Oni poradzili sobie pod niemieckim butem. Jest cała lista prawicowych dziennikarzy, którzy pracowali "u Niemca"

Rafał Ziemkiewicz to jeden z wielu prawicowych dziennikarzy, którzy w przeszłości pracowali w niemieckich mediach.
Rafał Ziemkiewicz to jeden z wielu prawicowych dziennikarzy, którzy w przeszłości pracowali w niemieckich mediach. Fot. Michał Grocholski / Agencja Gazeta
Michał Karnowski, Jerzy Jachowicz, Rafał Ziemkiewicz i inni. To tylko niektórzy z polskich dziennikarzy o prawicowych poglądach, którzy w przeszłości pracowali w niemieckich mediach działających w Polsce. A właściwie w koncernie Ringier Axel Springer, który teraz jest tak zaciekle atakowany. Sprawdziliśmy, kto dokładnie zarabiał na życie w niemieckiej firmie, a teraz nie sprzeciwia się "repolonizacji" mediów.

Jednym z największych orędowników repolonizacji mediów jest wspomniany wyżej Karnowski. O jego poglądach nie trzeba nikogo przekonywać. To on założył portal wPolityce.pl, jego brat Jacek jest redaktorem naczelnym tygodnika "wSieci". Ta sama redakcja najgłośniej pisze o rzekomych "instrukcjach" dla polskich dziennikarzy ze strony szefa Ringier Axel Springer Marka Dekana. Ale nie zawsze tak było, a internet nie zapomina.

Od wczoraj hitem sieci jest tekst z 2007 roku, w którym Karnowski... bronił niemieckich mediów działających w Polsce. A konkretnie pisał o "chwytach" stosowanych wobec "ludzi pracujących dla 'Dziennika', 'Faktu' i 'Newsweeka' wydawanych przez Axel Springer Polska". I zwrócił uwagę na "uparte i haniebne podnoszenie rzekomej niemieckości obu gazet, te szokujące próby grania na nacjonalistycznej nucie, zupełnie abstrahujące od faktu, że tytuły te powstają całkowicie w Polsce, redagowane przez niezależnych redaktorów i dziennikarzy".
Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia
Jak to możliwe, że mówimy o tej samej osobie? Zapewne dlatego, że Michał Karnowski był wtedy publicystą "Dziennika" wydawanego właśnie przez niemiecki koncern. To zresztą jeden z licznych "kontaktów" Karnowskiego z niemieckim kapitałem. Od 2001 do 2006 roku pracował przecież dla "Newsweeka". Ponadto był również w "Polsce The Times". Ogółem zaliczył większość dużych "niemieckich mediów" informacyjnych w Polsce.
W podobne tony uderza Jerzy Jachowicz, obecnie publicysta "wSieci", który wtrącanie się "niemieckich mediów w wewnętrzne sprawy Polski" nazywa "skandalem". W przeszłości dziennikarz pracował m.in. w "Gazecie Wyborczej", ale również – a jakże – w "Newsweeku" i "Dzienniku".

W niemieckie media bije również Rafał Ziemkiewicz. Oczywiście były pracownik "Newsweeka". Ale niesmaku w związku z zaistniałą sytuacją nie czuje. Bo jak twierdzi, "wtedy naczelnym 'Newsweeka' był uczciwy dziennikarz". Przy okazji atakuje obecną redakcję.


Zaginiony fragment CV
Bardzo jaskrawy jest także przykład Konrada Kołodziejskiego, obecnie publicysty "wSieci" i wPolityce.pl. W nocy z niedzieli na poniedziałek na wspomnianym portalu opublikował tekst, w którym krytykuje obcy kapitał w polskich mediach. Sam w przeszłości oczywiście pracował w "Dzienniku". Teraz twierdzi, że gazeta po prostu zmieniła linię redakcyjną, bo wcześniej sprzyjała "rządzącej wówczas prawicy" i miała być "taką anty-Gazetą Wyborczą". Innymi słowy autor wprost przyznaje, że niemieckie media wcześniej były dobre, bo mógł w nich pisać krytycznie wobec Tuska. Teraz są złe.

Równie ciekawy jest sam krótki biogram dziennikarza na stronie portalu wPolityce.pl. Czytamy w nim, że Kołodziejski pracował "m.in. w 'Rzeczpospolitej', 'Dzienniku' i 'Życiu'". Czego brakuje? Niemieckiego "Faktu". W 2004 roku podjął tam pracę jako szef działu opinii. Zabrakło też "Polski The Times" wydawanej przez grupę Polska Presse, wchodzącej w skład niemieckiego koncernu Verlagsgruppe Passau.
W mediach z niemieckim kapitałem pracowali także inni polscy prawicowi dziennikarze. Stanisław Janecki, który pisze dla "wSieci", przez jakiś czas był związany z "Faktem". Andrzej Potocki z tego samego pisma udzielał się w "Newsweeku" (jak sam przekonuje, do momentu zmiany linii redakcji). Dorota Łosiewicz ("wSieci") pracowała w "Newsweeku" także. Piotr Zaremba był przez siedem lat w "Newsweeku", publikował również w "Dzienniku" i "Polsce The Times".
Głos rozsądku
Światło na rozhisteryzowanie ws. niemieckich mediów w Polsce rzuca inny polski prawicowy publicysta, Łukasz Warzecha. W przeszłości wieloletni pracownik "Faktu". I to chyba jedyny rozsądny głos w tym środowisku. Warzecha zauważył, że takie "tajne instrukcje" przychodziły także w jego czasach pracy w Ringier Axel Springer.

"Przeczytawszy o kuriozalnym liście Marka Dekana, szefa Ringier Axel Springer (...) skojarzyłem, o jaki rodzaj ‚instrukcji’ chodzi. W 'Fakcie' pracowałem dziesięć lat. W tym czasie wydawnictwo czysto niemieckie (Axel Springer) w wyniku fuzji stało się szwajcarsko-niemieckim (Ringier Axel Springer) i od tego momentu zaczął się proces sklerotycznej korporacjonizacji" – pisze Warzecha w swoim felietonie na stronie dorzeczy.pl.

I dodaje: "Jednym z jej przejawów było rozpoczęcie wysyłki przesłań od kierownictwa wydawnictwa do jego pracowników, których częścią był właśnie taki list, zawierający odpowiednią porcję nieznośnego bełkotu. Nie wiem, czy była w redakcji choć jedna osoba, która nie wywalała tego natychmiast do kosza. Ja tak robiłem, wskutek czego nie mam w swoim archiwum ani jednego takiego mejla".

I choć Warzecha uważa, że szef RASP poszedł w swoim liście, który tak rozgrzał prawicowe media, zbyt daleko, widzimy, że tak naprawdę oś konfliktu jest absurdalna. W naszych warunkach polski kapitał w mediach nie oznacza bowiem automatycznie uległego tonu wobec rządu, na co ma nadzieję PiS – bo przecież taki jest rzeczywisty cel dążenia do repolonizacji mediów. Dowodzi tego przykład choćby od zawsze polskiej "Gazety Wyborczej", która jest wyjątkowo krytyczna wobec rządu. Z drugiej strony niegdyś brytyjska "Rzeczpospolita" była przecież konserwatywna. To nie pieniądze polskie czy niemieckie robią media, tylko dziennikarze i ich przekonania.

Napisz do autora: piotr.rodzik@natemat.pl

Trwa ładowanie komentarzy...