Nowy Seat Ateca zaskakuje pozytywnie. A najmilej się zrobiło, kiedy zajrzałem do cennika

Seat Ateca zadowoli nawet wybrednych kierowców. I nie kosztuje wiele. Fot. naTemat.pl
W naTemat nie piszemy typowych, stricte technicznych testów motoryzacyjnych. Zdarza nam się przymknąć oko na spalanie, unikamy zawiłości technicznych, skupiamy się na emocjach, czasami nie zwracamy tak bardzo uwagi na cenę. Mimo wszystko po kilku dniach z nowym hiszpańskim SUV-em nie mogę uciec od tej myśli: w kategorii cena/jakość to rewelacyjne auto.

Ateca jest do bólu porządna – brzmi niezbyt pięknie, ale w zupełności oddaje wartości, które niesie ze sobą ten samochód. Ten SUV ma właściwie wszystko, żeby zostać rynkowym hitem. Za relatywnie niewielkie pieniądze (o czym później) daje wszystko, czego może potrzebować kierowca.
Przede wszystkim nowy model jest ładny. Nigdy nie byłem fanem zbyt opływowych SUV–ów czy terenówek. Auto, którym można ruszyć poza asfalt (przynajmniej w teorii) musi być trochę "kanciaste". I taka Ateca zdecydowanie jest. Z jednej strony nieco pudełkowa, z drugiej ostre linie sprawiają, że samochód wygląda dynamicznie.


Świetnie narysowane reflektory LED i duże felgi przykują wzrok każdego wrażliwego na piękno aut. Z drugiej strony czarne plastiki nie, które ciekawie kontrastują z białym lakierem, przypominają o rodowodzie auta.
Za to w środku jest… ergonomicznie. Ciemne wnętrze (czerwonobura tapicerka nie zmienia odbioru) niezbyt zachwyca, ale wszystko jest porządnie zaprojektowane, wygodne w obsłudze i sprawia wrażenie solidnego. Wszystko poza wspomnianą tapicerką. Ta w dotyku jest taka, jakby za chwilę miała się rozerwać.
Warto dodać, że na tylnej kanapie jest całkiem wygodnie. Dzięki wysoko poprowadzonej linii nadwozia (ta "pudełkowatość", o której pisałem wcześniej) zmieszczą się nawet dosyć wysokie osoby.
I kiedy odpalam samochód (guzikiem start stop), robi się całkiem przyjemnie. Uwagę przykuwa umiejscowiony centralnie ekran, na którym mogę wyświetlić kamerę cofania, kamerę przednią lub kamery boczne. Tak, samochód można wyposażyć w jeden z moich ulubionych "bajerów", czyli widok 360 stopni z góry. Dzięki temu parkowanie jest dziecinne proste, choć Ateca wcale nie należy do najmniejszych aut (dodajmy, że nie jest gigantem). Wygodnymi rolkami na kierownicy obsługujemy wyświetlacz umiejscowiony między zegarami. Możemy wyświetlać wszystkie typowe dane, w tym obowiązującą prędkość. Samochód nie miał wyświetlacza HUD na szybie, ale pokazywał zmieniające się ograniczenia prędkości niemal perfekcyjnie. Co – jak się przekonałem w przeszłości – wcale nie jest oczywiste w autach za te pieniądze.
Właśnie, wśród pozostałych odczytów znalazł się ten o spalaniu. I to chyba największy zawód w tym samochodzie. Silnik 1.4, doładowana benzyna, 150 koni mechanicznych. Jednym z założeniem downsizingu jest oszczędność paliwa. Tymczasem testowana Ateca paliła około 7–8 litrów w trasie (trzeba oddać, że nie oszczędzałem jej) i około 10-11 litrów w mieście. Tyle to pali moje prywatne auto z silnikiem 1.8, osadzone technologicznie jeszcze w latach 90-tych. Na dodatek z przebiegiem 230 tysięcy kilometrów. Czy 1.4 zamontowane w tym aucie poradzi sobie z takim przebiegiem? Opinia o tym silniku grupy Volkswagen (choć to już inna konstrukcja niż na początku) należy do... niezbyt korzystnych.
Ale żeby nie było zbyt smutno, pamiętajmy, że to może i 1.4, ale z doładowaniem. Dzięki temu mamy bardzo szybko dostęp do całej mocy, a 150-konny silnik przyspiesza żwawo i całkiem chętnie – o ile nie włączymy trybu eco, w którym auto w zasadzie nie rozpędza się. Ale przecież nie takie jest jego założenie.

A jak jeździ? W terenie – o ile za teren można uznać leśne drogi – radzi sobie bardzo dobrze. Zawieszenie dobrze pracuje na nierównościach, auto bez problemu rusza pod górę w błocie. Sprawdziłem.
Dobrze jest także na asfalcie – bo nie oszukujmy się, to tam większość tych samochodów spędzi swój żywot. Auto prowadzi się pewnie i precyzyjnie, choć lubi szarpnąć przy ruszaniu z miejsca. Albo ja mam za ciężką nogę do automatu, notabene dobrze pracującego. Mój redakcyjny kolega stwierdził co prawda, że przy przyspieszaniu w trybie sportowym w jego ocenie przód jest trochę niestabilny, ale dostaliśmy do testów wersję z napędem właśnie na przednią oś. 4x4 powinno załatwić sprawę, a różnica w cenie nie jest duża.

Ogółem to świetny zestaw za relatywnie niską cenę. Podwyższone auto, które przejedzie bez problemu polną drogą (wizytę na żwirowni proponujemy jednak odłożyć na inną okazję) i poradzi sobie z każdym miejskim krawężnikiem, świetnie wyposażone kosztuje (w tej wersji) 116,4 tysiąca złotych. Dopłata do napędu 4x4 to niecałe 10 tysięcy. W tej cenie na pokładzie są wszelkie potrzebne typowemu kierowcy systemy bezpieczeństwa, kamery dookoła auta, świetny automat DSG, duże felgi, duży wyświetlacz, podgrzewane fotele i inne opcje, a wszystko w całkiem dużym nadwoziu. Dlaczego tak niedrogo? Być może dlatego, że i koszty stworzenia tego auta nie były zbyt duże. Ateca to tak naprawdę Volkswagen Tiguan. Ten z kolei jest... podwyższonym Golfem. Ale za kierownicą tego naprawdę nie czuć.

Dlatego za te pieniądze nowa Ateca jest świetnym wyborem. Pewnie, że są lepsze auta. Ale kosztują tyle, co trzy SUV-y od Seata albo i więcej. Za tę cenę ciężko coś zarzucić – może poza rozczarowującym spalaniem.

Napisz do autora: piotr.rodzik@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...