Chory w sieci, czyli co teoretycznie może czekać pacjenta po wejściu w życie pomysłów ministra Radziwiłła

To raczej nie będzie udana reforma ochrony zdrowia.
To raczej nie będzie udana reforma ochrony zdrowia. Fot. Rafał Mielnik / Agencja Gazeta
Minister zdrowia, Konstanty Radziwiłł chce w ramach reformy ochrony zdrowia wprowadzić ryczałtowe finansowanie placówek, które znajdą się w sieć szpitali. Pomysł kontrowersyjny, który w ostatnim czasie spędza sen z powiek specjalistom od ochrony zdrowia, a także politykom i to nawet koalicji rządzącej. Niestety, to pacjenci będą królikami doświadczalnymi po wprowadzeniu tego rozwiązania, a nie politycy. Dlatego warto przyjrzeć się, jakie skutki dla zwykłego chorego, może mieć wprowadzenie tzw. sieci szpitali.

Żeby zrozumieć na czym będzie polegała zmiana trzeba choć w uproszczeniu przypomnieć, w jaki sposób finansowane jest teraz leczenie w szpitalach. Placówki dostają z NFZ pieniądze na nasze leczenie, jeśli wygrają konkurs na udzielanie danych świadczeń. Taki konkurs ogłasza NFZ. Żeby w ogóle w takim konkursie mieć szansę, szpitale muszą spełniać odpowiednie wymogi np. mieć odpowiednią liczbę lekarzy, sprzęt, strukturę lokalową itd.



W takim konkursie startują szpitale publiczne i prywatne, również te, które zostały przekształcone ze szpitali publicznych w spółki. Do tej pory wszystkie miały równie szanse. Wygrywał ten, który proponował najlepsze warunki dotyczące leczenia chorych na danym terenie. Czasami prywatne podmioty miały lepszą ofertę od tych publicznych i wygrywały, a to oznaczało mniejsze przychody dla szpitali publicznych. Trzeba też pamiętać, że w wielu powiatach działają tylko prywatne szpitale, które mają podpisane umowy z NFZ. W praktyce, pacjent nie płaci za leczenie, a leczy go szpital prywatny.

1. Prywatny, znaczy gorszy

Nowe rozwiązanie będzie promowało szpitale publiczne. To one będą w sieci, a szpitale, które w niej się znajdą będą finansowane w ramach ryczałtu. Szpital jest w sieci, to dostanie pieniądze. Nie będzie musiał się specjalnie starać, ściągać najlepszych fachowców, kupować drogiego, nowoczesnego sprzętu itd. Nie będzie musiał podwyższać swoich standardów, przecież i tak dostanie pieniądze. Na szpitale, które będą w sieci ma być przeznaczone 91 proc. całego budżetu na leczenie szpitalne. To co zostanie, będzie przeznaczone na placówki poza siecią.

Oznacza to ni mniej, ni więcej, a likwidację wielu prywatnych szpitali. Niektórzy specjaliści wieszczą, że z mapy Polski zniknie ok. 400 placówek. W niektórych powiatach są tylko szpitale prywatne, które leczyły bezpłatnie, w ramach kontraktu z NFZ. Dla wszystkich nie wystarczy pieniędzy, z tych które zostaną dla placówek pozasieciowych. Część jednostek zniknie z mapy Polski, bo większości ludzi nie stać na prywatne szpitalne leczenie, a bez kontraktu z NFZ szpital będzie musiał pobierać za takie leczenie opłatę.

2. Znikną kolejki? Nie sądzę


Minister Radziwiłł tłumaczy, że wprowadzenie sieci szpitali i ryczałtowe finansowanie placówek, które się w niej znajdą spowoduje, że znikną lub zmniejszą się kolejki chociażby do zabiegów i operacji. To raczej niemożliwe.

Wyobraźmy sobie, że mamy dwa szpitale, które przeprowadzają zabieg X. W jednym pracują najlepsi chirurdzy z województwa, na najlepszym sprzęcie, a w drugim chirurdzy mają mniejsze doświadczenie w wykonywaniu tej operacji i słabszy sprzęt. Gdzie będzie chciał mieć operację pacjent? Wiadomo, u najlepszych chirurgów. W końcu chodzi o jego życie i zdrowie. Oba szpitale dostają ryczałt i tak w „dobrym” szpitalu nadal jest kolejka do zabiegu X, w gorszym nie ma, ale nikt tam nie chce mieć operacji. Oczywiście odgórnie można ustalić rejonizację i wtedy już zupełnie nie będziemy mogli decydować kto nas leczy.

