Minister Szyszko drogą daczę nazwał stodołą i pomylił się o kilkaset tysięcy złotych. Prokuratura nie widzi problemu

Jan Szyszko pomylił się w oświadczeniu majątkowym o setki tysięcy złotych. Prokuratura nie widzi w tym problemu i odstępuje od czynności śledczych.
Jan Szyszko pomylił się w oświadczeniu majątkowym o setki tysięcy złotych. Prokuratura nie widzi w tym problemu i odstępuje od czynności śledczych. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Kariera polityczna ministra Nowaka została złamana po tym, jak nie wpisał do zeznania podatkowego zegarka za 10 tysięcy złotych. Tymczasem minister Szyszko zaniżył wartość swojej posiadłości o setki tysięcy złotych i... nic. Prokuratura nie widzi podstaw do wszczęcia śledztwa.

Minister Jan Szyszko zdaje się sam nie wiedzieć, jak wielki zebrał majątek. W jednym zeznaniu ma kilka hektarów ziemi, w innym tysiące, a działka (zgodnie z oświadczeniem) ma bez mała powierzchnię wielkości województwa. Szyszko ma też problem z wyceną rzeczywistej wartości swojego majątku. Wartość działki i stodoły w Tucznie wyliczył na 17 tysięcy złotych. Zdaniem rzeczoznawców, nieruchomość jest warta około pół miliona złotych. Sprawę wyjątkowej stodoły opisywał "Newsweek".

Stodołę w Tucznie (woj. zachodniopomorskie) Jan Szyszko oszacował na 17 tysięcy. Tymczasem, jak napisał tygodnik "Newsweek", stodoła jest w rzeczywistości zabytkową, 300-metrową daczą, położoną na atrakcyjnej działce na terenie Pojezierza Wałecko-Myśliborskiego. Zdaniem ajentów nieruchomości z niedalekiego Wałcza czy Piły taka nieruchomość warta jest co najmniej pół miliona złotych. Czytaj więcej

źródło: "Newsweek"
Taki błąd w oświadczeniu majątkowym mógłby złamać niejedną karierę polityka. Sławomir Nowak nie wpisał zegarka za 10 tysięcy, sąd nałożył na niego grzywnę w wysokości 20 tysięcy. Później sąd apelacyjny orzekł, że poseł nie musi płacić grzywny, ale w międzyczasie Nowak poniósł inne konsekwencje – de facto odszedł z polskiej sceny politycznej.


A co z ministrem Szyszko? Wygląda na to, że może spać spokojnie. Sprawą co prawda wstępnie zajęli się śledczy z prokuratury okręgowej w Warszawie, ale nie dopatrzyli się znamion czyny zabronionego. Uznano, że "wpisanie wartości w sposób intuicyjny nie może być poczytane jako istota nieprawidłowości”. Innymi słowy każdy może się pomylić, ale to nie powód, żeby zaraz go ścigać.

źródło: "Super Express"

Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...