Chcesz długo żyć? Bądź kobietą, skończ studia i wyprowadź się z Łodzi. Trzeba też przestać pić i palić...

Choroby sercowo-naczyniowe są największym zabójcą Polaków.
Choroby sercowo-naczyniowe są największym zabójcą Polaków. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
Polacy z wyższym wykształceniem, w kwestii zachowań prozdrowotnych i stanu zdrowia, praktycznie dogonili już Europę. Niestety czym gorzej Polak wykształcony, tym częściej jest otyły, pali papierosy i nie spożywa odpowiedniej ilości warzyw i owoców, a co za tym idzie, pod względem stanu zdrowia daleko mu do przeciętnego Europejczyka.

Takie wnioski płyną z raportu Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego - Państwowego Zakładu Higieny pt. „Sytuacja zdrowotna ludności Polski i jej uwarunkowania”. Ten raport Instytut przygotowuje co cztery lata począwszy od 1977 r. Pozwala to monitorować sytuację zdrowotną w kraju i oceniać skuteczność polityki zdrowotnej.



Powolna poprawa
Prof. Bogdan Wojtyniak
Redaktor raportu

Stan zdrowia społeczeństwa polskiego systematycznie się poprawia na przestrzeni ostatnich lat, ale wciąż nie możemy jeszcze dogonić Europy Zachodniej. Ma na to wpływ, jak wskazał, fakt, że w transformację wchodziliśmy w bardzo kiepskiej sytuacji zdrowotnej. Poprawa następuje jedna zbyt wolno.

Profesor zwrócił uwagę, że w Polsce najistotniejszym czynnikiem społecznym mającym wpływ na zachowania prozdrowotne i stan zdrowia jest wykształcenie. Im wyższe, tym Polak zdrowszy i prowadzący bardziej higieniczny tryb życia.

Prof. Mirosław Wysocki, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego-Państwowego Zakładu Higieny przypomniał, że czynnikiem społecznym, który na całym świecie ma wpływ na zdrowie mieszkańców poszczególnych krajów jest ustrój państwa.
Prof. Mirosław Wysocki
Dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego-Państwowego Zakładu Higieny

Demokracja wpływa pozytywnie na stan zdrowia. Zawsze tam gdzie jest dyktatura, ludzie żyją krócej i mają większe problemy ze zdrowiem.

Cały czas gonimy Europę
Długość życia Polaków wzrasta, jednak nie doganiamy jeszcze „starej” Europy. Jak czytamy w raporcie, po wyraźnym spowolnieniu wzrostu długości trwania życia mężczyzn w latach 2002–2007 w następnych latach przeciętny roczny wzrost ich długości życia znacznie zwiększył się.

W przypadku kobiet spowolnienie rocznego tempa wzrostu po roku 2002 było mniejsze niż wśród mężczyzn, ale utrzymuje się do chwili obecnej. W 2015 r. długość życia mężczyzn wynosiła 73,6 lat, a dla kobiet była o 8 lat dłuższa i wynosiła 81,6 lat. Według szacunków Eurostatu mężczyźni w Polsce przeżywają w zdrowiu (bez ograniczonej sprawności) 81 proc. długości życia, a kobiety 77 proc. Osoby w wieku 65 lat mogą oczekiwać, że mniej niż połowę dalszego życia przeżyją w zdrowiu (mężczyźni 7,5 lat, tzn. 47 proc., kobiety 8,1 lat, tzn. 40 proc.).
Długość życia mieszkańców Polski jest wyraźnie krótsza niż przeciętna w krajach Unii Europejskiej - w przypadku mężczyzn o 4,2 lat a w przypadku kobiet o 1,7 roku. Obecna długość życia polskich mężczyzn jest równa tej jaka dla ogółu krajów UE była w 1999 r. a więc 15 lat temu, a długość życia Polek jest analogicznie równa tej jaka była około 9 lat temu.