Z drugiej strony, dobre szpitale finansowane z ryczałtu, nie będą chciały się zadłużać, więc będą starały się odsyłać pacjentów. Inaczej popadną w długi. Raczej nie pomoże tu zróżnicowanie wysokości ryczałtu.

3. Nie ma SOR, są poza siecią

Ze szpitalnej mapy Polski oprócz szpitali prywatnych mogą zniknąć niektóre małe szpitale lub szpitale wąskospecjalistyczne. Wszystkie, które nie mają szpitalnego oddziału ratunkowego. One również będą musiały w ramach konkursu walczyć o pieniądze z 9-procentowej puli szpitalnej i marne są szanse, żeby utrzymały się z tych „resztek z pańskiego stołu”.

4. Czy się stoi, czy się leży…

To, że opieka medyczna, leczenie może być bardzo słabe albo bardzo dobre, wie każdy kto chorował na coś więcej niż przeziębienie. Do tej pory, szpitale bardzo dbały, o to by nie stracić kontraktu z NFZ, a to mogłoby się stać jeśli spadałaby im jakość usług medycznych. Ta sama jakość usług mogła być kartą przetargową w konkursach. Jeśli np. bardzo mało osób chciało leczyć się na oddziale Y szpitala i nie wypracowywał on przyznanego kontraktu, to NFZ zmniejszał taki kontrakt lub podpisywał umowę na więcej usług z innym szpitalem w okolicy, który miał duże obłożenie takiego oddziału, czyli był też prawdopodobnie ceniony przez chorych.

Jeśli wprowadzone zostanie ryczałtowe finansowanie szpitali z sieci, to placówki te mogą mieć problem z utrzymaniem jakości usług, zwyczajnie nie będą miały interesu, żeby leczyć lepiej. I tak dostaną pieniądze.

5. Zawały nie takie ważne

O pieniądze z tych 9 proc. dla podmiotów poza siecią będzie musiała walczyć też prywatna kardiologia interwencyjna, czyli placówki które zajmują się ratowanie życia m.in. zawałowcom. Już w ubiegłym roku zmniejszono wycenę świadczeń w tej dziedzinie, teraz jeszcze bardziej utrudni się działanie tym placówkom. Przypomnijmy, że dzięki być może przeszacowanym wycenom procedur, placówki ratujące zawałowców powstawały „jak grzyby po deszczu”, ale dzięki temu w Polsce bardzo poprawiła się przeżywalność wśród osób, których dopadł zawał. Po zmianach może być gorzej z uzyskaniem pomocy w nagłych problemach sercowo-naczyniowych. Nie będzie zwyczajnie tak wielu placówek, które się tym zajmują.

6. Nocą tylko na SOR

Nocna i świąteczna pomoc lekarska ma zostać przeniesiona do szpitali i działać, tam gdzie są oddziały ratunkowe. Tym sposobem nocą i w święta wiele osób będzie musiała szukać pomocy daleko od domu. Nie w każdym małym miasteczku jest szpital. Zresztą podróżowanie w dużym mieście z jednej do drugiej dzielnicy np. z gorączkującym dzieckiem, bez samochodu też nie będzie przyjemne.

To prawda, że wiele osób nadużywa wizyt w SOR-ach, jednak większość chorych przyzwyczaiła się już, że w sytuacjach, które nie zagrażają życiu, może szukać pomocy niedaleko domu. Szkoda, że to zostanie zlikwidowane.

Ustawa o sieci szpitali ma wielu przeciwników, także w partii rządzącej, dlatego miejmy nadzieję, że nawet PiS nie zafunduje nam takiego bałaganu i bylejakości w ochronie zdrowia. Kolejki można zmniejszyć tylko poprzez zwiększenie finansowania ochrony zdrowia, bo „od samego mieszania herbata nie staje się słodsza”.

Napisz do autorki: anna.kaczmarek@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...