Kiedyś wbił nóż w plecy Tuskowi, w przyszłości ma szanse rozsadzić rząd PiS. Na razie Gowina rozsadzają... ambicje

W rządzie PO – wbił nóż w plecy Tuskowi, w rządzie PiS – Jarosława Gowina rozsadzają ambicje
W rządzie PO – wbił nóż w plecy Tuskowi, w rządzie PiS – Jarosława Gowina rozsadzają ambicje Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta
To on stał za pomysłem z Saryuszem-Wolskim. I choć ta kandydatura jest bez szans, to sam pomysłodawca parę punktów politycznych na tym na pewno zarobi. Jarosław Gowin w ostatnich dniach coraz bardziej rośnie w siłę w rządzie PiS. Na tyle bardzo, że wiele osób zadaje sobie pytanie, czy w przyszłości może on zagrozić Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Na 234 posłów Klubu Parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości tylko 10 to politycy Polski Razem – partii kierowanej przez Jarosława Gowina. W Izbie Wyższej proporcje wypadają ciut lepiej dla tego niewielkiego ugrupowania: wśród 64 senatorów PiS, 4 to członkowie partii z zielonym jabłkiem w logo. Ale ambicje jej lidera są o wiele większe niż by na to wskazywała polityczna arytmetyka.



Najlepiej o tym świadczy akcja z Jackiem Saryuszem-Wolskim, politykiem PO przeciągniętym na stronę "dobrej zmiany", aby stawić czoła (przynajmniej teoretycznie) Donaldowi Tuskowi w Radzie Europejskiej. Początkowo liderzy Platformy sugerowali, że za tą intrygą stoi Adam Bielan – zastępca Gowina w Polsce Razem. Ale on sam skromnie w rozmowie z Konradem Piaseckim wskazał na szefa.
Adam Bielan
wicemarszałek Senatu, wiceprezes Polski Razem

To pan jest pomysłodawcą tej błyskotliwej operacji o kryptonimie Saryusz?

Nie, pierwszy o niej mówił, o tej propozycji, o tym pomyśle, o ile dobrze pamiętam, Jarosław Gowin w październiku zeszłego roku.
Czytaj więcej

"Gość Radia Zet"
Fakt, o kandydaturze Saryusza-Wolskiego Gowin mówił w wywiadzie już jesienią. Wtedy jednak nikt tego nie potraktował poważnie, ale udało mu się doprowadzić tę sprawę do finału.
Sprawa kandydatury Saryusza-Wolskiego, choć wiadomo, że polityk ten nie zostanie szefem RE, i tak traktowana jest na prawicy jak sukces. Bo przynajmniej można trochę napsuć krwi Donaldowi Tuskowi, a przy odrobinie szczęścia – zamieszać i doprowadzić do tego, że pojawi się jakiś inny kandydat (o tym mówił wieloletni współpracownik Saryusza-Wolskiego, Rafał Trzaskowski). Zatem – skoro sukces, to i ojców sukcesu jest paru. A i jeden, i drugi są z liderami Polski Razem.
Nie brakuje przy tym spekulacji, że po wyrzuceniu z Platformy, Saryusz-Wolski zagrzeje miejsce właśnie w ugrupowaniu Gowina. Niewykluczone przy tym, że zajmie stanowisko w MSZ.

Właśnie stanowiskami może grać władza. I próbuje tego Polska Razem, prowadząc rekrutację w PO. O propozycji od Bielana i Gowina mówił niedawno Sławomir Nitras. Miał objąć funkcję w rządzie Beaty Szydło, ale ofertę odrzucił.
Sławomir Nitras
poseł PO

Kiedy lokalne władze PO w moim regionie konsekwentnie nie chciały wpuszczać mnie na listę wyborczą, byłem wielokrotnie namawiany przez panów Bielana i Gowina do udziału w ich projekcie politycznym. Tłumaczyłem im, że mam kompletnie inne poglądy i nie jestem zainteresowany, że nie wyjdę z PO. Z tamtego okresu pozostała mi duża wiedza na temat wewnętrznych relacji panujących w PiS i ambicji obu panów. Oni marzą o własnej partii nazywanej prawdziwą chadecją. Cieszą się poparciem dla takiego projektu części hierarchii kościelnej. Czytaj więcej

"Wprost"
– Przegrupowanie sił w rządzie w najbliższym czasie to kwestia niemal pewna – przewiduje w rozmowie z naTemat dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz z Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. – Nie sądzę, by pan Saryusz-Wolski pozwolił się użyć w tej politycznej rozgrywce za nic. Za co? Pewnie niedługo się przekonamy – prognozuje.
Czy w dalszej przyszłości Jarosław Gowin zechce się wybić na niepodległość? Zdaniem politolog, ambicje ministra nauki są bardzo duże, ale jednocześnie potrafi on mierzyć siły na zamiary.
dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz
Instytut Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego

Wszystkie te ruchy Gowina można interpretować jako próbę uzyskania statusu pełnoprawnego koalicjanta. W świadomości społecznej gabinet Beaty Szydło funkcjonuje jako rząd Prawa i Sprawiedliwości, mało kto pamięta, że jest to rząd Zjednoczonej Prawicy. Tymczasem Gowin, moim zdaniem, chciałby uchodzić za lidera jednego z ugrupowań koalicyjnych, które tworzą ten rząd. Teraz może być postrzegany przez wyborców jako "człowiek prezesa" i z tym jest mu zapewne niewygodnie. Dlatego raz po raz zaznacza swoją odrębność.

Rzeczywiście, Gowin od początku lubi publicznie odcinać się od działań innych ministrów. Niby jest w tym rządzie, ale nie do końca. Bo jak inaczej interpretować te szpile, które co chwilę komuś wbija. Całymi tygodniami Gowin krytykował pomysły Konstantego Radziwiłła w sprawie sieci szpitali, by dziś w końcu ogłosić, że konflikt został zażegnany i do projektu zostaną zgłoszone poprawki, które będą uzależniały wysokość ryczałtu dla szpitali od ich aktywności.
Tło tego konfliktu opisywał nam prof. Tomasz Grodzki, chirurg i senator PO: "z podziału koalicyjnego wynika, iż resort zdrowia przypada tak zwanym "gowinowcom", a Radziwiłł się szybko przepisał do PiS-u. Gowin nie może mu tego darować i dlatego go tak namiętnie krytykuje". Najwyraźniej obaj panowie zakopali topór wojenny, a Jarosław Gowin uzyskał kolejnego sojusznika w rządzie.
Nie jest tajemnicą, że szef Polski Razem dobrze dogaduje się z super-ministrem, szefem resortów finansów i rozwoju, Mateuszem Morawieckim. Nie szczędzi natomiast co jakiś czas uszczypliwości czy to wobec Anny Zalewskiej ("pani minister zdecydowała się na blitzkrieg"), czy to wobec Elżbiety Rafalskiej ("Nie da się równocześnie obniżać wieku emerytalnego, realizować programu Rodzina 500 plus i wprowadzać dla wszystkich kwoty wolnej od podatku w wysokości 8 tys. złotych"). – Te słowa wskazują, że Gowin jakby nie do końca podlega szefowej rządu. Ale nie on jedyny pozwala sobie na wtrącanie się w politykę innych ministrów. Skoro pozwalają sobie na to inni, to i on czuje się na tyle mocną postacią, że co jakiś czas odcina się od poczynań rządu – komentuje dr Pietrzyk-Zieniewicz.

Zresztą Jarosław Gowin podobnie działał w rządzie PO-PSL. Wprawdzie stał na czele resortu sprawiedliwości, ale wyjątkowo często "wtykał nos w nie swoje sprawy". Najwięcej do powiedzenia miał w kwestii polityki zdrowotnej (wówczas na czele resortu zdrowia stał Bartosz Arłukowicz) i spraw związanych z in vitro. Krytykował także działania pełnomocniczki do spraw równego traktowania w kwestii tzw. konwencji antyprzemocowej, a także ministra finansów Jacka Rostowskiego za działania w sprawie OFE. Rozsadzanie rządu od wewnątrz skończyło się rozstaniem Gowina z PO.

Czy historia dziś może się powtórzyć? Jasne, że Gowin na prawicy jest traktowany z dystansem. Nie jest tak "swój", jak "swoi" są ci, którzy byli wierni Jarosławowi Kaczyńskiemu od zawsze.
On sam zdaje sobie jednak sprawę, że może mocno zaszkodzić Jarosławowi Kaczyńskiemu. Do tej pory sondował, ile może sobie pozwolić. Teraz, po przeciągnięciu Saryusza-Wolskiego, zdaje sobie sprawę, że rośnie w siłę. Kamil Durczok ogłosił wręcz, że idzie o zakład, iż Gowin buduje nową formację. A ambicje wicepremiera zapewne sięgają dużo dalej niż perspektywa tej kadencji Sejmu. Najlepiej obrazuje to diagnoza posła Nitrasa, kuszonego przez polityków Polski Razem.
Sławomir Nitras
poseł PO

Uważam, że lojalność Adama Bielana, Jarosława Gowina i wielu innych posłów PiS wobec projektu Kaczyńskiego jest wprost proporcjonalna do okresu, który dzieli tę formację od wyborów. Im bliżej będzie wyborów, tym ta lojalność będzie mniejsza. Odsyłam do historii opuszczania PO przez Gowina. Czytaj więcej

"Wprost"

Napisz do autora: tomasz.lawnicki@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...