"To właśnie miłość" powraca! To najlepsza komedia romantyczna wszech czasów

Sequel filmu "To właśnie miłość" będzie miał premierę w brytyjskiej telewizji 24 marca.
Sequel filmu "To właśnie miłość" będzie miał premierę w brytyjskiej telewizji 24 marca. Fot. Kadr z filmu "To właśnie miłość"
Czasami niemożliwe staje się możliwe. Wystarczy szczypta magii, takiej jak ta z filmu "To właśnie miłość”, który 14 lat temu podbił serca widzów na całym świecie. Wiadomość, że powstanie jego kontynuacja jest dla wielu właśnie taką małą gwiazdką z nieba. Już w marcu dowiemy się, jak potoczyły się losy naszych ulubionych bohaterów.

Co prawda na pełnometrażowy film nie ma co liczyć – reżyser Richard Curtis wielokrotnie zapewniał, że takiego nie planuje – ale i tak czeka nas miła niespodzianka. Na marzec zaplanowany jest 10-minutowy sequel pt. "Red Nose Day Actually”, który powstanie z okazji akcji charytatywnej Red Nose Day.

Nie marzyłem o tym, żeby stworzyć sequel "To właśnie miłość”. Ale pomyślałem, że realizacja 10-minutowego spojrzenia na to, jak miewają się obecnie bohaterowie, może być niezłą zabawą — powiedział reżyser podczas konferencji prasowej. — Kto najlepiej się zestarzał? Myślę, że to ważne pytanie… Czy to oczywiste, że Lian (Neeson)? — dodał po chwili.
W nowej produkcji wystąpią niemal wszyscy aktorzy, co w filmie z 2013 roku. Zobaczymy więc High Granta, który w ostatnim filmie zagrał premiera, zakochanego w swojej rozkosznie prostodusznej sekretarce Natalie (Martine McCutcheon). Po tylu latach naturalnie najważniejsze stanowisko w państwie ma już za sobą. Być może dowiemy się nie tylko, czy jego związek z Natalie przetrwał, ale i jak naród ocenia lata jego rządów.

Dowiemy się też, czy grany przez Liama Neesona Daniel zdołał znaleźć kobietę, która zastąpiła mu zmarłą tragicznie żonę i czy jego rezolutny i wywijający na perkusji jak szalony pasierb Sam (Thomas Brodie-Sangster) zdołał utrzymać kontakt ze szkolną koleżanką, która wyjechała do Stanów.

Nie zabraknie też rozdartej między miłością do męża i rodzącym się uczuciem do jego najlepszego przyjaciela Juliet (Keira Knightley). Dowiemy się, czy absurdalnie wielkie kartki, które pisał do niej Mark (Andrew Lincoln), były pożegnaniem, czy może początkiem nowego rozdziału w życiu tych dwojga.

Zobaczymy też, jak potoczyła się kariera pisarska Jamiego (Colin Firth) i czy po nauczeniu się portugalskiego dogadywał się ze swoją narzeczoną równie dobrze, jak wówczas, gdy żadne z nich nie znało języka tego drugiego. A może bariera kulturowa okazała się być zbyt duża i do ślubu wcale nie doszło?
Na ekranie pojawi się też Bill Nighy, który znów wystąpi jako zblazowany, zmęczony życiem, ale w gruncie rzeczy wrażliwy rockendrolowiec, który być może będzie miał dla nas kolejny przebój. A także Rowan Atkinson, który jeszcze raz wcieli się w czuwającego nad szczęściem wszystkich bohaterów anioła stróża.

Zabraknie niestety dwójki wspaniałych aktorów, którzy w filmie z 2003 roku wcielili się w małżeństwo z problemami. Alan Rickman, występujący w roli zdradzającego żonę Harry’ego, zmarł w styczniu 2016 roku. W związku z tym twórcy prawdopodobnie pominą cały wątek i na ekranie nie zobaczymy również Emmy Thompson.

Jak to się stało, że właśnie ta komedia romantyczna zyskała miliony wielbicieli na całym świecie i doczekała się remake'ów w kilku krajach, w tym w Polsce? Kluczem są doskonale wymierzone proporcje słodyczy i goryczy, dzięki którym film jest nie tylko wzruszający, lecz także bardziej "życiowy". Jeśli dodać do tego naszych ulubionych aktorów i porządny ładunek brytyjskiego humoru, sukces był murowany. Nic zatem dziwnego, że kontynuacja filmu, choćby krótkometrażowa, budzi tyle emocji.

Napisz do autora: lidia.pustelnik@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU