Władza nie zrealizuje "testamentu Kality". "Nie ma politycznej woli, by zalegalizować medyczną marihuanę"

Tomasz Kalita podczas konferencji prasowej SLD w sprawie legalizacji medycznej marihuany
Tomasz Kalita podczas konferencji prasowej SLD w sprawie legalizacji medycznej marihuany Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Jeszcze do niedawna prominentni politycy PiS zapowiadali legalizację medycznej marihuany, o którą tak walczył Tomasz Kalita. Ale petycję SLD w tej sprawie odrzucono, a prace nad projektem ustawy Kukiz'15 przeciągają się w nieskończoność. – Strasznie przykra sytuacja. To sygnał, że posłowie tej legalizacji w ogóle nie wprowadzą albo będą nad nią pracować przez następne trzy lata – kwituje Anna Kalita.

Ostatnie miesiące życia zmarły w styczniu Tomasz Kalita poświęcił na walkę o legalizację medycznej marihuany. Stał się głosem chorych, których ból mogłaby uśmierzyć. Chciał, by Polska dołączyła do europejskich krajów, które zdecydowały się dopuścić marihuanę do celów medycznych.

Nie ma politycznej woli
Były rzecznik Sojuszu Lewicy Demokratycznej w maju ub.r. dowiedział się, że ma nowotwór złośliwy mózgu - glejaka wielopostaciowego. Juź w sierpniu jego koledzy z SLD złożyli petycję w sprawie legalizacji medycznej marihuany. Petycja nazwana "Testamentem Kality" miała m.in. umożliwić import do Polski medycznej marihuany.

„Badania wskazują, że pacjenci przyjmujący takie substancje w mniejszym stopniu odczuwają ból związany z chorobą nowotworową, a w niektórych przypadkach sprzyjają one zahamowaniu jej rozwoju” – czytamy w petycji, którą w czwartek odrzucono.

Dlaczego? Ano dlatego, że wpłynęła, gdy już komisja zdrowia zajmowała się projektem ustawy zgłoszonym przez Kukiz'15 (projekt nowelizacji dotyczący medycznego wykorzystania marihuany). – Stwierdzono: "niech oni się tym zajmą, nie będziemy się dublować" – mówi obecny na spotkaniu Wincenty Elsner, wiceprzewodniczący SLD. Nie kryje zdziwienia, że wniosek o odrzucenie petycji przyjęto jednomyślnie.
Anna Kalita
wdowa po Tomaszu Kalicie

Nawet jeśli projekt w komisji zdrowia nadal jest procedowany, to w polityce liczą się gesty. Przyjęcie petycji oznaczałoby, że politycy rozumieją, iż legalizacja leczniczej marihuany jest czymś ważnym i należy pilnie się nią zająć.

Ale ani Anna Kalita, ani politycy walczący o legalizację medycznej marihuany nie mają już złudzeń. – Nie ma politycznej woli przyjęcia tego typu projektu, nie tylko w PiS, co byłoby zrozumiałe ze względu na stanowisko ministra Radziwiłła, ale także w opozycji – stwierdza Elsner.

Jak donosi "Gazeta Wyborcza", już na początku posiedzenia komisji ds. petycji wiceminister zdrowia Krzysztof Łanda zaproponował, by ją odrzucić. Zwrócił uwagę, że marihuana jest "środkiem narkotycznym" używanym do leczenia objawowego. Dodał, że w takich przypadkach można stosować inne dostępne substancje. – To chyba jakieś uwarunkowanie ideologiczne. Bo przecież inne ciężkie narkotyki w określonych przypadkach można w Polsce legalnie dostać – zauważa Anna-Maria Żukowska, rzeczniczka SLD.

Tylko chorym się spieszy
Resort zdrowia z Konstantym Radziwiłłem na czele w kwestii legalizacji leczniczej marihuany gra na czas i stosuje metodę "spychologii". 185 dni - tyle trzeba było czekać na rozpatrzenie petycji SLD. Piotr Liroy-Marzec, poseł Kukiz'15, projekt ustawy dotyczącej legalizacji medycznej marihuany złożył w lutym ub.r. Sejmowa podkomisja prace rozpoczęła 8 miesięcy później. Wtedy - jak podkreślał Liroy-Marzec - "polityczna wola była chyba największa z dotychczasowych kadencji".

