Prezes Fundacji Tara: targi koni w Skaryszewie to największa rzeźnia w Europie

Koń ze schroniska Tara
Koń ze schroniska Tara Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta
Cel wolontariuszy Fundacji Tara był prosty: uzbierać sumę, która pozwoli na wykupienie wszystkich koni, by "tiry jadące do rzeźni wyjechały puste". – Uczciwie mówiąc: nie ma takiego głodu na świecie, żeby konie musiały "karmić" ludzi – mówi w rozmowie z Natemat.pl Scarlett Szyłogalis, prezes Fundacji Tara, która uzbierała ponad 300 tys. zł.

Co roku Fundacja Tara wykupuje zwierzęta, które miały być przeznaczone na rzeź. Ile koni w tym roku udało się uratować?



Scarlett Szyłogalis, prezes Fundacji Tara: – Zbieraliśmy pieniądze po to, żeby wykupić jak najwięcej końskich żyć. I do Tary trafiły 34 konie. Na targach koni w Skaryszewie pomagaliśmy także osobom prywatnym i fundacjom, którym zabrakło funduszy. Dawaliśmy im pieniądze, a oni podpisywali papiery i wykupywali konie. Ogólnie osoby prywatne i fundacje wywiozły stamtąd ponad 100 koni. Od wielu lat wykupujemy te zwierzęta i pilnujemy sprawy Skaryszewa. Nigdy nie odpuścimy.

Co się stanie z wykupionymi zwierzętami, na stałe zostaną w Państwa schronisku?


One zostają z nami do końca swoich dni. Nigdy nie będą pracować. Wszystkie będą miały święty spokój. Jesteśmy od tego, żeby tym zwierzętom stworzyć kawałek raju na ziemi. Nie zostaną nikomu oddane, razem z naszymi końmi stworzą rodzinę.

Jak dużo zwierząt w tej chwili przebywa w Tarze?

Razem będzie niecałe 150. One się ze sobą zaprzyjaźnią, jak zwykle stworzą klan.

Media rozpisują się na temat złych warunków panujących na targach koni w Skaryszewie. Jak z Pani perspektywy to wygląda?

Media w końcu na szeroką skalę piszą o tym, jak jest w Skaryszewie. Bo dotychczas władze tego miejsca pokazywały, że jest pięknie, wszyscy się bawią. "Tu pani kupi kalosze, tam bacik, kapelusik skórzany". Muzyka przygrywa. Ale nie pokazywano tirów. Prawda jest przykra: to największa w Europie rzeźnia. Minusem tego miejsca jest też alkohol. Handlarze piją, kłócą się. Celowo też płoszyli nasze konie. Ludzie z zagranicy przyjeżdżali na ten targ i byli przerażeni. Dlatego właśnie uczepiliśmy się Skaryszewa. Jeżeli symbol wywozu koni na rzeź przestanie istnieć, to po kolei zaczną znikać wszystkie inne targowiska. Chcielibyśmy zmienić ustawę. Np. w Anglii konie są prawnie chronione. W Polsce w dotychczasowej ustawie nie ma ani słowa o dobrostanie koni. Traktowane są jak zwierzęta gospodarcze, które każdy może wywieźć na rzeź, a nie jak zwierzęta towarzyszące człowiekowi.

Taki zapis zakazywałby hodowli koni na rzeź i ich wywożenia z Polski. Kiedy projekt ustawy trafi do Sejmu?

Projekt ustawy jest już gotowy. Chciałam go złożyć pod koniec ub.r. Ale wtedy w Warszawie za dużo się działo. Teraz będzie na to dobry czas. Siła tkwi też w mediach. Ważne, by pisać o tragedii polskich koni, a my w tym czasie będziemy szykować wszystko, by je chronić. Uczciwie mówiąc: nie ma takiego głodu na świecie, żeby "konie musiały karmić ludzi". Kiełbasa ułańska kosztuje 39 zł, kiełbasa z konia też. Prawie 40 zł za kilogram, to fanaberia.

Mówi się, że roczne utrzymanie konia to nawet 12 tys. zł.


Zgadza się. Jeżeli tyle trzeba wydać na pełną opiekę dla konia, którego ma się u siebie rok, a na targu sprzedawany jest za 3-4 tys. zł, to jak ktoś chciał na tym zarobić?

Z czego utrzymuje się Tara, wyłącznie ze zbiórek publicznych?

Tylko z tego. Kilka lat temu poprosiłam ministra rolnictwa, wówczas był nim pan Marek Sawicki, o pomoc, usłyszałam: "Tara tym co robi, czyni krzywdę państwu polskiemu. Ludzie są głodni, a te tony mięsa się u was marnują". No więc, o czym my mówimy? Dlatego jest nam tak ciężko uratować polskie konie, skoro odgórnie jest takie myślenie.

W jakim stanie są wykupione przez Państwa konie?

Widać, że jedna klacz jest źrebna. Kiedy widziałam ją na filmiku pomyślałam, że ma błękitne oczy, ale nie – to ropa. Bardzo zniszczone zwierzę. Wezwani do niej lekarze weterynarii uznali, że nic złego się nie dzieje.

Jak teraz będzie wygląda opieka nad końmi?


Muszą dojść do siebie. Niektóre są spokojne, ale większość zrobiła nam tu taką demolkę, że głowa boli. Są przerażone. Musimy troszkę z nimi "porozmawiać". Za parę dni zostaną odrobaczone, zaszczepione na tężec i grypę. Cały czas będziemy delikatnie wprowadzać lepsze jedzenie. Teraz podstawą jest siano.

Jeszcze o jednej rzeczy opowiem. Był poroniony pomysł wywozu żywych koni na rzeź do Japonii. Miały płynąć tam zamknięte w kontenerach. Podróż miałaby trwać dwa tygodnie. W ostatnim liście poprzedni – główny lekarz weterynarii poinformował, że są już logistycznie przygotowani, czekają tylko na zatwierdzenie plomb weterynaryjnych ze strony Japonii. Udało mi się dostać do człowieka, który zatrzymał to wszystko. Tę makabryczną wywózkę koni na rzeź do Japonii zatrzymał Jarosław Kaczyński. Osobiście to zrobił.

Wykorzystacie Państwo jeszcze ten kontakt?


Teraz do niego będzie pisać cała Polska. Nie wchodzę w politykę, mnie interesują konie. Ale kimś, kto jest u władzy i ma moc zmiany ustawy, jest prezes. Więc dzwonimy do prezesa. Będziemy prosić pana Kaczyńskiego, żeby zrobił wszystko, żeby zmienić ustawę, która uratuje polskie konie. Wiem, że jest to możliwe.

Napisz do autorki: daria.rozanska@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...