Jeśli tempo wzrostu długości trwania życia ludności Polski będzie nadal takie jak w ostatnich latach, to obecną średnią długość życia dla krajów UE osiągniemy w przypadku mężczyzn w 2025 r., a w przypadku kobiet ok. 5 lat wcześniej, tzn. w latach 2020–2021.

Długość życia jest silnie różnicowana przez czynniki społeczne - w Polsce w latach 2012–2013 osoby w wieku 30 lat z wykształceniem wyższym mogły oczekiwać, że będą żyły dłużej niż osoby o wykształceniu gimnazjalnym lub niższym. Jest to ok. 12 lat w przypadku mężczyzn i ok. 5 lat w przypadku kobiet.

Trzydziestoletni mężczyźni z wykształceniem wyższym w Polsce mogą oczekiwać krótszego życia o 2–3 lata w porównaniu z rówieśnikami o takim wykształceniu z Europy Zachodniej. Natomiast dla tych z wykształceniem gimnazjalnym lub podstawowym różnica wynosi aż 8-11 lat. W przypadku kobiet to zróżnicowanie jest mniejsze.

Tylko nie Łódź
Nadal najmniej korzystnym środowiskiem zamieszkania w Polsce są najmniejsze miasta, poniżej 5 tys. mieszkańców, których mieszkańcy żyją najkrócej. Natomiast przeciętnie najdłużej żyją mieszkańcy największych miast, z wyjątkiem Łodzi, gdzie żyje się nawet krócej niż w małym mieście.

Autorzy raportu podkreślają, że zróżnicowanie długości życia związane z wielkością miejscowości zamieszkania stopniowo ulega zmniejszeniu.

Jednak już od wielu lat mężczyźni najkrócej żyją w województwie łódzkim - w 2015 r. o 3,7 lat krócej niż mieszkający w najlepszym pod względem długości życia województwie małopolskim. Kobiety w ostatnich trzech latach najkrócej żyją w województwie śląskim - obecnie o 2,5 lat krócej niż mieszkanki woj. podlaskiego.

Oczywiście panowie z województwa małopolskiego mniej piją i mniej palą niż mężczyźni w innych województwach. Stąd zapewne te różnice.

Żyć szybko, kochać mocno…
Umieralność mężczyzn w Polsce jest wyższa niż przeciętna w krajach UE we wszystkich grupach wiekowych. Największa różnica występuje wśród mężczyzn w wieku 30 - 44 lata oraz 45 - 59 lat, w przypadku których zagrożenie życia w Polsce jest o ok. 2/3 wyższe niż przeciętne w krajach UE ogółem. Wśród kobiet różnice poziomu umieralności w Polsce i UE w grupach wieku są mniejsze niż w przypadku mężczyzn i największa nadwyżka, około 29 proc., jest w grupach kobiet w wieku 45–59 i 60–74 lata.

Od lat zdecydowanie największym zagrożeniem życia Polaków są choroby układu krążenia odpowiedzialne w 2014 r. za 45,1 proc. ogółu zgonów. Natężenie umieralności z powodu tych chorób stopniowo zmniejsza się od 1991 roku. Jednak choroby układu krążenia są znacznie częstszą przyczyną zgonów przedwczesnych mieszkańców Polski niż przeciętnie w UE.

Drugą co do częstości przyczyną zgonów w Polsce (25,4 proc. ogółu zgonów w 2014 r.) są nowotwory złośliwe. Ich udział wśród ogółu przyczyn zgonów oraz standaryzowane względem wieku współczynniki umieralności z ich powodu w ostatnich latach nie wykazują trendu spadkowego, z wyjątkiem współczynników umieralności mężczyzn.

Nowotwory są najważniejszą przyczyną przedwczesnych zgonów kobiet, ale ogólnie bardziej zagrażają życiu mężczyzn. Największym zagrożeniem życia mężczyzn i kobiet jest rak tchawicy, oskrzela i płuc (większym niż dla ogółu mieszkańców UE), a współczynniki umieralności z jego powodu maleją tylko dla mężczyzn. Generalnie sytuacja w Polsce pod względem umieralności z powodu nowotworów złośliwych jest w porównaniu z przeciętną sytuacją w krajach UE niekorzystna, ale w mniejszym stopniu niż w przypadku chorób układu krążenia.

