Denerwują cię telefony z call center? Zezłościsz się naprawdę, gdy zobaczysz, ile niektórzy potrafią tam zarobić

Pracownicy Call Center mogą zarobić nawet do 10 tys. Robią to nie zawsze uczciwie.
Pracownicy Call Center mogą zarobić nawet do 10 tys. Robią to nie zawsze uczciwie. fot. Jakub Ociepa/ Agencja Gazeta
– Ten miesiąc będzie całkiem niezły, czuję, że uda mi się osiągnąć 10 tys. złotych – mówi mi 24-letni chłopak z Warszawy, pracujący "na słuchawkach" jako sprzedawca kont na rynku Forex. Okazuje się, że taki zarobek nie jest wcale czymś niezwykłym. – Można w tym biznesie zarobić nawet więcej, ale trzeba mieć jedną cechę: być zupełnie pozbawionym skrupułów. Bo uczciwe nie zarobisz – mówi Katarzyna, była telemarketerka.

– Zasada jest prosta: masz opory natury etycznej, nie szukaj pracy na słuchawkach. Ta branża jest wykańczająca i nie można jej długo wykonywać. Ale szybko uczysz się, w jaki sposób można oszukiwać klientów, do których dzwonisz. Prawie zawsze robi się to za aprobatą szefa – mówi nam Katarzyna, która przepracował w ten sposób dwa lata.


Call center dzieli się na kilka działów. Infolinia, czyli obsługa klienta nie ma zbyt wiele wspólnego z natrętnymi sprzedawcami, którzy potrafią cierpliwie wracać z kolejnymi "superokazjami". W infolinii zarabia się mało, a praca jest ciężka i monotonna. Prawdziwa elita call center to telemarketerzy. W obu przypadkach podstawowa pensja jest niska: to około 2 tys. złotych dla początkującego pracownika, 3 tys. złotych dla osoby z doświadczeniem.
Ale dla sprawnych sprzedawców to tylko baza wyjściowa do prawdziwych kokosów. Po kilku miesiącach nieustannego dzwonienia szybko uczysz się, jak być skutecznym. I bezwzględnie żerować na klientach. Bez tej umiejętności szybko stajesz się w firmie niepotrzebny. A prowizje w wysokości 200-400 złotych na nikim nie zrobią wrażenia.

Oszukać znaczy zarobić
– Już po kilku miesiącach pracy dla jednego ze znanych banków nauczyłam się na czym to polega. Jest kilka prostych trików, żeby osiągnąć skuteczność. Przykładowo: dzwoni się do klienta, który stara się o kredyt ze swojego prywatnego telefonu (rozmowy służbowe są zawsze nagrywane). Instruuje się go, na jakie pytania musi uważać, żeby nie mieć problemu z uzyskaniem zdolności kredytowej. Na przykład, jeśli ojciec czwórki dzieci, którego żona nie pracuje, stara się o pożyczkę gotówkową, to instruuje się go, żeby ukrył fakt posiadania dzieci. Nikogo oczywiście nie obchodzi, że ten człowiek ma bardzo małe szanse spłacić kredyt w terminie. Liczy się wynik – wyjaśnia Katarzyna.
Dlaczego telemarketerzy tak chętnie obchodzą przepisy? Robią to za cichym przyzwoleniem szefów. A w skrajnych przypadkach są nawet do tego "zachęcani". – Znałam przypadki bezwzględnego mobbingu ze strony przełożonych, którzy wyznaczają normy sprzedażowe, których nie da się osiągnąć w uczciwy sposób. W biurze bardzo szybko wytwarza się niezdrowa rywalizacja, walka o premię, czy tytuł "sprzedawcy miesiąca". Sprzedawcy prześcigają się w nowych pomysłach, jak naciągnąć klienta. Robią to oczywiście dla premii, ale niejednokrotnie także ze strachu przed szefem – tłumaczy nam Katarzyna.

Pozbawiony etycznych dylematów jest za to Krzysztof, początkujący broker, sprzedający konta na rynku Forex. – Ja wiem, że trzeba roztoczyć przed klientem wizję szybkiego zarobku, który jest zazwyczaj tylko abstrakcyjny. Liczy się pierwszy kontakt i umiejętność rozmowy. Jestem w tej branży niecały rok, a kilka razy byłem już liderem miesiąca. Namawiam ludzi na wpłatę waluty i założenie konta. Później już mnie nic nie interesuje – mówi 24-letni Krzysztof, który przy "gorszych" miesiącach zarabia około 5 tys. złotych. Zazwyczaj jego zarobki kształtują się na poziomie 8-10 tys. złotych.
https://youtu.be/e7y7CDmHDgg
Gracze na rynku Forex przewidujący kurs i handlujący walutą często w krótkim czasie tracą oszczędności całego życia. Ale oczywiście namawiający na "interes życia" sprzedawcy mają zabronione przez szefa informowanie klienta o ryzykownych inwestycjach.

Rzucili muzykę dla pracy na słuchawce
Do takiej pracy nie nadaje się oczywiście każdy. Dlatego zespoły ludzi pracujących "na słuchawkach" składają się zazwyczaj ze studentów, ludzi nie mających zobowiązań, rodzin, osób nastawionych na szybki zysk. Jak możliwość szybkiego wzbogacenia się działa na wyobraźnię młodych ludzi, pokazuje ciekawa historia jednego z popularnych zespołów muzycznych.
"Najlepszy przekaz w mieście" to zespół hip-hopowy pochodzący z Mławy, który w 2012 roku zdobył popularność w programie Polsatu "Must Be The Music". Chłopaki występowali także na festiwalu Top Trendy, Eska Music Awards już w charakterze gwiazd. Zespół oficjalnie przestał istnieć. Dwójka młodych raperów: Kamil Król i Kamil Woroniecki postanowili przeprowadzić się do Warszawy i... zatrudnić w call center.

Pierwszy z nich został telemarketerem w jednej z najbardziej skutecznych firm w Polsce. Muzykę taktuje jako swoje hobby bo na słuchawkach zarabia więcej, niż kiedy musiał się dzielić gażą z kolegami z zespołu i menedżerem. Drugi z Kamilów także pracuje na słuchawkach, chociaż w baraży zbliżonej do muzyki – sprzedaje koncerty dla jednego z największych koncernów mediowych. Mając zabezpieczony byt mogą spokojnie rozwijać swoje projekty muzyczne Woro&Król czy Dembuś. Czwarty z członków zespołu imał się różnych zajęć. Ostatecznie pozostał w Mławie.

Katarzyna zamknęła ten etap w swoim życiu zawodowym, pracę sprzedawcy wspomina jako jedno z najcięższych doświadczeń. – Z pracy telemarketera w banku zrezygnowałam po dwóch latach. Zdałam sobie sprawę, że nie tylko nie mam życia prywatnego, ale cały czas muszę uważać, aby nie przekraczać granic etyki zawodowej. Kosztowało mnie to bardzo wiele nerwów, ale teraz wiem, czego nigdy nie zrobię na kierowniczym stanowisku. Mogę też uczciwie powiedzieć: jeśli masz opory w cynicznym oszukiwaniu klientów, nigdy w tej branży kariery nie zrobisz – kończy rozmowę z nami Katarzyna.

Napisz do autora: oskar.maya@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...