Dyktat kasjerów? Kiedyś byli najgorzej opłacaną grupą, teraz mają falę podwyżek, a Lidl i Biedronka o nich walczą

Dyktat kasjerów? Kiedyś byli najgorzej opłacaną grupą, teraz mogą się cieszyć z prawdziwej fali podwyżek
Dyktat kasjerów? Kiedyś byli najgorzej opłacaną grupą, teraz mogą się cieszyć z prawdziwej fali podwyżek Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta
W tym zawodzie nie trzeba mieć wysokich kwalifikacji. Ale na pewno konieczne są stalowe nerwy. Nie każdy wytrzymuje za kasą 8 godzin dziennie i to za kiepskie pieniądze. Płacowa presja zatem rośnie i kolejne sieci decydują się na podwyżki. Robią, co mogą, by zatrzymać pracowników.

Bo to już inne czasy. Jeszcze parę lat temu w Biedronce zarabiało się na rękę 1500 zł. W 2014 roku była kasjerka, a później zastępca kierownika sklepu ujawniła w naTemat kulisy tego, jak się pracuje i ile się za to dostaje. To był rok, w którym głośno było o pracownikach sieci handlowych – w październiku protestowali oni przed Sejmem. Postulaty płacowe były wówczas na pierwszym miejscu. Dziś nie wychodzą na ulice. Dziś albo załatwiają sobie podwyżki w negocjacjach, albo sieci handlowe wręcz same podnoszą im wynagrodzenia, by zatrzymać ich u siebie.


Główna walka toczy się między Biedronką a Lidlem. Oba dyskonty konkurują o pracowników. Nie tylko wysokością płac, ale też różnymi dodatkami w pakiecie.
Ryszard
kasjer jednej z sieci handlowych

Lidl i Biedra to główni konkurenci, jeśli chodzi o pensje i pakiety socjalne. Chwalą się umową o pracę od pierwszego dnia pracy. W obu przypadkach pierwsza umowa jest na pół roku, kolejna na czas nieokreślony. Poza tym po roku można już ubiegać się o awans. Jak jest oferta pracy np. na kierownika zmiany i pracownik wysyła swoje CV, to dział HR wtedy wie, że kasjer chce starać się o wyższe stanowisko. I owszem, pensje wówczas rosną. Mogą przekroczyć te 3 tysie brutto.

Fala podwyżek wyraźnie ruszyła. Większą kasą szeregowym pracownikom wkrótce sypnie najpewniej kolejna sieć: Makro Cash&Carry. Jak dowiedziała się "Rzeczpospolita", w Makro toczą się właśnie rokowania ze związkami, a ich finał ma być znany do końca marca. W tej chwili zarobki w tej sieci należą do jednych z najniższych – zaczynają się od 2 tys. zł, a to tyle, ile wynosi od stycznia płaca minimalna.

Wcześniej na podwyżki zdecydowały się właśnie Lidl, Biedronka, ale też Kaufland, czy Tesco (w marcu w tej sieci możliwa jest druga fala podwyżek). Aby zachęcić kandydatów, stawki dla początkujących pracowników zaczynają się już nawet od sumy 2600 zł miesięcznie. Jasne, że są to kwoty brutto i trzeba od nich odjąć składki i podatki. Ale mimo wszystko są to sumy, których kasjerom pozazdrościło wielu nauczycieli (o czym pisaliśmy tutaj). Oczywiście, trudno porównać oba zawody. Przykre jest to, że w ogóle nauczyciele mają powód, aby kasjerom zazdrościć. Ale też trudno nie dostrzec, że praca w kasie w markecie to robota mało wdzięczna, a 8-godzinny dzień pracy często jest tylko fikcją.
Z drugiej strony – nauczyciele nie mają takiej siły przebicia, jak kasjerzy. Wiadomo, że jest niż demograficzny, a do tego sytuację najpewniej pogorszy reforma minister Zalewskiej i likwidacja gimnazjów. Co innego kasjerzy. Na portalach z ogłoszeniami o pracę codziennie pojawiają się dziesiątki ofert pracy dla kasjerów i sprzedawców (zazwyczaj jest to dwa w jednym). A skoro jest popyt na kasjerów, to nie ma się co dziwić, że ich płace rosną.

Choć stawki, o których sklepy informują oficjalnie, rozmijają się z tym, co twierdzą pracownicy. Po artykule o wynagrodzeniach w sieciach handlowych napisał do mnie kasjer z Biedronki, tłumacząc, że rzeczywistość jest zupełnie inna niż to, co na papierze.
Karol
pracownik Biedronki

Zarobki po 3 latach pracy 2600 zł?! Pracuję 8 lat i mam 2500. Nowi przychodzą na 3/4 etatu, więc deklarowane 2300 zł to mrzonka.

