Hygge odwołane! Dziś rządzi ikigai i lagom. Poznaj filozofię niedostatku, czyli dlaczego lepiej niedojeść niż się najeść

Ikigai i lagom zamiast hygge, czyli filozofia niedostatku. Prawo autorskie: kapu / 123RF Zdjęcie Seryjne
To była wyjątkowa zima, zima spod znaku hygge. Zima spędzona pod kocem, z gorącą czekoladą i kubełkiem popcornu, w tym roku zupełnie bez wyrzutów sumienia. Z opresji bycia aktywnymi, wypielęgnowanymi, zawsze na diecie wybawił nas Meik Wiking, który obwieścił światu badania naukowe, które potwierdziły, że tak naprawdę szczęśliwi są ci, co jedzą tłuste mięso i kilogramy ciasta czekoladowego, chodzą w dresie i spod ciepłego koca wpatrują się w płomienie świec (konkretnie Duńczycy). Od autora książki o hygge, podobno uniwersalnym kluczu do szczęścia, dowiedzieliśmy się, że wszystko, co w życiu najlepsze, jest za darmo i tuż obok w postaci przyjaciół, rodziny, sąsiadów. Dobre sobie...

Prawda jest taka, że hygge zrobiło karierę, bo jest ładne, proste i smaczne. To, co słodkie i tłuste dzięki hygge w końcu stało się "legalne" i odciążone z zarzutów. Do tego błyszczy milionem światełek i ma dość mądry (ale czy odkrywczy?) przekaz – zasady bycia z ludźmi, które mówią nie zazdrość, nie konkuruj, szanuj innych, bądź tu i teraz. Hygge to ognisko w letnią noc, to grill w wiosenne popołudnie, to gorąca herbata po zimowym spacerze. W końcu hygge to tak naprawdę stan ducha, który w Danii przywołuje już wypowiedzenie tego krótkiego słowa. Nie da się więc ukryć, że za granicą ten trik nie działa... Problem polega również na tym, że hygge znaczy z kimś lub przynajmniej w towarzystwie dobrej sztuki (designu/filmu/książki w zależności od okoliczności). To niby forma życia towarzyskiego dla introwertyków (wszyscy cieszą się, że jesteś, nie musisz nic mówić), ale zdaje się, że dla ludzi całkiem samotnych po prostu niewykonalna.


Zatem jeśli i wy (bez względu na poziom waszej samotności) po miesiącach kulinarnego dogadzania sobie, odnotowaliście jedynie ból wątroby i kilka kilogramów w górę, jeśli dość macie życia w pół mroku (Meik Wiking powiedziałby – w blasku świec) i po codziennym obcowaniu z żywym ogniem, jedyne na co macie ochotę to porządne wietrzenie mieszkania, mamy dobrą wiadomość – hygge to nie jedyny klucz do szczęścia, jaki w tym roku udało się odnaleźć w obcych kulturach i co więcej, potwierdzić naukowo. Poznajcie filozofię niedostatku zaklętą w dwóch słowach, którym tej wiosny miejsca ustępuje hyggeikigai i lagom.
Ikigai to właściwie japońskie hygge, czyli sekret szczęśliwego życia, tym razem jednak skrywany przez Japończyków. Czym się różni? Podstawowym założeniem jakoby do szczęścia doprowadzały otaczające nas ładne drobiazgi, cała masa prostych form rozrywki i łagodna postawa życiowa. Ikigai mówi "pracuj bez końca", powtarza "jedz mało i zdrowo, nie wymagaj zbyt wiele i pomagaj innym". Tak, wiemy, brzmi jak wielka nuda, ale na szczęście na zachętę dorzuca: "a w szczęściu i poczuciu spełnienia dożyjesz późnej starości". I ma na to dowody.