Ale to się zmieniło. A do listy dowodów na to należy dołączyć czwartkowe spotkanie komisji zdrowia. Posłowie mieli zająć się wnioskiem o notyfikację projektu ustawy dotyczącej legalizacji leczniczej marihuany.

– Ale wiceminister zdrowia wprost stwierdził, że pierwszy raz widzi formularz notyfikacyjny, który ma być wysłany do Brukseli. I dodał, że nie potrafi go prawidłowo wypełnić – relacjonuje Elsner. Dlatego posiedzenie przerwano i przełożono na kolejny dzień. – Komisja ds. petycji pozbyła się problemu. To samo tymczasowo zrobiła komisja zdrowia. Projekt ustawy w najbliższym czasie nie będzie procedowany – mówi Elsner. Wysłanie notyfikacji do Parlamentu Europejskiego prace nad ustawą opóźni. Nawet o kilka miesięcy.

Woli uchwalenia tej ustawy nie widzi także część polityków opozycji parlamentarnej. – Zachowanie posłów daje jasny sygnał, że nigdzie im się nie spieszy, że to nie jest ważna sprawa. Jeden z polityków PO powiedział, że już przecież od roku zajmują się ustawą. Rok temu Tomek żył, a teraz już go nie ma. Tu chodzi o czas – zaznacza Anna Kalita.

Okrojona ustawa Liroya
O przyspieszenie prac nad legalizacją ustawy przez cały czas walczy Piotr Liroy-Marzec. Powtarza, że komisja zdrowia tę sprawę powinna zamknąć w listopadzie ub.r. Sam zapowiadał, że "nie odpuści PiS-owi" i będzie wnioskował o odwołanie ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła, który blokuje ustawę.

Początkowo projekt ustawy Liroya zakładał, że pacjent po uzyskaniu zezwolenia Państwowej Inspekcji Farmaceutycznej, sam będzie mógł uprawiać konopie i robić przetwory na potrzeby terapii. Ale i Liroy-Marzec musiał pójść na pewne ustępstwa. – Naprawdę zrezygnowaliśmy z wielu rzeczy, staraliśmy się nie rezygnować z walki o pacjenta - mówił dziennikarzom poseł Kukiz'15. Po pracy w podkomisjach projekt ustawy Liroya wygląda zupełnie inaczej. – Teraz zawiera jeden element: wprowadzenie do obrotu medycznej marihuany, która będzie wydawana na receptę – wyjaśnia Wincenty Elsner, wiceprzewodniczący SLD. Ale i okrojenie ustawy nie przyspieszyło prac.

Radziwiłł-nieugięty
Politycy lewicy mają dwie teorie na temat tego, co stanie się z prawem, o które tak walczył zmarły Tomasz Kalita. Pierwsza (właśnie realizowana) zakłada, że prace nad ustawą będą celowo przeciągane. Również druga nie jest optymistyczna: posłowie "wykastrują" projekt Kukiz'15 i "zostanie to, co mamy właściwie teraz". – Czyli nadal będzie można sobie sprowadzić leczniczą marihuanę z zagranicy – tłumaczy Anna-Maria Żukowska, rzeczniczka SLD. A to sprawa kosztowna i długotrwała. Wielu chorych na nowotwór zwyczajnie może tego nie doczekać. W SLD nie mają wątpliwości, że to minister Radziwiłł hamuje prace nad legalizacją medycznej marihuany.
Anna-Maria Żukowska
rzecznik prasowa SLD

Były przecież zapowiedzi prezydenta Dudy, prezesa Kaczyńskiego, ministra Jakiego i innych prominentnych polityków PiS w kwestii legalizacji marihuany. I dalej nic. Wydaje mi się, że minister Radziwiłł powiedział "nie" i koniec. Sądzę, że legalizacja medycznej marihuany nie nastąpi, dopóki pan Radziwiłł będzie ministrem zdrowia.

– Poseł Liroy, który zna wiele kuluarowych rozmów na ten temat, twierdzi, że intencją rządzących jest pozbycie się problemu i zawieszenie prac do czasu aż z Komisji Europejskiej nie wróci notyfikacja. A to potrwa – podkreśla Elsner.

Ministerstwo Zdrowia do momentu publikacji tekstu nie odpowiedziało na nasze pytania.

Napisz do autorki: daria.rozanska@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...