Dobra zmiana wcale nie musiała nadejść. Gdyby policzyli głosy tak, jak w Holandii, byłoby zupełnie inaczej

W tamtych czasach PiS nie dostałby całej władzy w swoje ręce.
W tamtych czasach PiS nie dostałby całej władzy w swoje ręce. Fot. Halicki/CC BY-SA 3.0/Wikimedia Commons
Był 1991 rok, a w Polsce nie było progów wyborczych. Dodatkowo głosy wyborców liczono inną metodologią. W ten sposób do Sejmu dostał się szereg partii, w tym założona przez Janusza Rewińskiego Polska Partia Przyjaciół Piwa. Takie same zasady jednak nadal obowiązują w Holandii, gdzie właśnie udało się zatrzymać populistów z partii Geerta Wildersa. Gdyby w Polsce nie zmieniono ordynacji wyborczej, dobrej zmiany nie byłoby i u nas.

To początkowo miał być tylko żart, który szybko został obrócony w poważną rozgrywkę polityczną. Januszowi Rewińskiemu udało się wprowadzić do parlamentu aż 16 posłów dzięki poparciu w wysokości zaledwie 3,27 proc.



Dlaczego dzisiaj już tak nie jest? Transformująca się Polska wymagała szybkich zmian, a tamten system nie sprzyjał stabilizacji sceny politycznej. Dość powiedzieć, że na Wiejską swoich posłów wprowadziło aż 29 komitetów wyborczych. A może raczej posła, bo 11 z nich miało tylko po jednym parlamentarzyście. Później ordynację zmieniono.

Holendrzy dalej tak potrafią
Ale taki system z powodzeniem funkcjonuje w Holandii, gdzie właśnie zakończyły się wybory parlamentarne. Do 150-osobowego parlamentu wejdzie aż 13 partii. Nikogo nie przeraża, że rozmowy koalicyjne będą teraz ciągnęły się długimi miesiącami. Wybory ponownie wygrała Partia Ludowa na rzecz Wolności i Demokracji, a populistyczna Partia Wolności Geerta Wildersa zajęła drugie miejsce z poparciem 13,1 proc. wyborców. Taki wynik nie daje tej partii jednak praktycznie żadnego wpływu na holenderską politykę.

Dzieje się tak z dwóch przyczyn. Po pierwsze inne partie wykluczyły współpracę z Wildersem, a po drugie w Holandii inaczej niż w Polsce wylicza się liczbę mandatów. Zgodnie z metodą Sainte-Laguë (nazwa pochodzi od nazwiska jej twórcy, francuskiego matematyka) każda partia dostaje tyle mandatów, ile wypracowała sobie przy urnach. 13,1 proc. głosów dla Wildersa przekłada się dokładnie na 20 mandatów. W Polsce dla odmiany stosowana jest metoda D’Hondta (od nazwiska belgijskiego matematyka) i ona promuje przede większe partie. Ten sam wynik dałby Wildersowi w Polsce więcej mandatów, zwłaszcza z naszym progiem wyborczym. Co ciekawe, metoda Sainte-Laguë była stosowana w Polsce. Właśnie w 1991 roku.

Demokracja po polsku, czyli rządy mniejszości
To między innymi dlatego PiS ma w Polsce samodzielną większość w parlamencie, choć na partię zagłosowało "tylko" 37,58 proc. wyborców, a więc na pewno mniej niż połowa. Warto jeszcze dodać, że ponieważ do urn poszła tylko połowa Polaków, słynne poparcie "suwerena" to realnie tylko ok. 18 proc. wyborców. We wspominanej Holandii zagłosowało ok. 80 proc. obywateli.

