Jak poprawić coś, co i tak jest dobre? Nowe Audi Q5 – dokładnie taki powinien być SUV

Przed nowym Audi Q5 ciężkie zadanie – pobić poprzednią generację tego flagowca.
Przed nowym Audi Q5 ciężkie zadanie – pobić poprzednią generację tego flagowca. Fot. naTemat
Z wyjątkowo popularnymi modelami jest pewien problem. Jak poprawić coś, co i tak jest dobre, by tego nie zepsuć. Przed takim zadaniem stanęli projektanci Audi Q5, najlepiej sprzedającego się SUV-a w swojej kategorii. Ten po latach doczekał się drugiej generacji, poprzednio przechodząc jedynie symboliczny face lifting. Nowe Audi Q5 docenią wszyscy ci, którzy chcieliby mieć elegancko-praktyczny samochód z domieszką wykonania w jakości premium. Bo tej w przypadku tego auta nie brakuje.

Audi w przeciągu roku wypuściło całą serię nowości. O wszystkich z nich pisaliśmy w naTemat, relacjonując dla Was pierwsze wrażenia zza kierownicy nowych lub odświeżonych modeli z Ingolstadt. Jednak żadna z nich nie była tak ważna, jak ta. Swoją drogą zabawna ciekawostka. Egzemplarz, który widzicie na zdjęciach, to dokładnie ten sam, który stał na podwyższeniu podczas Pucharu Świata w Skokach Narciarskich w Zakopanem.
Chodzi o Q5, SUV-a, będącego jednym z flagowców Audi (1,6 mln sprzedanych egzemplarzy od 2008 roku) i mokrych snów polskich kierowców. Dlaczego tak? Bo to właśnie sportowo-użytkowe samochody biją na europejskich (a zwłaszcza polskich) drogach rekordy popularności. Na tyle duży, by być praktyczny i komfortowy, ale jednocześnie na tyle mały, by sensownie radzić sobie w mieście. Ot, taki kompakt. To właśnie Q5 był w Polsce najczęściej kupowanym modelem z czterema kółkami na grillu.
I w przypadku Q5 na słowie „kompakt” warto się skupić. Bo nowa Q5-tka ma się trochę swoją sylwetką do takiego kompakta upodobnić. Wizualnie ten średniak inspiruje się swoimi braćmi – większym Q7 i mniejszym A4. Względem poprzedniej generacji auto nieco urosło, ale w kilogramach tego nie zobaczycie – jest lżejsze nawet o 90 kg. To sprawka niektórych aluminiowych elementów.
Gdy patrzę na Q5-tkę, oczami wyobraźni widzę od razu Porsche Macana. Nie ma w tym nic dziwnego. To bliźniaczy model stworzony na tej samej płycie podłogowej. Zbliżone rozmiary, zbliżona sylwetka. Nowe Q5 to samochód wyważony, który ma w sobie cechę wspólną dla prawie wszystkich modeli Audi. Jest nienachalny. Nienachalnie elegancki. Nie krzyczy dookoła, zwracając na siebie uwagę. Dobrze, że z tyłu czeka nas szeroki pas z podwójnym wydechem, który bardziej współgra z ogólnym wizerunkiem auta. Trzeba jednak przyznać, że nowa wersja to nie rewolucja, ale raczej umiarkowana ewolucja. Najwięcej zmienia się z przodu, natomiast z daleka można mieć nawet problem z zauważeniem, że to nowa generacja.
Trochę obniżona sylwetka, wyraziste przetłoczenia nadające ostrości, opadająca linia dachu, seria chromowanych wstawek czy listew, oraz w końcu danie główne. Masywny grill, który dominuje z przodu i wizualnie naprawdę daje radę. Wrażenie potęgują dobrze wkomponowane reflektory, które za odpowiednią dopłatą mogą być w technologii Matrix LED. Najbardziej zaawansowane światła, które są arcydziełem technologii. To między innymi specjalne diody dostosowujące się do sytuacji na drodze i świecące tak, by strumień nie walił nikogo po oczach. Ani innych kierowców, ani pieszych. Osobiście uważam, że wizualnie reflektory w Audi są jednymi z najbardziej charakterystycznych i najładniejszych na rynku. Więcej o nich pisaliśmy tutaj.
To nie samochód, przed którym będzie biło się pokłony z zachwytu. To samochód, który w sumie nawet na pierwszy rzut oka za bardzo nie wyróżni się z tłumu. I nie ma w tym nic złego. On nie to ma robić. On ma być solidny, a kierowcy i pasażerom dawać poczucie pewności i solidności.
No właśnie, jak jest w środku? Po niemiecku. Tak się składa, że w dniach poprzedzających test Q5 miałem okazję jeździć paroma innym SUV-ami różnych marek. Te, które były z klasy niżej, naturalnie wyraźnie odstawały. Natomiast te z – nazwijmy to – bezpośredniej konkurencji, choć poprawne, w subiektywnym odczuciu przegrywały z tym, co towarzyszyło mi tutaj. W środku jest przytulnie i solidnie. Poszczególne elementy deski rozdzielczej są stworzone z różnych materiałów dobrej jakości. Od metalowych, przez skóro- lub gumopodobne, po takie, które ciężko określić precyzyjnym słowem. Wszystkie są jednak bardzo przyjemne w dotyku i robią dobre wrażenie.
