Jakóbiak spotkał się z falą hejtu, ale są w Polsce guru, za którymi fani staną murem. Niezależnie od tego, co robią

Beata Pawlikowska
Beata Pawlikowska Fot. Artur Kubasik / Agencja Gazeta
Kaszpirowscy naszych czasów, "specjaliści" w swoim fachu. Motywują, leczą z depresji czy otyłości. Mają wyznawców, najczęściej wpatrzonych w nich, jak w obrazek. Co by się nie działo i tak najpewniej staną za nimi murem.

Internauci niemalże dokonali internetowego linczu na Łukaszu Jakóbiaku, autorze programu "20m2", gdy okazało się, że spotkał się tylko z sobowtórem Ellen DeGeneres. Zarzucano mu, że zachował się nieetycznie i cynicznie wykorzystał fanów, by zrealizować swoje marzenie. – Mówimy o kryzysie Jakóbiaka. Jego fani pomyśleli: "wow, jemu się udało". A on zrobił z tego show. Od początku do końca wyreżyserował sobie event, na który zaprosił swoich fanów i ich oszukał. Ci poczuli się okłamani, bo sądzili, że Łukaszowi się udało. A skoro jemu się udało, to i im się uda – mówi socjolog Maciej Myśliwiec. Są jednak osoby znane z pierwszych storn gazet, którym kryzysy są niestraszne, bo ich fani, a czasem wręcz nawet wyznawcy, stoją za nimi murem. Socjolog Maciej Myśliwiec podkreśla, że osoby publiczne zawsze miały (psycho)fanów, którym internet dał narzędzia, by działać na większą skalę i być bliżej swoich idoli.
Maciej Myśliwiec
socjolog

Myśmy też kochali się w swoich idolach. Teraz za sprawą nowych mediów poszło to jeszcze dalej. Internauci mogą na co dzień uczestniczyć w życiu swojego idola, kontaktować się z nim, wchodzić w interakcję. Mogą bardziej zagłębić się w jego życie, a to powoduje większe przywiązanie.


Pawlikowska słowem leczy z depresji

Poniedziałek, wczesny ranek. Beata Pawlikowska, podróżniczka, autorka wielu książek z bardzo różnych dziedzin (kulinarne, podróżnicze, do nauki języków obcych), raczy swoich facebookowych fanów (ma ich prawie 300 tys.) radą na nowy dzień. "Znajdujesz dokładnie to, czego szukasz. Kiedy rozglądasz się za złem, kłamstwem, spiskiem, niesprawiedliwością, przykrością, żalem – to szybko to znajdziesz". Dalej Pawlikowska pisze, że jeśli dla odmiany szukasz dobrych zdarzeń, stron, myśli, to je znajdziesz. "Zastanów się, czego szukasz dzisiaj?" – skłania do refleksji.
Natychmiast 3 tys. lajków, tysiąc ponownych udostępnień i kilkadziesiąt komentarzy. "Pani Beato, poproszę o tytuł książki, z której są te wierszyki z życia wzięte" – pisze w odpowiedzi internautka, inni rozpływają się nad mądrością tego wpisu. I oczywiście przyznają jego autorce rację. Bo fanom Beaty Pawlikowskiej wcale nie przeszkadza, że media nabijają się z jej najnowszej książki "Wyszłam z niemocy i depresji. Ty też możesz!".
Beata Pawlikowska
w książce "Wyszłam z niemocy i depresji. Ty też możesz!"

Jeżeli w twoim życiowym ogrodzie pojawiło się więcej suchych badylków niż zielonych pędów, przestań narzekać, podwiń rękawy, weź do ręki odpowiednie narzędzia i popracuj. Wszystkie nasionka tylko czekają, żeby wypuścić kiełki i rosnąć do słońca

Podróżniczka opisuje w niej, jak bez pomocy specjalisty poradzić sobie z depresją. Co więc zrobić, by odzyskać zdrowie? Ano, wystarczy "znaleźć błędne dane, zastąpić je prawidłowymi i wgrać je na nowo do pamięci komputera". Lekarstwem może być też "kieliszek mocnego alkoholu, który znieczuli i odwróci twoją uwagę". Pawlikowska oberwała za te rady nie tylko od dziennikarzy, ale i od chorujących na depresję. "Ta pani w swojej książce odmawia brania tabletek w czasie depresji. Gdyby nie farmakologia dawno bym już nie żył" – pisze jeden z nich. Ale patrząc na liczbę lajków w mediach społecznościowych i interakcji, jej fanom absolutnie to nie przeszkadza.