Kolejna sprawa to właśnie progi wyborcze – i tutaj ponownie przypomina się piwna partia Janusza Rewińskiego. Gdyby w Polsce nie obowiązywały progi wyborcze, Prawo i Sprawiedliwość nie cieszyłoby się dzisiaj samodzielną władzą, ponieważ mandaty Kaczyńskiemu "podkradłyby" mniejsze komitety wyborcze. A gdybyśmy liczyli głosy tak jak Holendrzy (lub właśnie my w 1991 roku), Beata Szydło pewnie dopiero kończyłaby montowanie koalicji równie egzotycznej, co ta z Ligą Polskich Rodzin oraz Samoobroną.

Jeden mandat tu, drugi tam...
Policzyliśmy to: tak jak Holendrzy (lub my w 1991 roku) zrezygnowaliśmy z progów wyborczych, poza tym skorzystaliśmy z metody Sainte-Laguë, która obowiązuje w Niderlandach.

Nie jest to również analiza całościowa, dotycząca okręgów wyborczych w całym kraju. Jest ich 41, my wybraliśmy kilka z nich, które dobitnie pokazują różnicę w uzyskiwanych mandatach z danej liczy głosów.

Na pierwszy ogień idzie okręg siedlecki, nr 18. To bardzo "wdzięczny" przykład do tłumaczenia różnic, ponieważ PiS zanotowało w nim poparcie rzędu 51,1 proc. wyborców (dokładnie 191 733 głosy). Na partię Jarosława Kaczyńskiego postawił co drugi głosujący z tego okręgu. Platforma Obywatelska miała poparcie 13,55 proc. głosujących (50 858 głosów), PSL 10,23 proc. (38 396), Kukiz’15 8,36 proc. (31 378), Nowoczesna 4,63 proc. (17 386), Zjednoczona Lewica 4,35 proc. (16 327), KORWiN 4,35 proc. (16 332), a Partia Razem 2,66 proc. (9964).

W okręgu do wzięcia było 12 mandatów. Prawo i Sprawiedliwość, choć zdobyło połowę głosów, zgarnęło 2/3 mandatów – dokładnie osiem. Tak wynika ze stosowanej w Polsce metody D’Hondta. PO wzięła dwa mandaty, a PSL i Kukiz’15 po jednym. A gdybyśmy głosowali tak, jak w 1991 roku albo w Holandii? PiS dostałoby połowę mandatów zgodnie ze swoim poparciem, czyli sześć. PO bez zmian, czyli dwa mandaty. Ale po jednym mandacie poza PSL i Kukiz’15 dostałyby jeszcze komitety Nowoczesnej oraz KORWiN.

Zupełnie inaczej byłoby również w okręgu 31. To okręg bardzo mały, ale wyjątkowo ludny – wchodzą w jego skład m.in. Katowice, Chorzów, Mysłowice, Ruda Śląska czy Tychy.

Tutaj również do wzięcia było 12 mandatów. Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory z poparciem 32,92 proc. (135 367 głosów), druga była Platforma Obywatelska (28,37 proc., 116 658), dalej uplasowały się komitety Kukiz’15 (10,05 proc., 41 344), Nowoczesna (8,66 proc., 35 591), Zjednoczona Lewica (6,77 proc., 27 837), KORWiN (5,55 proc., 22 803), Partia Razem (4,08 proc., 16 786), Zjednoczeni dla Śląska (2,61 proc, 10 740) oraz Polskie Stronnictwo Ludowe (0,99 proc., 4064). Takie wyniki dały po pięć mandatów PiS i PO, a po jednym Kukiz’15 i Nowoczesnej. Dwie największe partie, choć miały razem 60 proc. głosów, wzięły 10 z 12 mandatów, czyli ponad 80 proc.

W Holandii wyszłoby inaczej – PiS przypadłyby cztery mandaty, Platformie trzy, a po jednym dostałoby znacznie więcej komitetów: Nowoczesna, Kukiz’15, Zjednoczona Lewica, KORWiN oraz Partia Razem.

Do podobnej sytuacji doszło w ósmym okręgu, który obejmuje swoim zasięgiem całe województwo lubuskie. Do wzięcia było 12 mandatów. Wybory dosłownie o kilka głosów wygrało Prawo i Sprawiedliwość (28,27 proc., 97 877), dalej były Platforma Obywatelska (28,21 proc. 97 676), Zjednoczona Lewica (10,02 proc., 34 695), Nowoczesna (9,99 proc., 34 586), Kukiz’15 (8,75 proc., 30 284), PSL (5,12 proc., 17 743), KORWiN (4,99 proc., 13 825) oraz Partia Razem (3,99 proc., 13 825). Startował również KWW Zbigniewa Stonogi, ale uzyskał śladowe poparcie.

Takie wyniki głosowania dały po pięć mandatów PiS i PO oraz po jednym Nowoczesnej i Kukiz’15. Zjednoczona Lewica, choć zanotowała wysoki wynik, w skali kraju nie przekroczyła 8-procentowego programu wyborczego i nie uzyskała tym samym żadnego mandatu. My liczymy jak w Polsce w 1991 roku, więc gdyby obowiązywały stare zasady, lewica na zachodzie Polski mocno by namieszała.

Według metody Sainte-Laguë mandaty rozłożyłyby się inaczej: cztery dla PiS, trzy dla PO i po jednym dla Zjednoczonej Lewicy, Nowoczesnej, Kukiz’15, PSL oraz KORWiN.

Ile PiS zyskało na metodzie D'Hondta widać bardzo dobrze również w okręgu nr 12 – tam "jedynką" była premier Beata Szydło. Okręg obejmuje powiaty chrzanowski, myślenicki, oświęcimski, suski i wadowicki. Prawo i Sprawiedliwość wybrało tam 49,05 proc. głosujących (133 213), dalej były Platforma Obywatelska (20,42 proc., 55 454), Kukiz’15 (8,67 proc., 23 551), Nowoczesna (5,79 proc., 15 731), Zjednoczona Lewica (5,33 proc., 14 473), KORWiN (4,45 proc., 12 089), Partia Razem (3,26 proc., 8840) oraz PSL (3,03 proc., 8226).

Uderzająca jest dysproporcja pomiędzy liczbą głosów a uzyskanych mandatów. PiS, choć poparła je niespełna połowa głosujących, zyskało aż 5 z 8 mandatów. Dwa wzięła Platforma Obywatelska, a jeden Kukiz’15. Zgodnie z holenderską (lub naszą z 1991 roku) metodologią Jarosław Kaczyński cieszyłby się z czterech mandatów, PO dalej z dwóch, Kukiz’15 z jednego, a "zwolniony" mandat przypadłby Nowoczesnej.

Ziarnko do ziarnka
To teoretycznie niewielkie różnice, ale w skali całego kraju dały Prawu i Sprawiedliwości całą władzę przy wcale nie tak wysokim wyniku wyborczym. Dość powiedzieć, że na czterech podliczonych przez nas okręgach PiS zyskało pięć mandatów. A w całym kraju okręgów jest 41.

Widać również, że Jarosław Kaczyński wyciągnął wnioski z minionych porażek. Prawica jeszcze niedawno była rozdrobniona, co doskonale pokazały wybory do Europarlamentu w 2014 roku. Prawo i Sprawiedliwość przegrało w nich z Platformą Obywatelską, ale spokojnie by je wygrało, gdyby wystartowało razem z Solidarną Polską Zbigniewa Ziobry oraz Polską Razem Jarosława Gowina, które miały swoje komitety.

Rok później prawica poszła do wyborów zjednoczona i zdystansowała wszystkich. Pomogła jej też stosowana u nas metodologia liczenia mandatów, która wspiera większe ugrupowania. Za to rozsypało się środowisko centro-liberalne. Platforma Obywatelska poległa na całej linii, a Nowoczesna zamiast walczyć z PiS podkradała wyborców PO.

Napisz do autora: piotr.rodzik@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...