Zakupowa pułapka. Jeśli spytasz w internecie, czy coś warto kupić, zawsze dowiesz się, że to złom i musisz dopłacić

Od ilości "porad", które możemy znaleźć w sieci, może rozboleć głowa.
Od ilości "porad", które możemy znaleźć w sieci, może rozboleć głowa. Fot. Bartosz Bobkowski / AG
To prawdziwa zmora tych czasów. Mamy taki wybór, że głupiejemy. Gdyby to jeszcze był tylko wybór między kilkoma produktami w sklepie stacjonarnym, pół biedy. Ale teraz mamy internet. A w internecie wszystko ma swoich fanów, wyznawców czy znawców. Więc kiedy zaczniesz czytać w sieci np. o swoim wymarzonym aparacie fotograficznym, z pewnością się dowiesz, że to niewarty złamanego grosza niewypał.

Polakowi nie dogodzisz – to główny wniosek, który można wyciągnąć z tego, co czytamy w internecie. A przykładów nie brakuje. Pierwszy z brzegu – Torch.pl to duży polski serwis poświęcony... latarkom. Latarka wiadomo, przydatna rzecz. Kiedy masz specyficzny zawód, z pewnością potrzebujesz czegoś, co wyróżnia się na tle produktów dostępnych w marketach.

Te sklepowe najczęściej w zupełności wystarczają szarym ludziom. A co, jeśli najdzie nas na poczytanie opinii w sieci? Lub nawet chcesz kupić coś nieco droższego? Szybko zostaniesz naprostowany i okaże się, że się nie znasz.

Forum w serwisie Torch.pl jest pełne zapytań o latarki. Często chodzi o zakup nawet sprzętu, który będzie potrzebny jedynie do zastosowań domowych. I wtedy zaczyna się jazda bez trzymanki, bo nawet jeśli przedstawisz swoje propozycje, szansa na to, że zyskają uznanie, jest mniejsza niż na szóstkę w totolotka.

Samo wejście w serwis dla wielu jest praktycznie barierą nie do przebrnięcia. Bo są działy poświęcone latarkom LED, żarówkowym, HID, modyfikowanym czy nawet domowej roboty. Czym one się w ogóle różnią? Do tego dział techniczny – bo latarki się modyfikuje czy naprawia, a nie kupuje nowe – i wreszcie recenzje użytkowników.

Masz mało pieniędzy? Szykuj się na docinki
I nie daj Boże chcesz wydać za mało. Przekopując forum znalazłem temat założony przez użytkownika, który potrzebował latarki do pracy w domu lub na działce. Żadne podwodne eskapady, zdobywanie jaskiń czy nocne wędrówki po lasach. Zapytał o sprzęt do 30 złotych.
"Nie sądzisz, że zbytnio nadwyrężysz swój budżet? Życie byś sobie ułożył za tyle monet. Zejdźmy na ziemię i może do rozsądnej kwoty 6 zeta" – usłyszał w odpowiedzi, a potem "już na serio" dowiedział się, że powinien wydać więcej. Zainteresowany nie odpowiedział, pewnie poszedł do marketu.

W innym temacie ktoś szuka latarki do 50 złotych. Zapewne zaznajomiony z wydźwiękiem forum, od razu się biczuje. Pisze, że zdaje sobie sprawę z tego, że to "śmieszna kwota". A latarka po prostu ma być prezentem dla kobiety, tłumaczy, że za tę cenę ma być możliwie najlepsza. A posłuży do prac domowych i w ogrodzie. Okazuje się, że za te pieniądze latarki kupić się nie da.
"Do 5 dych się nie podejmę. Gdybym miał coś sugerować - lepiej dozbierać przynajmniej drugie tyle i na siłę nie brać badziewia. Bo za 50 zł to będzie badziewie. Chyba że jakąś używkę - ale na prezent?" pada w pierwszej odpowiedzi.

Sami eksperci
Na tym samym forum znajduje się specjalny wątek poświęcony "wynalazkom" z Allegro. Które oczywiście najczęściej są spektakularnie miażdżone przez znawców. W tym tygodniu na tapecie jest latarka za ponad tysiąc złotych. Szybko się jednak okazuje, że nie jest warta nawet grosza. "To największe padło jakie świat widział. Kto taki szmelc kupuje? Taki typ 20x przepłaca" – czytam.
Kolejny użytkownik chce nałożyć na produkty tej firmy "embargo informacyjne". "Bo to, że o niej piszemy to też działa popularyzacyjnie (reklamowo), zgodnie z zasadą: nieważne jak/co się mówi, ważne że się mówi" – stwierdza ze smutkiem.