Ikigai, czyli mentalny anti-aging

Ikigai to słowo, którego sens szczególnie dobrze znają mieszkańcy Okinawy, japońskiej wyspy, pierwszej z pięciu niebieskich stref na świecie. Niebieskie strefy to wyznaczone przez naukowców i demografów regiony, w których występuje większa niż gdziekolwiek liczba przypadków długowieczności. Na Okinawie nie tylko żyje się długo (kobiety średnio 87 lat i cztery miesiące, a mężczyźni 85 lat), ale też nic a nic się nie choruje. Co ciekawe, przypadłości tej nie można zrzucić jedynie na klimat, bo przecież niebieskich sfer jest pięć, a każda z nich ma swoje uwarunkowania i zwyczaje. Pozostałe niebieskie strefy to Sardynia, Loma Linda (miasto w Kaliforni), Półwysep Nicoya na Kostaryce oraz Ikaria, grecka wyspa.
Co łączy te pięć rejonów? Każde z tych miejsc wyróżnia się przede wszystkim silnymi więziami społecznymi (tu ukłon w kierunku hygge). Na Okinawie przybiera to szczególną formę zwaną moai – nieformalna grupa ludzi, którzy pomagają sobie nawzajem, a łączy ich wspólny interes. Cztery z nich to wyspy i tym samym miejsca cechujące się stylem życia blisko natury opartym na intensywnej pracy na świeżym powietrzu. Do tego dieta: dużo warzyw i ryb, mało mięsa plus aktywność fizyczna. Póki co, morze banału. Ale jest coś jeszcze, co wyróżnia ikigai spośród innych filozofii szczęścia i zdaje się najbardziej pogłębioną jej wersją.

Po pierwsze, niedojadaj
Swą dietę Japończycy zamieszkujący Okinawę nazywają Hara hachi bu, czyli "brzuch pełen w osiemdziesięciu procentach".
"Ikigai. Japoński sekret długiego i szczęśliwego życia"
fragment książki

Miejscowi przestają jeść, gdy czują, że ich żołądek jest prawie pełny. Nie najadając się do syta, unikają długiego procesu trawienia, który przyspiesza utlenianie się komórek i prowadzi do starzenia się organizmu. (...) Ich dieta jest bogata w tofu, boniaty (bataty, jaśniejsza odmiana słodkich ziemniaków), ryby (spożywane trzy razy w tygodniu) i wiele warzyw (około trzystu gramów dziennie). (...) Istotny jest również sposób serwowania potraw. Dzieli się je na wiele talerzyków, co sprawia, że Japończycy jadają z zasady mniej. Z tego samego powodu również przebywający w Japonii mieszkańcy Zachodu zazwyczaj tracą na wadze i utrzymują szczupłą sylwetkę. Niedawne badania specjalistów w zakresie żywienia wykazały, że codzienne spożycie kalorii przez mieszkańców Okinawy wynosi średnio 1700-1900 kalorii.

Ciekawostką jest, że nieduża liczba kalorii spożytych w ciągu dnia jest cechą wspólną wszystkich pięciu niebieskich stref. A zatem dieta "osiemdziesięciu procent" nie jest dla długowieczności i szczęścia przypadkowa. Japończycy jedzą pięć razy dziennie warzywa, a podstawą każdego posiłku są produkty pochodzenia roślinnego – nie mięso. Do tego ryby trzy razy w tygodniu i wieprzowina raz. To pozwala im uniknąć chorób przewlekłych, takich jak nowotwory czy zaburzenia kardiologiczne. Wśród nich mniej rozpowszechnione są również choroby zapalne. Kobiety łagodniej znoszą menopauzę, a mężczyźni na dłużej utrzymują wysoki poziom hormonów płciowych. "W ich krwi wykryto niższy poziom wolnych rodników odpowiedzialnych za starzenie się komórek, co zawdzięczają kulturze picia herbaty" – piszą autorzy książki, Hector Garcia i Francesc Miralles. Ponadto wiadomo, że dieta w stylu okinawskim chroni również przed demencją i depresją oraz wspiera odporność.
"ikigai. japoński sekret długiego i szczęśliwego życia"
frgament książki

Restrykcje w przyjmowaniu kalorii, o których mówiliśmy, są jedną z najskuteczniejszych dróg do wydłużania życia. Zarówno laboratoryjne eksperymenty na szczurach, jak i badania przeprowadzane w niebieskich strefach wykazały, że uczucie niedosytu zaraz po posiłku (...) wydłuża młodość organizmu. Jedną z korzyści, jakie niesie ograniczenie liczby spożytych kalorii, jest obniżenie poziomu IGF-1 (insulinopodobnego czynnika wzrostu typu pierwszego). Jest to białko, które odgrywa bardzo ważną rolę w procesie starzenia. Jednym z powodów, dla których zarówno zwierzęta, jak i ludzie się starzeją, jest nadmierna ilość IGF-1 we krwi. Jeśli rodzaj pracy nie zezwala na codzienne stosowanie zasady osiemdziesięciu procent, alternatywą jest przeprowadzenie postu przez jeden lub dwa dni w tygodniu. Modna w Stanach Zjednoczonych dieta "5:2" zaleca dwudniową głodówkę (spożywanie mniej niż pięciuset kalorii w dniu postu), a w pozostałe dni normalne jedzenie. Głodówka pomaga układowi trawiennemu odpocząć, a organizmowi się oczyścić.