Ćwiczę z Ewką

Moda na treningi z Ewą Chodakowską nie mija od kilku lat. Ewka poderwała z kanap miliony Polek i dała im gotowy przepis na spełnienie marzenia o lepszym wyglądzie. Za tę receptę nie trzeba płacić – filmy z ćwiczeniami zamieszcza na YouTube, jadłospisy – na Facebooku. W zamian dostaje uwielbienie i przywiązanie. Kobiety drukują sobie kalendarze z jej wizerunkiem, ustawiają jej zdjęcia na pulpitach komputerów. Mówią o niej, jak o dobrej koleżance – "Ewka", a czasami traktują, jak przyjaciółkę.
Z Ewką ćwiczą kobiety, które chcą się wyrzeźbić, ale i takie, które chcą zrzucić zbędne po ciąży kilogramy. Trenerka wspiera nie tylko ciało, ale i duszę. Najczęściej motywacji dodaje na facebookowym profilu (gdzie ma ponad 2 mln polubień). Jej płyty dostępne są co jakiś czas z kolorowymi magazynami. Dziś zresztą sama Ewka jest redaktor naczelną ("Be Active"), robi także karierę w reklamach (promuje m.in. markę adidas), założyła też własną siłownię. Niestraszny był jej żaden kryzys: ani ten z fotoreporterami, ani oskarżenia o uprawianie sekciarstwa, ani taki, że zaproponowane przez nią ćwiczenia są zbyt obciążające.

Chudotwórca Gaca

Mówią o nim "Chodakowska w spodniach", "chudotwórca", który bierze się za większy kaliber – pomaga (za pieniądze, ale także charytatywnie, gdy kogoś nie stać) ludziom chorobliwie otyłym. Jest właścicielem wielkiego odchudzającego imperium – Gaca Centrum, autorem kilku książek (bestsellerów), znanym z telewizji ekspertem ("Fak killers. Zabójcy tłuszczu", "Pytanie na śniadanie"). Grubasów wabi żywą reklamą – pokazuje spektakularne metamorfozy i mówi oddziałując na wyobraźnię, że w sumie wszyscy jego pacjenci zgubili już łącznie ponad 350 ton tłuszczu. Jeden z jego podopiecznych – Jacek Borkowski – zrzucił 170 kilogramów.
W spodnie z czasu, kiedy ważył 264 kg i które prezentuje na wykładach motywacyjnych Konrada Gacy, mogłaby wejść cała jego rodzina. Dietetyczka Joanna Zielewska w rozmowie z "Press" mówiła wprost: "Byłam na festiwalu w Sopocie i proszę sobie wyobrazić, że wszystkie dziennikarki i gwiazdy są zakochane w Gacy. Mówią o nim ze łzami w oczach". Tak samo entuzjastycznie na jego wpisy w mediach społecznościowych reagują fanki (ponad 260 tys. fanów na Facebooku). Żywo z nim dyskutują. Chwalą jego córkę, żonę, doceniają go jako trenera i człowieka.



I podobnie, jak w przypadku Ewy Chodakowskiej, drobne rysy na jego wizerunku wcale mu nie szkodzą. Pod artykułami o nim pojawiają się krytyczne komentarze, niektórzy dietetycy wytykają mu efekt jojo i jego metody nazywają "drastycznymi". Dziennikarka i aktorka Dominika Gwit schudła z Gacą 54 kilogramy. Później przybrała 30 kilogramów. Ale i jej efekt jojo nie wpłynął na efekt Gacy. Fanki nie odpłynęły.

Polski Justin Bieber

Na warszawskim lotnisku Chopina na młodego piosenkarza Dawida Kwiatkowskiego czeka tłum fanów. "The winner is Dawid Kwiatkowski", "Daliśmy radę razem" – witają go z transparentami nastolatki. "Cieszę się, że widzimy się w Poznaniu bo dłużej tej tęsknoty nie zniosę" – wypisuje na jego profilu na Facebooku (ponad 325 tys. fanów) Weronika. Jagoda dodaje: "Mam nadzieję że dobrze się tam bawisz i to nie ostatni twój wyjazd tam, bo widać że jesteś szczęśliwy i aż mi się mordka cieszy".
"Chcemy Kwiata" – z takimi hasłami wyczekiwali na niego fani pod studiem Dwójki. Jego kariera toczy się w zawrotnym tempie, pojawia się także w reklamie – m.in. marki Garnier. Pod filmem same zachwyty: "Super reklama"; "Jesteś najlepszy". Tak samo było w przypadku "Tańca z gwiazdami". – A kiedy odpadł, to Polsat na Facebooku stracił kilka tysięcy fanów w ciągu jednej nocy. Mimo że Kwiatkowski powiedział: "odeślę wam te złotóweczki, serduszka, buziaczki", to te dziewczyny, które go kochają, były oburzone, że to spisek, bo przecież każda z nich wysłała na niego po 5 SMS-ów. Jakim cudem więc nie wygrał – opowiada socjolog Maciej Myśliwiec. Ostatnio media informowały, że Kwiatkowski organizuje dla swoich fanek obozy. Za taki wyjazd trzeba zapłacić ponad 2 tys. zł. Wylała się fala hejtu, że młody piosenkarz w ten sposób zarabia duże pieniądze. Ale szybko w obronę wzięły go fanki. Podkreślały, że Dawid prawnie nie zarabia na obozach, organizuje je na ich życzenie i z miłości do nich.

Czy poważny kryzys może zmienić postrzeganie "autorytetów" w oczach ich fanów? – Wyznawcy danej osoby zawsze będą na jej krytykę reagować w prosty sposób – mówiąc, że atakują, krytykują ją hejterzy, którzy zwyczajnie się nie znają. Jeżeli więc sami celebryci nie dadzą swoim wyznawcom powodu, by ci mogli się na nich obrazić, to do tego momentu będą przy nich – stwierdza Maciej Myśliwiec.

Napisz do autorki: daria.rozanska@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...