Wrocław zaczyna wielkie polowanie na szczury. Nie zgadniecie, ile ich żyje w tym mieście

Szczury we Wrocławiu są dosłownie wszędzie.
Szczury we Wrocławiu są dosłownie wszędzie. Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta
Dużo wody, wiele kanałów, klimat łagodniejszy niż w pozostałych częściach Polski. W efekcie we Wrocławiu na potęgę mnożą się szczury. Według szacunków w całym mieście jest ich dwa miliony, czyli trzy razy więcej niż ludzi. Dzisiaj rozpoczyna się wiosenna deratyzacja – informuje "Gazeta Wrocławska".

Trzy szczury na jednego człowieka – wielu taka wizja mogłaby przerazić. Tymczasem w stolicy Dolnego Śląska są miejsca, gdzie jest ich nawet więcej. Na Starym Mieście to nawet siedem szczurów "na głowę".



To zdecydowanie za dużo. Jak przekonują specjaliści od deratyzacji, prawidłowa "proporcja" to… jeden do jednego. Deratyzacja jest niezbędna, ponieważ szczury roznoszą ponad 60 chorób, w tym te wyjątkowo groźne dla człowieka, a więc wściekliznę czy dżumę.

Szanse na to, że szczury znikną wraz z wiosenną deratyzacją lub chociaż ich proporcja się znormalizuje, są jednak znikome. Dlaczego? Bo to kolejna tego typu akcja. We Wrocławiu zgodnie z uchwałą Rady Miasta deratyzacja odbywa się dwa razy do roku. I za każdym razem populacja tych gryzoni błyskawicznie wraca do normy.

W historii Wrocławia jest jednak jeden przypadek, kiedy szczury przydały się. W 1997 roku po powodzi, kiedy na ulicach wszędzie leżało jedzenie, szczury bardzo szybko je "zutylizowały" i dzięki temu zapobiegły wybuchowi epidemii.

Szczury to jednak oczywiście problem nie tylko Wrocławia, bo spotkać je można w całej Polsce. Niecały miesiąc temu furorę w sieci zrobił gryzoń, który zabłąkał się w Biedronce w wielkopolskim Kole. Sklep trzeba było zamknąć na kilka godzin.

Źródło: Gazeta Wrocławska

Napisz do autora: piotr.rodzik@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...