Po drugie, pomagaj
Moai to tradycja, która korzeniami sięga daleko wstecz. Narodziła się w trudnych czasach, kiedy rolnicy gromadzili się, by informować się wzajemnie o tym, jak uprawiać ziemię dla jak najlepszych plonów oraz wspierali się gdy któryś z nich cierpiał z powodu biedy. Dziś członkowie moai co miesiąc wpłacają określoną kwotę do wspólnej kasy, by móc razem spędzać czas – organizować kolacje, partyjki go – czy pomagać finansowo tym, którzy tego potrzebują.
Regularne spotkania członków grupy skutkują poczuciem wspólnoty, akceptacji i bezpieczeństwa. Ale są też treningiem dla umysłu. Moai to celebrowanie hobby, często japońskie szachy i inne gry, które pozwalają na ciągły rozwój mózgu. Brzmi banalnie, ale badania wykazują, że uczenie się codziennie nowej rzeczy to prawdziwy umysłowy anti-aging. Z wiekiem, kiedy neurony zaczynają się starzeć, wysiłek intelektualny jest na wagę złota. Te drobne wyrzeczenia w postaci myślenia dla zabawy oraz poświęcania czasu, uwagi i pieniędzy na rzecz wspólnoty to kolejna cegiełka japońskiego sekretu szczęścia.

Po trzecie, pracuj
"ikigai. japoński sekret długiego i szczęśliwego życia"
fragment książki

Jedną z rzeczy, które zapewne cię zaskoczą, jeśli zamieszkasz na jakiś czas w Japonii, jest wielka aktywność mieszkańców nawet po przejściu na emeryturę. Tak naprawdę ogromna liczba Japończyków nie przechodzi na nią wcale, lecz nadal pracuje w dziedzinie, którą lubi, jeśli tylko zdrowie na to pozwala. Prawdę mówiąc, w języku japońskim nie istnieje nawet słowo oznaczające emeryturę w taki sposób, w jaki pojmujemy ją na Zachodzie – jako wycofanie się z pracy na zawsze. Jak potwierdza Jan Buettner, dziennikarz "National Geographic" i znawca Japonii, w tamtejszej kulturze posiadanie sensu życia jest tak istotne, że pojęcie emerytury w naszym rozumieniu tego słowa jest tam niepotrzebne.

Praca i aktywność zdają się być zatem kwintesencją ikigai. Z pierwszego rozdziału książki, który przedstawia filozofię tego nurtu, dowiadujemy się, że każdy człowiek ma swoje ikigai, tylko nie każdy je znalazł. I nie jest to mityczny stan wiecznego szczęścia. Nie jest to poczucie ciepła przywoływane na hasło hygge, które w porównaniu z ikigai zdaje się doraźnym sposobem na poprawę nastroju. Ikigai to stan spełnienia, dzięki któremu perspektywa, że nasze życie dobiega końca, wcale nie wydaje się przerażająca. Co więcej, to wypadkowa kilku elementów naszego życia, które jak najbardziej są w zasięgu każdego z nas. Najlepiej przedstawia to diagram Marca Winna.
Ikigai kryje się w naszym wnętrzu i wymaga pewnej dozy pełnych cierpliwości poszukiwań, byśmy odnaleźli to, co w naszym istnieniu jest najgłębsze. Według rdzennych mieszkańców Okinawy, wyspy o najwyższym współczynniku stulatków na świecie, ikigai to powód, dla którego wstajemy codziennie rano.

Zatem mówiąc "po naszemu", ikigai to sens życia realizowany poprzez robienie tego, co kochamy, co jest potrzebne innym, co wychodzi nam dobrze i za co dostajemy pieniądze. Brak któregokolwiek z tych elementów wyklucza istnienie ikigai. Szczęściarzom udaje się połączyć pasję z misją, zawodem i powołaniem w jednym zajęciu, ale do osiągnięcia ikigai nie jest to konieczne. Chodzi o to, by na ikigai pracować świadomie przez cały czas i nie ma to nic wspólnego z pracą, którą kojarzymy z zapracowującymi się na śmierć Japończykami z Tokio. Poświęcenie i niedostatek to w przypadku poszukiwania ikigai tylko złudzenie, bo to, co dostajemy w zamian, jest dokładnie tym, czego potrzebujemy.