Co więcej, te oficjalne dane są powodem do zazdrości. Jak pisze Karol, wielu klientów mało delikatnie daje do zrozumienia, że sami chętnie zarabialiby tyle, ile kasjerzy. – Ale to nieprawda – zapewnia.
Karol
pracownik Biedronki

Ludzie przychodzą i pytają, czy to prawda, że aż tyle zarabiamy. Ci, co nie pytają, to zachowują się tak, że... bez komentarza. I tak nakręca się spirala wrogości.

Co na to władze sieci? Koncern Jeronimo Martins Polska S.A. zapewnia, że to nieprawda, iż znaczna część pracowników ma niepełny etat. W przesłanym nam oświadczeniu firma wylicza, że spośród 58 tys. zatrudnionych w JMP, 88 proc. to osoby pracujące w pełnym wymiarze czasu pracy. I tych, którzy pracują w Biedronce od lat, i tych, którzy przychodzą jako nowi, obowiązują te same zasady płacowe. A jednak różnice w zarobkach są. I firma wyjaśnia, jak to się dzieje.

Po ostatnim podniesieniu płac najniższe wynagrodzenie, czyli pensja dla rozpoczynających pracę na pełen etat w sklepach Biedronka, na stanowisku sprzedawca-kasjer wynosi 2300 zł brutto. W miarę wydłużania się stażu pracy wynagrodzenie sprzedawcy-kasjera wzrasta – po trzech latach najniższe wynagrodzenie wynosi 2600 zł brutto przy pracy w pełnym wymiarze zatrudnienia. Wyjaśniamy, że podane powyżej kwoty uwzględniają część uwarunkowaną brakiem nieplanowanych nieobecności w danym miesiącu. W uzupełnieniu przekazujemy, że pracownicy sklepów są ponadto objęci systemem premii miesięcznych zależnych od wyników sklepu: sprzedawcy-kasjerzy mogą otrzymać premię do 330 zł miesięcznie.

oświadczenie Jeronimo Martins Polska S.A.
To i tak mniej niż w Lidlu. Zarobki w portugalskiej sieci są niższe niż w niemieckiej. W Lidlu początkujący kasjer sprzedawca może liczyć na kwotę od 2550 zł do 3300 zł brutto. Po dwóch latach pracy wynagrodzenie może wynosić do 3800 brutto. Ale nasi rozmówcy mówią, że nie tak wielu jest w stanie wytrwać w dyskoncie parę lat i doczekać takich pieniędzy.
– To jest ciężka praca fizyczna i nawet na rozmowie kwalifikacyjnej rekruterzy tego nie ukrywają. Praca w dyskoncie to robota zarówno przy towarowaniu, pieczeniu pieczywa, sprzataniu, jak i w obsłudze klienta na kasie. Tu odpowiadasz za wszystko, za cały sklep. Nie ma tak, jak np. w Tesco, że każdy odpowiada tylko za swój dział – tłumaczy mi doświadczony kasjer.

A taki kasjer z doświadczeniem w ofertach może dziś wręcz przebierać, bo teraz w interesie zrobił się naprawdę niezły ruch.
Ryszard
kasjer jednej z sieci handlowych

W Lidlu, czy Biedronce wystarczy zostawić CV w dowolnym punkcie. Na 100% oddzwonią, bo stale mają wakaty. Od początku roku sieć marketów Netto też intensywnie szuka pracowników na 3000 zł pensji brutto i z umową o pracę. Jeszcze większy ruch jest w przypadku prywatnych franczyzowych sklepów typu Żabka, Freshmarket, ale w nich najwyższa stawka, jaką widziałem w ofercie, to 11 zł netto.

Władze Biedronki zapewniają, że nie zauważają obecnie większej rotacji niż wcześniej. Przyznają jednak, że oczekiwania płacowe pracowników są większe niż przed laty. "Naszym zdaniem większa presja na wynagrodzenia wynika głównie z aktualnego niskiego poziomu bezrobocia w kraju, które z kolei jest związane z mniejszą liczbą osób poszukujących pracy" – czytamy w przesłanym nam oświadczeniu.

Z punktu widzenia pracowników, pozostaje się z tego cieszyć. I liczyć, że także w innych branżach zarobki pójdą w górę. Kasjerom można jednak poradzić, by nie przeszarżowali z żądaniami płacowymi. Wiadomo, że przyszłością są kasy samoobsługowe i to one stopniowo będą zastępować prawdziwych kasjerów. Wiadomo też, że zanim to nastąpi, polskich kasjerów w kasach chętnie zastąpią migranci ze wschodu, którzy są mniej wybredni, jeśli chodzi o płace. W końcu to samo robią Polacy (tyle że za większe pieniądze) choćby w Wielkiej Brytanii.

Napisz do autora: tomasz.lawnicki@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...