a hamulec mogę pomylić z gazem. Nie dość, że inni kierowcy trąbią wtedy jak szaleni, to jeszcze na potęgę piratują. Wyprzedzają mnie na ciągłej albo z prawej, na zakręcie. To oni łamią przepisy, a ja się czuję jak intruz. Ostatnio natrąbił na mnie kierowca miejskiego autobusu.

Brak kultury i zrozumienia, że ktoś się uczy to jedno, gorzej, gdy w grę wchodzi brak umiejętności, albo…zwykła głupota. – Pamiętam, jak kursantowi zgasł silnik. W elkę wjechał z pełną prędkością inny samochód. Kobieta nawet nie próbowała hamować. Zapytana, dlaczego powiedziała, że nie chciała, żeby jej wystrzeliły poduszki powietrzne! – opowiada Adam, instruktor z jednej z warszawskich szkół jazdy. Tym, co dzieje się na polskich drogach jest załamany. – Na długich trasach jest znośnie, ale miasta – tragedia – uważa.

Pieszy twój wróg!

Ze styczniowych badań przeprowadzonych TNS Polska wyłania się koszmarny obraz polskich kierowców odmalowany… przez nich samych. Dla niemal połowy pytanych najgorsze jest wyprzedzanie na trzeciego. Zaraz po tym plasuje się bezczelność i cwaniactwo, na które skarży się 40 proc użytkowników dróg. Chodzi o: objeżdżanie innych w korku, wpychanie się w ostatniej chwili, wleczenie się po pasie do szybkiej jazdy.

Nieco mniejszymi grzechami są wyrzucanie śmieci przez okno i gadanie przez telefon w trakcie jazdy. Nie łudźmy się jednak. Tak samo, jak innych użytkowników aut (albo nawet bardziej) kierowcy nienawidzą – i przyznają się do tego w badaniu – motocyklistów, rowerzystów i oczywiście pieszych. Twierdzą co prawda, że chodzi głównie o brak świateł i elementów odblaskowych, ale ktokolwiek jechał rowerem po ruchliwej ulicy wie, że to nieprawda. Rower przeszkadza, bo jest wolniejszy niż samochód, a nie zawsze da się go wyprzedzić. Pieszy się wlecze i trzeba się przed nim zatrzymać.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych w oficjalnym komunikacie uczula jeżdżących za granicą Polaków przypominając im, że w Niderlandach bezwzględne pierwszeństwo mają rowerzyści na ścieżkach rowerowych, w Danii – by skręcając w prawo, szczególnie uważali na mających pierwszeństwo rowerzystów a w Niemczech – zwracali baczną uwagę na pieszych i rowerzystów, bo w przypadku kolizji, nawet jeśli nic się nikomu nie stanie, odbędzie się szczegółowe postępowanie wyjaśniające. Władze znają i akceptują (a niekiedy naśladują) zwyczaje polskich kierowców, ale lojalnie uprzedzają, że nie wszędzie na świecie jest tak samo. I że są państwa, w których chodnik nie równa się parking…

Parkowanie to wyzwanie

O ile piesi nad Wisłą przyzwyczaili się, że samochód na drodze ma zawsze rację i czasem na własnym zielonym trzeba grzecznie poczekać by nie znaleźć się pod kołami pogromcy szos, o tyle, chociaż na chodnikach chcieliby się czuć bezpiecznie. Nic z tego. Wjeżdżanie na chodnik podczas wyprzedzania innego auta – norma. Parkowanie na chodniku – codzienność.

Internetowe grupy „święte krowy …” (w miejsce kropek należy wpisać miasto), biją rekordy popularności. Idea polega na tym, aby piętnować kierowców, którzy w jawny sposób łamią zasady współżycia społecznego. Najczęściej parkując na środku chodnika, trawnika, podjazdu...
- Czasem nawet staram się tych kierowców zrozumieć, ale przechodzi mi zwykle wówczas, gdy widzę auto ustawione na chodniku tuż przed domem z miejscem parkingowym. Poza tym mam świadomość, że wielu z naszych kierowców zupełnie inaczej zachowuje się za granicą. Przykładowo w Niemczech potrafimy dostosować się do panujących tam zasad współżycia społecznego, które funkcjonują pomiędzy kierowcami a pieszymi i nie parkować na chodniku. Wystarczy, że przejedziemy przez granicę, aby poczuć się jak u siebie i dać dojść do głosu ułańskiej fantazji – mówi Zbyszek Świderski, który jest administratorem grupy Święte krowy Ząbkowskie.

Infrastruktura to bzdura

Choć faktem jest, że polskie miasta cierpią na permanentny deficyt miejsc parkingowych, parkingów piętrowych i innych rozwiązań ułatwiających życie wszystkim użytkownikom dróg i chodników nie zawsze chodzi o brak miejsca. Zdjęcia zamieszczone przez internautów pokazują, że problemem jest raczej kultura parkowania. Bo jak wyjaśnić te zdjęcia, na których wyraźnie widać, że można było zaparkować z wyobraźnią?
Parkowanie na chodniku przed własną posesją, mimo że za bramką rozciąga się podjazd i garaż (po co się męczyć i wjechać za bramkę?) albo zajmowanie dwóch miejscach parkingowych, stawianie auta w takiej odległości od innego, że zamiast siedmiu samochodom, udaje się zaparkować czterem i oczywiście blokowanie wyjazdu innemu kierowcy – to dopiero początek długiej listy. Jest też na niej parkowanie na miejscu dla niepełnosprawnych i rodzin z dziećmi oraz na podjeździe dla wózków (matka z dzieckiem niech sobie manewruje albo wjedzie po schodach, a co!). I jeszcze zupełnie abstrakcyjna kategoria – parkowanie irracjonalne. Na środku chodnika, w poprzek ścieżki rowerowej, w bramie, na przejściu dla pieszych albo między dziecięcymi huśtawkami.

Wycieraczki w górę. To sygnał “jesteś idiotą”

Z brakiem kultury parkowania w mieście radzimy sobie głównie poprzez piętnowanie takich zachowań na forach w internecie. Choć parkujący ewidentnie wiedzą, że nie grają fair, ciężko o skruchę. Czasem dialogi przybierają wręcz karykaturalne formy. „Proszę nie parkować na parkingu sklepowym” – kartkę A4 o takiej treści przywiesiła sfrustrowana właścicielka sklepu czynnego 24 h. Sąsiad i właściciel, o którym wiadomo, że ma miejsce w garażu podziemnym odpisał: „Przecież nie ma miejsca na ulicy”.

Jak mówi Zbyszek Świderski jemu marzy się, aby raz kierowcy zmienili swoją mentalność, dwa – aby urzędnicy dostrzegli problem i zaczęli działać. – Jest proste rozwiązanie, które stosuje się w wielu państwach. Wystarczy, aby tworzyć więcej ulic jednokierunkowych, wówczas jeden pas jest przejezdny, a drugi służy jako parking. Bez takich rozwiązań ulice dwukierunkowe zastawione są po obu stronach, co sprawia, że auta w ogóle nie mogą przejechać – mówi.
W Turcji, gdzie manewrowanie między samochodami na chodniku to norma, oburzeni mieszkańcy mają sposób, żeby dać swój wyraz niezadowolenia ze sposobu parkowania. -
Jeśli ktoś zaparkuje łamiąc wszelkie zasady zdrowego rozsądku, podnosi się mu wycieraczki. To taki sygnał "jesteś idiotą" – mówi Marcelina Szumer, mieszkająca w Turcji. - Natomiast fajnym i praktykowanym w Turcji zwyczajem jest zostawianie numeru telefonu za szybą. Wiele razy zdarzyło się, że nie mieliśmy gdzie zaparkować pod własnym domem, więc zastawialiśmy stojące na podjeździe samochody. Numer za szybą wystarczał, jeśli ktoś chciał wyjechać, dzwonił i prosił, żebyśmy przestawili auto – mówi.

W Polsce parkowanie na chodniku jest możliwe, o ile na chodniku kierowca pozostawi 1,5 m dla pieszych. Podobne przepisy obowiązują m.in w Rumunii – choć tam wystarczy pozostawić 1 metr dla pieszych, w Bułgarii musi być to szerokość 2 m, a w Słowenii 1,6 m. Całkowity zakaz parkowania na chodniku obowiązuje w Norwegii i Niemczech. Podobne obostrzenia są w wielu miastach w Wielkiej Brytanii np. w Londynie, ale i w Holandii. W USA jest łatwiej, pod warunkiem, że odróżniamy kolory. Jeśli krawężnik jest czerwony – obowiązuje w tym miejscu całkowity zakaz parkowania. Biały: możliwość zatrzymania się na chwilę pod warunkiem, że kierowca zostaje w aucie. Żółty służy do zatrzymania się na chwilę, by np. coś doręczyć a zielony – na nieco dłuższą chwilę. Kolor niebieski – parkowanie tylko dla niepełnosprawnych.
Parkujących z ułańską fantazją trzeba omijać nierzadko schodząc z chodnika. O ile idąc samemu jest to możliwe, o tyle rodzic prowadzący wózek nie wciśnie się między gęsto zaparkowane auta. Jedyna możliwość? Zawrócić. Albo – przejść delikwentowi po masce – jak to się kiedyś zdarzyło w Nowym Yorku. W Szczecinie kierowca, który zaparkował na przejściu zastał swój samochód szczelnie owinięty folią strech.

Zdaniem osób, które zarządzają grupami "święte krowy..." nie można pozostawiać braku zasad savoir vivre kierowców bez komentarza. Kierowca, który raz zobaczy swoje auto w sieci z niewybrednymi uwagami internautów, drugi raz zastanowi się zanim zaparkuje na środku chodnika.

Napisz do: jolanta.korucu@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...