I w ten sposób wracamy na północ Europy, by przyjrzeć się kwintesencji wystarczalności i przeciwieństwu hygge, czyli szwedzkiemu lagom.

Lagom, czyli mądrość powściągliwości

Lagom po szwedzku znaczy "wystarczy", a dokładnie "właśnie tyle, ile trzeba". W praktyce to sztuka mówienia "dość" wtedy gdy czujemy, że kolejny krok wprowadzi nas w strefę niebezpiecznego przesytu. Lagom odnosi się zatem zarówno do ilości zjedzonych mięsnych pulpetów (np. szwedzkich Köttbullar z żurawiną, które doskonale znamy z obiadów w Ikei), jak i ilości obrazków zdobiących nasze ściany czy nawet zarobków i czasu, jaki spędzamy z bliskimi. To jedno proste słowo staje się więc filozofią przynoszącą stan równowagi i zadowolenia, ciągłej ciekawości i apetytu na życie.

Lagom jest bardzo smart – brak przerostu formy nad treścią, funkcjonalność, wygoda. Tak, dobrze kojarzycie – lagom to Ikea. I to dosłownie, bo Ikea to nie tylko meble. To również komfortowe poczucie, że jesteśmy u siebie. Idąc dalej – lagom to nie umiar, lecz optimum i to najlepiej wynikające z podziału, który zapewni dostatek wszystkim. "Na biesiadach w czasach wikingów butlę miodu pitnego podawano z rąk do rąk i każdy pociągał z niej łyk – taki, żeby zaspokoić pragnienie, ale żeby wystarczyło również dla innych" – pisze Zuza O'Brain w marcowym numerze miesięcznika "Zwierciadło". Zatem z pewnością to, co łączy lagom z ikigai i hygge to poczucie wspólnoty i radość dzielenia się z innymi.
Szwedzki producent muzyczny Johan Hugo wyjaśnia w brytyjskim "The Telegraph", że lagom to droga środka. Według niego to filozofia, która jest jak wewnętrzny głos, który mówi, żeby nie budować największego domu w mieście, ale przypomina, że nie chcemy żyć w biedzie. To rozsądek, który każe ci bronić swoich praw i postępować tak, jak uważasz za słuszne, ale bez niegrzecznych zachowań i bezczelnych słów. Analizując te przykłady, nie trudno jest więc dociec, że nam Polakom do lagom raczej daleko, a szkoda: "ciekawe też, że Szwedzi, niezależnie od figury, z reguły dobrze czują się we własnej skórze, nagość jest czymś naturalnym, a botoksu stosuje się tam o wiele mniej niż w innych krajach Europy" – dodaje w "Zwierciadle" Zuza O'Brain.
Mieczysław Jaskulski
Laboratorium Psychoedukacji

Jakiś czas temu przeprowadzono eksperyment. Dzieci postawione były w sytuacji, w której musiały zdecydować czy chcą zjeść jednego cukierka od razu, czy wolą poczekać i dostać z czasem dwa cukierki. Oczywistym jest, że dzieci, które potrafiły się powstrzymać okazały się w kolejnych latach swojego życia bystrzejsze i lepiej radziły sobie z obowiązkami szkolnymi. Nie chodzi oczywiście o to, że powinniśmy kalkulować i odmawiać sobie po to, by w przyszłości zyskać materialnie – cukierki w tym wypadku są metaforą wartości, jakie stoją za dojrzałością i powściągliwością. Bo umiar jest domeną dojrzałości. Osoby, które potrafią okiełznać swoją impulsywność są mniej narażone na uzależnienia, ale też mają szansę z rozwagą układać swoje relacje z otoczeniem.

Zatem wygląda na to, że lagom to swoisty przepis na sukces. Trzeba tylko nauczyć się mówić sobie "dość" w odpowiednim momencie. Jak go wyczuć? Wystarczy... znaleźć ikigai! Jeśli będziemy wiedzieć, co dokładnie przynosi nam w życiu radość, zauważymy, że nie chodzi o ilość nagromadzonych dóbr, nawiązanych relacji czy zjedzonych kulek lodów. Ale o ich jakość. "Wyciskanie życia jak cytrynę" nabiera w świetle lagom i ikigai nowego znaczenia. Bo okazuje się, że to po stronie przesytu jest nuda i poczucie wyczerpania. Zaduch od dymu świec i czyjegoś ciągłego towarzystwa.

Napisz do autorki: ewa.bukowiecka-janik@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...