"A pan jest przedostatni chu...". Warzecha spotkał się w realu ze swoim hejterem i obaj pokazali całą prawdę o Twitterze

Łukasz Warzecha spotkał się w realu ze swoim hejterem z Twittera.
Łukasz Warzecha spotkał się w realu ze swoim hejterem z Twittera. Fot. Twitter.com/10murzynkow
– Pan się pokazał jako ostatni debil i tego mogę Panu pogratulować – mówi prawicowy publicysta Łukasz Warzecha pod koniec zorganizowanego przed siedzibą "Trójki" spotkania z niejakim Mariuszem Holewiuszem. – A pan jest przedostatni ch... – słyszy od rozmówcy. – No i fajnie... – rzuca na pożegnanie. Właśnie tak w realu skończyła się ostra dyskusja, którą wcześniej obaj panowie rozpoczęli na Twitterze.

Kto na polskim Twitterze obraca się głównie w kręgach politycznych, często musi sprawdzić, jakimi obelgami go ostatnio obrzucono i kto za odmienne poglądy grozi mu pobiciem lub śmiercią. Wielu użytkowników Twittera z takiego hejtu uczyniło podstawowy pomysł na zaistnienie i generują wielkie zainteresowanie sobie podobnych. Tak tweetują także politycy, duchowni i dziennikarze, co sprawiło, że w sieci przywykliśmy do kuriozalnych i skrajnie chamskich pyskówek.



Zastanawialiście się kiedyś czy mogą one wyjść poza świat wirtualny? Jak wyglądałoby starcie dwóch hejterów, którzy musieliby stanąć twarzą w twarz? Taki eksperyment zafundowali nam właśnie publicysta Łukasz Warzecha i internauta o przedstawiający się na Twitterze jako Mariusz Holewiusz. Kilka dni temu w sieci obaj panowie starli się w dyskusji sprowadzającej się właściwie do tego, który z nich jest bardziej prawicowym prawicowcem.
Warzecha delikatnie krytykował wojnę Prawa i Sprawiedliwości z Donaldem Tuskiem, za co Mariusz Holewiusz nazwał go "kolejną parówą, która odsłania swoją prawdziwą twarz, czyli skurw...". "Może zechciałby się Pan ze mną spotkać osobiście i odważnie przekazać mi ten komunikat w bezpośredniej rozmowie" – odpisał mu publicysta. No i się spotkali. Wyglądało to tak (uwaga, w nagraniu padają liczne wulgaryzmy):
– Powtórzę to, co napisałem. Za tę arogancję i pychę jest Pan parówą i skurw... – rozpoczął już realną rozmowę Holewiusz. – A Pan jest złamanym chu... o małym móżdżku. No i co teraz? – odparł Warzecha. Dalej było równie "ciekawie". – Ja pana już obserwuję i dobrze Pan wie, jakie Pan jazdy ma na Twitterze – rzuca internauta. – A dobrze Pan wie, że Pan nie potrafi zrozumieć tego, co ja piszę – odpowiada publicysta. – Pan się pokazał jako ostatni debil i tego mogę Panu pogratulować – stwierdza Łukasz Warzecha pod koniec rozmowy. Po czym dowiaduje się, że jest "przedostatni ch...". . – No i fajnie... – kwituje.

Fajnie? Cała ta sytuacja może śmieszyć tylko do momentu, w którym zdamy sobie sprawę z faktu, iż właśnie przedstawiono nam, jak w rzeczywistości wygląda poziom debaty publicznej na portalu, który stał się ostatnio jedną z głównych płaszczyzn wymiany poglądów. Ba, jako podstawowe źródło komunikacji z obywatelami i światem chętnie Twitter wykorzystywany jest nawet przez rząd Beaty Szydło i prezydenta Andrzeja Dudę. Na pierwszy rzut oka wygląda więc na elitarny klub, w rzeczywistości przypomina jednak przedszkole pełne agresywnych dzieci.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...