40 lat na scenie Zbigniewa Wodeckiego. Będzie jubileuszowa trasa i powrót duetu marzeń: Wodecki i Sośnicka znowu razem!

22 marca Zbigniew Wodecki rusza w swoją jubileuszową trasę z okazji 40 lat na scenie.
22 marca Zbigniew Wodecki rusza w swoją jubileuszową trasę z okazji 40 lat na scenie. fot. fanpage Zbigniew Wodecki
Wybitny skrzypek, który grał na najlepszych scenach świata. Występował z Ewą Demarczyk, Zdzisławą Sośnicką, a rok temu zdobył Fryderyka za płytą nagraną z muzykami, mogącymi być jego synami. – Jak usłyszałem od Dzidki (Zdzisławy Sośnickiej – red.), że zagra ze mną po latach, to buty mi spadły z wrażenia i musiałem się po nie schylać – mówi w rozmowie z naTemat.

Zbigniew Wodecki zmarł 22 maja 2017 roku. To jest artykuł archiwalny

Czytaj więcej

Rozmawiałem ze Zbigniewem Wodeckim kilka razy i zapewniam: to zdecydowanie najbardziej wyluzowany polski artysta. W restauracji nigdy nie pozwala za siebie płacić, zawsze mówiąc :" dzisiaj sponsoruje nas Pszczoła". Otwarcie przyznaje też, że jest za legalizacją marihuany. Chociaż jest multiinstrumentalistą, nigdy nie miał z tym problemu, że szeroko jest znany jako wykonawca "Pszczółki Mai". – Tej piosenki domagają się już dzieci dzieci, które na tej piosence się wychowały – żartuje.
Mimo czterdziestu lat na scenie, nadal zaskakuje. Rok temu Wodecki razem z zespołem nu jazzowym Mitch&Mitch otrzymał Fryderyka za najlepszy album oraz najlepszy utwór "Rzuć to wszystko co złe". Na koncertach chłopaki z zespołu zapowiadali go w taki sposób: "Przed Państwem wystąpi teraz Dabliu Łodeki !" Wodecki świetnie się dogadywał z muzykami, którzy odnaleźli jego album nagrany 40 lat temu i dali drugie życie. Po serii koncertów, Wodecki zaczął być zasypywany propozycjami od artystów reprezentujących przeróżne stylistyki.
– Nagrałem utwór z zespołem heavy metalowym, bardzo cenią sobie także współpracę z hip-hopowcami. Połączenie muzyki symfonicznej z hip-hopem jest bardzo inspirujące. Oni przecież od razu rzucają frazą, kiedy my, muzycy klasyczni potrzebujemy do tego o wiele więcej czasu – opisuje swoje doświadczenia Wodecki.
Jubileuszowa trasa na 40-lecie jego artystycznej kariery rozpoczyna się 22 marca w Poznaniu. Pojawi się też Zdzisława Sośnicka, piosenkarka, która jeszcze niedawno zapowiadała, że już nigdy nie wystąpi na scenie. Utwór " Z Tobą chcę oglądać świat", śpiewany w duecie z Wodeckim, to dzisiaj absolutny klasyk. Ale mimo wielokrotnych próśb fanów, pani Zdzisława zdecydowanie odmawiała występu.
– Zadzwoniłem do Dzidki, specjalnie nie licząc na to, że uda mi się ją przekonać. Jak usłyszałem, że się zgadza, dosłownie spadły mi buty! Jesteśmy już po próbach i ona jest w fantastycznej formie. Oczywiście liczę się z tym, że głos na przykład może ją zawieść, bo przecież nie śpiewaliśmy razem od wielu lat. Takie rzeczy się zdarzają najlepszym i nie da się z tym nic zrobić. Na razie zaplanowaliśmy kilkanaście koncertów – mówi Wodecki w rozmowie z naTemat.
Na powrót od wielu lat nie daje się za to namówić inna wielka postać polskiej piosenki – Ewa Demarczyk. To z jej zespołem, jako początkujący muzyk, Wodecki zwiedził całą Europę. –Z panią Ewą Demarczyk śpiewałem przez 20 lat. Byliśmy na Kubie, wożono nas limuzynami, czułem się wtedy jak król życia. Takie samo wrażenie robiła na mnie marihuana jak też coca-cola, którą piliśmy podczas koncertów w Paryżu – opowiada mi Wodecki.

Anegdot ze swojego barwnego życia ma więcej. Bardzo chętnie opowiada historię, jak złamał sobie rękę, żeby nie występować na festiwalu piosenki radzieckiej: – Powiedzieli mi, że puszczą mnie do Ameryki pod warunkiem, że zagram na tym festiwalu. Dla mnie to było nie do pomyślenia. Postanowiłem więc wystrychnąć ich na dudka. Jeszcze w Ameryce, przed powrotem do Polski, złamałem sobie kciuk. Jest tam taka jedna mała kostka, kowadełko, która nie powoduje trwałego uszkodzenia, ale wymaga gipsu – opisuje Wodecki.

Złości się tylko, jak padają pytania o jego karierę telewizyjną. Przez wiele lat był bowiem jurorem w telewizyjnym show "Taniec z gwiazdami". Odszedł, bo nie mógł znieść, że niektórzy widzowie kojarzą go wyłącznie z tej roli. – Nie po to grałem Karłowicza na dyplomie, żeby teraz za mną wołali celebryta! – mówi naTemat. Pytany, jak ocenia swoją 40-letnią karierę, odpowiada z zawadiackim błyskiem w oku: – Trochę żałuję, że tych 40 lat kariery nie mogłem obchodzić dwadzieścia lat temu !

Napisz do autora: oskar.maya@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...