W ogonie Europy
W Polsce w latach 2000–2009 największa poprawa wyleczalności była u chorych na raka gruczołu krokowego (prawie 6 pkt. proc.), białaczki (5 pkt. proc.), na raka okrężnicy i odbytnicy (nieco ponad 4 pkt. proc.). W wyniku tych zmian wskaźnik 5-letnich przeżyć wynosił u chorych na raka gruczołu krokowego: 74 proc., białaczki: 49 proc., raka okrężnicy: 50 proc. i odbytnicy: 47 proc.

Jednakże zmiany te tylko nieznacznie zmniejszyły różnice pomiędzy Polską a krajami Europy Zachodniej i w Polsce nadal przeżycia były znacznie niższe niż w większości krajów w Europie, z wyjątkiem białaczek. U chorych na raka piersi i szyjki macicy poprawa była znikoma. W wyniku tych zmian przeżycia w raku szyjki macicy oddaliły Polskę od krajów, w których przeżycia były najlepsze.

W nowotworach złośliwych ogółem różnica w przeżywalności pomiędzy Europą a Polską pogłębiła się. W Polsce zmiana wskaźnika nie przekroczyła 1 pkt. proc. Wskaźnik wynosił poniżej 43 proc. i obok Łotwy i Bułgarii był najniższy w Europie, niższy o 12 pkt. proc. od średniej europejskiej, a nawet o 21 pkt. proc. w porównaniu ze Szwecją.

Autorzy raportu uważają, że niezadowalająca poprawa przeżyć w Polsce jest wynikiem ograniczonej dostępności do optymalnego leczenia, niskiej skuteczności populacyjnych programów skriningowych, niewystarczającego finansowania systemu ochrony zdrowia, oraz stresu polityczno-ekonomicznego okresu po transformacji, który w Polsce wiązał się z ważnymi zmianami w regulacjach prawnych w zakresie finansowania systemu opieki zdrowotnej, które z kolei niekorzystnie wpłynęły na poprawę dostępności, skuteczności oraz bezpieczeństwa diagnostyki i leczenia.

Coraz więcej zaburzeń psychicznych
Liczba pacjentów psychiatrycznej opieki ambulatoryjnej leczonych ogółem to 1 mln 565 tys. W latach 2011–2014 względna liczba leczonych (na 100 tys. ludności) wzrosła o 12,9 proc. Kobiety leczą się o ponad jedną piątą częściej niż mężczyźni, a w samych poradniach zdrowia psychicznego aż o 53 proc. częściej.

Najczęstszymi problemami zdrowotnymi wśród osób leczonych w psychiatrycznej opiece ambulatoryjnej są zaburzenia nerwicowe związane ze stresem i somatoformiczne, oraz zaburzenia nastroju (afektywne). W ciągu ostatnich trzech lat wskaźnik osób leczących się z powodu tych dwóch grup zaburzeń bardzo wzrósł - odpowiednio o 24 proc. i 21 proc.

Picie i palenie
Za wiele chorób, które skracają Polakom życie odpowiedzialne są używki, a szczególnie palenie papierosów. W 2014 roku papierosy paliło 28,8 proc. mężczyzn oraz 17,2 proc. kobiet, co umiejscawia nasz kraj na odpowiednio 11 i 21 miejscu w Unii Europejskiej.

Rozpowszechnienie palenia wśród mężczyzn spada, natomiast zmiany jego rozpowszechnienia wśród kobiet są bardzo niewielkie. Wiek i wykształcenie są czynnikami silnie wpływającymi na rozpowszechnienie palenia. Najwięcej palących obserwuje się wśród osób w wieku 40–59 lat oraz wśród osób z wykształceniem zasadniczym zawodowym. Palenie odpowiada za utratę 18,6 proc. lat przeżytych w zdrowiu dla mężczyzn oraz 7,9 proc. dla kobiet.

