To najlepszy prezent PiS dla Tuska. Jeszcze nigdy UE z taką siłą nie broniła jednego Polaka. "Pokazali, jak go cenią"

PiS zrobił najlepszy prezent Tuskowi. Walka z nim pokazała, jak wielkim poparciem cieszy się w Europie były szef polskiego rządu.
PiS zrobił najlepszy prezent Tuskowi. Walka z nim pokazała, jak wielkim poparciem cieszy się w Europie były szef polskiego rządu. Fot. Facebook/Donald Tusk
Mało kto pamięta nazwisko poprzedniego szefa Rady Europejskiej. Belg Herman van Rompuy po prostu był i tyle. Z Tuskiem też tak mogło być. Ale już nie jest. To dzięki PiS usłyszeliśmy tak mocno, że, Europa stoi za nim murem i gotowa jest iść za nim w ogień. Jego nazwisko nie schodzi z czołówek gazet, rozniosło się po sieci i nie ma szans, by – jak jego poprzednik – Tusk poszedł w zapomnienie. Wręcz przeciwnie. Będzie pamiętany jako silny polityk, o którego z Polską biła się cała Europa.

Chcąc go zniszczyć, rząd PiS zrobił mu najlepszy prezent. Rozsławił jego nazwisko na całą Europę, spowodował, że zaczęli mówić o nim zwykli ludzie daleko w Czarnogórze czy Finlandii. Doprowadził też do tego, że 27 europejskich państw zostało zmuszonych, by głośno wyrażać dla niego poparcie i go chwalić. Bo jest dobry. I chcą, by nadal kierował RE.



Gdyby PiS nie zaczął mieszać, podważać jego polskości, na gwałt szukać innego kandydata, a potem szukać sposobów, jak nie doprowadzić do głosowania, nie byłoby żadnej burzy. Tusk spokojnie dalej szefowałby Radzie Europejskiej i być może po kolejnej, 2,5-letniej kadencji, co drugi Europejczyk nie potrafiłby skojarzyć jego nazwiska, a być może nie pamiętałby nawet, że był Polakiem. Raczej na pewno gratulacje nie spływałyby tak licznie z całej Europy, jak to się dzieje dzisiaj.
Wycofany, mało przemawia...
Do tej pory, przy tym stanowisku, tak właśnie było. Boże, jaki nudny. "Tak nudny, że nikt nie dostrzega jego istnienia" – niestety, takie opinie bardzo często pokutowały o van Rompuyu, choć miał duże zasługi dla UE.
Z Tuskiem też tak mogło być. Podsumowując jego pierwszy rok urzędowania, niemiecki "Deutsche Welle" pisał, że w ogóle go nie słychać, że jest cichy, nie nadaje tonu, a nawet ma problemy ze swoją nową rolą. Mało przemawia, jest wycofany i na pewno podzieli losy swojego poprzednika. Tak przewidywano.

Dziś już wiemy, że tak nie jest. Donald Tusk nie jest ani wycofany, ani – na pewno – niewidoczny i cichy. O nie! Nikt nie narzeka na brak nudy z jego powodu. Wręcz przeciwnie. Dzięki polskiemu rządowi od tygodni jest na ustach całej Europy. I choć PiS krzyczy, że nie jest Polakiem, to właśnie ta polskość wybija się na pierwszy plan. Mówiąc przewrotnie – nie popierając Polaka, rząd niechcący siłę tego Polaka mocno nagle wyeksponował.

I tak jest już wygranym
Francja, Niemcy, Szwecja, Holandia, Bułgaria, Słowacja, Czechy... – mnóstwo państw bardzo szybko ogłosiło swoje poparcie. Potem poszło juz lawinowo – 27:1.

Nikt nie musiał o to poparcie zabiegać. Ono przyszło samo. – Postrzegam jego ponowny wybór jako oznakę stabilności dla całej Unii Europejskiej i cieszę się na kontynuację współpracy z nim – to słowa Angeli Merkel z ostatniej chwili przed szczytem UE. Gdy wypowiedziała je w Bundestagu, niemieccy parlamentarzyści zaczęli bić brawo.

Czy bez interwencji polskiego rządu tak dobitnie dowiedzielibyśmy się, jak mocną pozycję ma dziś Tusk w UE? Który polityk nie marzyłby o takim poparciu największych przywódców Europy? Który Polak wcześniej w ogóle takiego doświadczył? To naprawdę mógł być wielki sukces Polski. I jest. Również dzięki rządowi PiS, który jednak nie jest tego świadomy.
Wszystko zaczęło się na Malcie
Przypomnijmy początki Tuska, gdy kulawym angielskim obiecywał w 2014 roku, że do objęcia stanowiska dobrze nauczy się tego języka. Jakiś Polak, jakaś Europa Wschodnia, nawet nie mówi po angielsku... Komentarze na Zachodzie były wtedy różne, czasem z Tuska zwyczajnie się śmiano. Na Facebooku działał profil "Polish your English with Donald Tusk".

Paradoksalnie, by uczyć się angielskiego, nowy szef RE pojechał wtedy na Maltę. Dziś to Malta zgłosiła go jako kandydata i przyczyniła się do jego zwycięstwa.

"Good luck today ;). If Poland is not supporting you, EU as a whole will" – takie anglojęzyczne komentarze, pochodzące z różnych państw, znajdziemy po 2,5 latach na jego Facebooku. Widać, jak w tym czasie zmieniło się postrzeganie Tuska. Z jakiegoś polityka ze Wschodu w silnego Europejczyka. Głównego gracza, o którego biją się w Europie. Który ma – jak piszą zagraniczne media – przytłaczające wręcz poparcie UE.
Z tym angielskim nawet cytowany wyżej "Deutsche Welle" był pod wrażeniem. Pisząc o niemrawym Tusku przyznał, że to jest przynajmniej jedna rzecz, której przez pierwszy rok w RE dobrze się nauczył. "I przyjaciele, i krytycy, chwalą go, że tak szybko nauczył się angielskiego" – pisał portal. Jak się okazuje po dzisiejszym szczycie UE, nie tylko tego Tusk się jednak nauczył. Nie tylko z tego powodu unijni przywódcy chcą go przecież nadal widzieć na czele RE.

"Dobrze wywiązuje się z obowiązków"
To na pewno nie była łatwa kadencja. Bardzo dużo się wtedy w Europie działo. Nad oceną jego dokonań niech jednak pochylają się politolodzy i eksperci od spraw unijnych. Przypomnijmy tylko czym musiał się zajmować Tusk, bo w tym czasie sam na pewno na nudę nie musiał narzekać – wojna na Ukrainie, kryzys w Grecji, fala uchodźców z Syrii, zamachy w Paryżu, w Brukseli...

– Donald Tusk dobrze wywiązuje się ze swoich obowiązków przewodniczącego Rady Europejskiej – podsumowała brytyjska premier Theresa May. Do ostatniej chwili nie chciała zdradzić, jak zagłosuje podczas szczytu UE, a brytyjskie media pisały, że z powodu Brexitu jest mocno rozdarta. Ale nawet ona była za Tuskiem.

Tak, to dzięki PiS, usłyszeliśmy ostatnio jak mocno polskiego szefa Rady Europejskiej w UE cenią. Jako europejski polityk, może być tylko z tego dumny.

Napisz do autorki : katarzyna.zuchowicz@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...