Większe wymiary to oczywiście więcej miejsca w środku, gdzie mieści się piątka osób. Jeśli chodzi o multimedia, to dostajemy sprawdzony zestaw z wirtualnym kokpitem na czele. To ten elektroniczny system informacji wyświetlanych w miejscu zegarów. Tam widzimy 12,3-calowy ekran, który staje się centrum dowodzenia z dwoma możliwymi widokami: ogólnym i szczegółowym. Największe wrażenie zawsze robi tutaj mapa nawigacji włączona na całą szerokość. Na początku można mieć pewne problemy z jego obsługą, bo opcji jest faktycznie dużo, ale po opanowaniu wszystkiego zdecydowanie docenia się to rozwiązanie. Poza nim mamy też ten „normalny”, mniejszy wyświetlacz na środku deski rozdzielczej (multimedia, nawigacja, ustawienia samochodu itd.).
Poza całą serią systemów wspomagających kierowcę, które są już znane w samochodach tej klasy (tempomat, który częściowo może przejąć prowadzenie auta, asystenci parkowania, monitorowania martwego pola, trzymania pasa itd.), jest też jeden niewielki, ale rzucający się w oczy. To zielona ikonka nogi zdejmowanej z pedału gazu, która pojawia się w odpowiednich momentach. Na podstawie czytania znaków i (prawdopodobnie) nawigacji, wie, w którym momencie zbliżamy się do zakrętu lub terenu zabudowanego i pojawia się wtedy, gdy musimy zwolnić.
W cztery dni nową Q5-tką zrobiłem blisko 1500 kilometrów, co pozwoliło nam się bliżej poznać. Jeśli chodzi o nowości związane z właściwościami jezdnymi, to producent chwali się wyraźniej dwójką z nich. To na przykład pneumatyczne zawieszenie, które wpływa na fizyczny i psychiczny komfort jadących. Raz, że w odpowiednim trybie jazdy naprawdę sprawnie tłumi wszystkie nierówności.
Jeżdżąc nim po kaszubskich, nie zawsze całych i utwardzonych drogach, mieliśmy okazję się o tym przekonać. Dwa, że dużo trzeba, by pasażerowie odczuli co się dzieje na zewnątrz. Kierowca zależnie od konkretnego trybu może regulować to, jak twarde są amortyzatory, oraz jak wysoko chce mieć samochód (w zakresie 60mm). W przypadku nowego Q5 do dyspozycji kierowcy trafiają także dwa nowe tryby jazdy lift/offrad oraz allroad.
I w końcu kwestia napędu 4x4, tutaj chwilę warto zatrzymać się przy nazwie „quattro ultra”. Poza podstawowym dieslem (2.0l 150KM) z przednim napędem, inne jednostki mają wspomniany napęd. Na czym polega owe ultra? Otóż najprościej mówiąc, na mądrym i selektywnym gospodarowaniu napędem. Gdy sytuacja tego nie wymaga, nasze auto będzie jechało korzystając tylko z przedniego napędu. Komputer rozłącza tylną oś, by podłączać ją w razie potrzeby, co w założeniu ma wpłynąć m.in. na mniejsze spalanie. Nie ma się co oszukiwać, Audi w żaden wybitny teren nie będzie brane. Nie do tego jest stworzone. Natomiast w mniej komfortowych terenach sobie zgrabnie radzi.
Żonglując pomiędzy trybami, dostosowujemy także napęd. Wybierając wspomniane tryby lift/offroad, allroad czy dynamic jeździmy z napędem na obie osie. Przy trybie comfort będzie to już zdecydowanie częściej przód z odłączanym tyłem. Natomiast „zwykły” (nie ultra) napęd quattro będzie dostępny jedynie w 3-litrowym dieslu, którego jeszcze w konfiguracji na stronie Audi nie widzę. Widzę za to 252-konnego benzyniaka.
2-litrowy diesel o mocy 190 koni mechanicznych w trasie ze sporą częścią autostradowych prędkości palił ok. 7l/100 km. Dołączając do tego ruch miejski, spalanie podskoczyło do 8,3l/100km. Ceny nowych Q5-tek zaczynają się od 159 tys. zł za wspomnianego 150-konnego diesla. Audi ma jednak do siebie to, że bez zbędnego wysiłku tę cenę można łatwo wywindować dodatkami. Testowany model to diesel o „oczko wyżej”, ze 190 końmi pod maską. Tutaj jest już nieco drożej, bo od 192 tys. zł, które z dodatkami wywindowały ten model mniej więcej o kolejne 100 tys. zł w górę.
Werdykt? Solidny i nienachalny flagowiec, który przeszedł ewolucję. Jest ładny i kompaktowo użytkowy, nie kłuje w oczy, ale właścicielowi daje wyraźne poczucie posiadania czegoś premium. Ale głównie dla niego – wewnątrz. „Dopakowany” nie tylko wizualnie, ale także technologicznie. Dla kogoś, kto gonienie za emocjami ma już za sobą, a potrzebuje spokoju i stabilizacji w dobrych warunkach. Aha, Q5 zapamiętam też za świetnie przemyślane, pojemne schowki, które w odpowiedniej wielkości znajdują się dokładnie tam, gdzie potrzeba.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...