Nie bez znaczenia jest też alkohol. Jego spożycie w Polsce wynosi 10,7 litra na osobę powyżej 15 roku życia w ciągu roku. Jest nieco wyższe od średniej europejskiej (10,2 litra na osobę powyżej 15 roku życia na rok).

Struktura spożycia różni się od przeciętnej europejskiej - Polacy piją więcej alkoholi mocnych i piwa, natomiast znacznie mniej wina. Spożycie alkoholu odpowiada za utratę 9,5 proc. lat przeżytych w zdrowiu dla mężczyzn oraz 1,7 proc. dla kobiet.

Bez warzyw, owoców i ruchu
No i obżarstwo oraz brak ruchu… Nadwaga i otyłość w zależności od źródła danych (i metody badawczej) dotyczą 62 proc.- 68 proc. mężczyzn i 46 proc.- 60 proc. kobiet. Według badań GUS, odsetki te nieznacznie wzrosły w ciągu ostatnich 4 lat. Korzystnym zjawiskiem jest spadek rozpowszechnienia problemu wśród młodzieży szkolnej. Niski poziom wykształcenia wyraźnie zwiększa ryzyko zbyt wysokiej masy ciała. W Polsce czynnik ten odpowiada za utratę 9,1 proc. lat przeżytych w zdrowiu.

Polska od lat zalicza się do krajów o najniższym spożyciu (dostępności) owoców w Europie, w 2011 roku prawie o połowę niższym od przeciętnego w krajach UE (54,3 wobec 100,2 kg na osobę rocznie). Różnica ta od wielu lat się nie zmienia, mimo rosnącego trendu konsumpcji w naszym kraju.

Wyższy poziom wykształcenia i dobra sytuacja finansowa konsumentów korzystnie wpływają na ilość nabywanych owoców i częstość ich spożywania. Częstość spożywania owoców przez dzieci i młodzież szybko maleje z wiekiem - według badania HBSC jedynie to czwarty uczeń w wieku 15-16 lat codziennie je owoce. Niskie spożycie owoców odpowiada w Polsce za utratę 3,4 proc. lat przeżytych w zdrowiu.
Dostępność warzyw (nie licząc ziemniaków) jest zbliżona do średniej UE i od lat utrzymuje się na stałym poziomie. Wyższy poziom wykształcenia i dobra sytuacja finansowa konsumentów korzystnie wpływają na ilość nabywanych warzyw i częstość ich jedzenia. Jednak tylko 29 proc. uczniów zjada je codziennie. Niskie spożycie warzyw odpowiada w Polsce za utratę 2,7 proc. lat przeżytych w zdrowiu.

Mamy tez niekorzystną sytuację jeśli chodzi o aktywność fizyczną. Poziom zalecany jako niezbędny dla prawidłowego rozwoju utrzymuje tylko 30 proc. chłopców i 19 proc. dziewcząt w wieku 11-16 lat (dane z roku 2014). Częstość podejmowania ćwiczeń szybko zmniejsza się z wiekiem. Dorośli Polacy są znacznie mniej aktywni niż większość obywateli UE. Nie tylko rzadziej uprawiają sport, ale również rzadziej podejmują inne formy aktywności ruchowej.

Najmniej aktywne są osoby o złym stanie zdrowia lub o niskim poziomie wykształcenia. Niska aktywność fizyczna odpowiada za utratę 2,4 proc. lat przeżytych w zdrowiu.

Behawioralne czynniki ryzyka odpowiadają w naszym kraju za utratę 36 proc. lat przeżytych w zdrowiu, samo palenie tytoniu za 13,9 proc.

Specjaliści mówią, że tak zwana medycyna naprawcza ma wpływ na nasze zdrowie tylko w 10 proc. Dlatego nie ma co liczyć na drogie leczenie i brak kolejek do lekarzy, tym bardziej że pieniędzy w systemie ochrony zdrowia jak na lekarstwo. Trzeba brać sprawy w swoje ręce i robić wszystko, by do lekarza nie trafić.

Napisz do autora: anna.kaczmarek@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...