Jeszcze nie ucichł skandal z drzewami, a już Jan Szyszko ma kolejne problemy. Ujawniono oburzające kulisy jego polowań

Minister środowiska Jan Szyszko ma kolejne kłopoty wizerunkowe. Teraz skandal może wywołać ujawnienie kulisów jego polowań na bażanty.
Minister środowiska Jan Szyszko ma kolejne kłopoty wizerunkowe. Teraz skandal może wywołać ujawnienie kulisów jego polowań na bażanty. Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta
Jan Szyszko to naprawdę wyjątkowy minister środowiska. Wciąż nie milkną echa tego, jak przyczynił się do masowego wyniszczenia polskiej przyrody forsując skrajnie liberalne przepisy o wycince drzew. A teraz kolejny skandal może wywołać ujawnienie kulisów tego, w jaki sposób minister Szyszko polował na bażanty pod Toruniem.

Łowiectwo ma długą i piękną historię. Jest nie tylko tradycyjnym sposobem na zdobywanie pożywienia. To elitarny sport i wymagający styl życia. Bo prawdziwi myśliwi nie tylko polują, ale większość czasu poświęcają na ochronę przyrody. A same łowy traktują jako próbę charakteru i umiejętności. Czy do tego grona może zaliczyć się minister środowiska Jan Szyszkę? Wątpliwe...



Okazuje się bowiem, że Jan Szyszko lubi polować idąc na łatwiznę. Jak informuje WP.pl, minister środowiska na łowy przyjeżdża do specjalnej hodowli działającą pod Toruniem. Tam obsługa pakuje wyhodowane bażanty do przenośnych klatek i wypuszcza je tuż przed nosem wyposażonych w strzelby gości. Takich, którzy od mierzenia się sam na sam z przyrodą wolą dokonywać zwykłej egzekucji zwierzyny.

Informatorzy portalu podkreślają, że te "polowania" z udziałem ministra środowiska są szczególnie łatwe ze względu na fakt, iż hodowlane bażanty zachowują się inaczej niż te wychowane na wolności. Zamiast kryć się między drzewami, lecą wysoko w górę i same wystawiają się na szybką śmierć. Jan Szyszko miał tak bawić się 11 lutego. Wraz z kolegami ustrzelił ponoć kilkaset ptaków.

W tej sprawie chodzi jednak nie tylko o zwykły wstyd, który Jan Szyszko powinien poczuć ze względu na swoje łowieckie lenistwo i niehumanitarne warunki, w jakich konfrontuje się z przyrodą. Wątpliwości budzi też legalność takich zabaw, gdyż Sąd Najwyższy orzekł, iż polować w Polsce wolno tylko na zwierzynę w stanie wolnym. Świeżo wypuszczone z klatek hodowlane bażanty do tej definicji nie pasują.

Jan Szyszko z zabawą wyhodowanym do szybkiej śmierci ptactwem ma też problem natury politycznej. By postrzelać pod Toruniem, minister środowiska miał zrezygnować z udziału w 82. miesięcznicy smoleńskiej, którą 10 lutego tradycyjnie zorganizowano z udziałem prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.

A wizerunkowych kłopotów ministrowi Szyszce i tak nie brakuje. Skandal związany z masową wycinką drzew to tylko jeden ich element. Jak informowaliśmy w naTemat, zaskakująco wygląda też oświadczenie majątkowe szefa resortu środowiska, z którego wynika, iż posiada on ziemię wielkości Małopolski. Wcześniej media zainteresowały się natomiast kulisami tego, w jaki sposób córka ministra Katarzyna Szyszko-Podgórska znalazła pracę w podlegającym jej ojcu Instytucie Ochrony Środowiska.

O dość kuriozalnym podejściu Jana Szyszki i jego przyjaciół do łowiectwa również było już kiedyś głośno. Po sieci wciąż krążą przecież zdjęcia, na których widać, w jaki sposób aktualny minister środowiska kilka lat temu bawił się z ówczesnym biskupem drohiczyńskim Antonim Pacyfikiem Dydyczem na imprezie Hubertus Węgrowski. Przypomnijmy, iż mowa o sytuacji, w której bp Dydycz wyglądał na odgrywającego klasyczną bajkową rolę księżniczki, a polityk PiS robił za towarzyszącego mu księcia...

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl

źródło: WP.pl
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...