Kiedy opuszczam forum, już wiem, że to, co sprzedają w Lidlu, to nie latarka. Na to miano nie zasługuje też nic poniżej pewnej kwoty, co nie wytrzyma tygodnia ciągłego świecenia czy nie zniesie nurkowania w Rowie Mariańskim. Powiedzmy sobie wprost, zmarnujesz pieniądze.

Bo latarka to naprawdę poważna sprawa. O czym świadczy dział... fotograficzny. W nim userzy zamieszczają zdjęcia swoich wymuskanych sprzętów w pięknych warunkach. Nad morzem, w górach, wszędzie tam, gdzie latarka ładnie się błyszczy w słońcu i robi większe "wow".
Niektórzy odgadują, że "sesja" powstała na Helu. Mimo wszystko trzeba jednak przyznać, że zdjęcia rzeczywiście robią wrażenie.

Trzeba umieć ocenić własne potrzeby
No właśnie, zdjęcia. Internet puchnie także od wypowiedzi o aparatach fotograficznych. Wiem, bo sam szukam dla siebie sprzętu. Poczytałem trochę, popytałem w różnych miejscach i w zasadzie dałem się sterroryzować.

Więc czytam kolejne recenzje czy opinie i dowiaduję się, że aparat, który ma tylko kilkanaście punktów autofocusa, w tych czasach jest zupełnie nie do przyjęcia. Nagrywanie? Co najmniej Full HD i 60 klatek na sekundę. Do tego obowiązkowo jak największa matryca, a jak kupię aparat z wymienną optyką, to ten podstawowy obiektyw na dzień dobry powinienem wyrzucić do kosza. I kupić taki, który kosztuje tyle, co sam aparat.

Naoglądałem się tych testowych zdjęć robionych różnymi aparatami. Dałem sobie wmówić, że ten i ten robi lepsze fotografie, choć ja sam nie widzę różnicy. Doszło do tego, że na początku chciałem wydać maksymalnie 1500 złotych, a teraz nawet myślę o sprzęcie o tysiąc złotych droższym.

Najlepiej dołóż pieniędzy. Albo kup nie to, co chciałeś
Taki problem mam nie tylko ja. Na forum Optyczne.pl znalazłem wątek założony przez chłopaka, który szuka aparatu kompaktowego lub bezlusterkowca (również ma niewielkie wymiary w porównaniu do lustrzanek) do dwóch tysięcy złotych.

"Preferowałbym nowy, ale jeśli będzie znaczna różnica w jakości to mogę rozważyć zakup używanego. Jestem kompletnym amatorem jeśli chodzi o fotografię, do tej pory używałem tylko smartfonów i postanowiłem to w końcu zmienić. Na tym aparacie chciałbym zacząć moją przygodę z fotografią" – napisał i nawet dał kilka propozycji.
Na dzień dobry usłyszał, że dwa tysiące złotych to niewielki budżet. O pierwszej propozycji dowiedział się, że "ujdzie, ale jak się miało coś lepszego w ręce to wydaje się słaby", o drugim, że podstawowy obiektyw jest do niczego i jeśli nie będzie kupował kolejnych, to "lipa". Kolejne dwa, jak się okazało, mieszczą się w budżecie, ale tylko bez obiektywu.
I najlepiej, żeby kupił lustrzankę, chociaż wcale jej nie chciał. Po kilku postach oczywiście dał się przekabacić i zaczął wymieniać przykłady… lustrzanek, które by chciał kupić.
Bardzo popularne jest też dopłacanie. Bo jak nie wiem jak pomóc, to pokażę coś droższego. W temacie poświęconym aparatom kompaktowym za 2,5 tysiąca (!) złotych ostatnia porada brzmi: "Dokładasz 150 zł i masz Panasonic G7". W innym wątku poświęconym kompaktom do 1200 złotych czytam: "dopłacić do RX100, bo ma większą matrycę i fotki będą ładniejsze". RX100 to model aparatu kompaktowego Sony. Kosztuje prawie 1800 złotych, to dokładnie połowa zakładanego budżetu więcej.
Brakuje zdrowego rozsądku
Takich miejsc w sieci, gdzie możemy poczytać o tym, co nas interesuje, jest oczywiście znacznie więcej. Są fora poświęcone telefonom komórkowym (czy samym systemom operacyjnym takim jak Android), komputerom, konkretnym markom samochodów, telewizorom czy sprzętowi AGD. Pewne jest jedno – cokolwiek chcesz kupić, w internecie jest o tym forum i ktoś tam wie, że twój wybór to błąd.

Pytanie, czy należy się tym wszystkim przejmować. Jak zauważył mój redakcyjny kolega z ASZdziennika, Rafał Madajczak, w internecie hejtowane jest dosłownie wszystko. – Kiedyś poczytałem sobie recenzje aparatów fotograficznych. Ale takich po 100 tysięcy złotych. Też narzekali – mówi.

Napisz do autora: piotr.rodzik@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...