Sen o wolności na każdą kieszeń. Rynek kamperów zmienił się: jest taniej, do dalekiej Hiszpanii trafisz... w kilka chwil

Wakacje w kamperze nie muszą być droższe, niż "tradycyjne".
Wakacje w kamperze nie muszą być droższe, niż "tradycyjne". Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta
Pragniesz zobaczyć Europę w kamperze? To żaden problem. Drogiego pojazdu nie trzeba kupować, można przecież go wynająć. Ceny są coraz przyjaźniejsze, nawet na polską kieszeń. A na dodatek wcale nie musisz się nim ciągnąć przez pół Europy w drodze nad ciepłe morze. Są w Polsce firmy, które wynajmą ci kamper tam, gdzie chcesz dotrzeć, czyli przykładowo w Hiszpanii. Do której szybko dolecisz samolotem i oszczędzisz czas.

– Robię to co chcę. W każdej chwili, mogę jechać właściwie w ciemno, bez żadnego planu – mówi mi w największym skrócie Jacek, kiedy pytam go, jaka jest największa zaleta karawaningu. Mój rozmówca razem ze znajomymi latem zeszłego roku przemierzył całe Bałkany. Mogli jechać dużym kombi i nocować w różnych miejscach, ale zdecydowali się na kamper. Właśnie dla tej wolności.



Odpoczywaj po swojemu
Taka wizja jest jednak bardzo atrakcyjna nie tylko dla niego. To w zasadzie już bardzo stara historia. Jako pierwszy ten sen przekuł w pieniądze Wally Byam. Amerykanin stworzył oryginalną przyczepę kempingową w 1927 roku. Nazwał ją Airstream, wyglądała jak aluminiowa tuba, powstała na podwoziu Forda T.

Dla Amerykanów jest tak symboliczna, że firma (o tej samej nazwie) do dzisiaj produkuje bliźniaczo podobną do oryginału przyczepę. Oczywiście odpowiednio zmodernizowaną wewnątrz.
Także i Polacy uwielbiają karawaning. To nasza przypadłość jeszcze z poprzedniej epoki, kiedy wzdychaliśmy do produkowanych w Polsce przyczep i kamperów.

Trzeba jednak pamiętać, że to nigdy nie były produkty masowe. Poza legendarną (i produkowaną do dzisiaj!) przyczepą Niewiadów N126, którą mógł ciągnąć nawet Fiat 126p, powstawały one właściwie w małych seriach bądź nie opuszczały nawet statusu prototypu. A kampery? Żaden nigdy nie wszedł do produkcji seryjnej. Ale i tak rozpalały wyobraźnię.
Tani kamper to nie twój kamper
Pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć – kamper ze względu na swoją budowę dalej jest zabawką drogą. Jeśli chcemy mieć swój i to nowy, trzeba przygotować co najmniej 200 tysięcy złotych albo i więcej. Drogie jest także ubezpieczenie. A mówimy o pojeździe, który nie będzie ciągle w ruchu. Tymczasem czasowe wyrejestrowanie auta w naszym prawie ciągle nie jest możliwe, więc koszty rosną.

Na szczęście rynek nie znosi próżni. W Polsce funkcjonuje szereg firm, w których kamper można wynająć. Wystarczy wziąć urlop, zarezerwować auto i... ruszyć w Europę. Tylko w Warszawie jest ich kilkanaście, w całej Polsce są praktycznie w każdym większym mieście. – Posiadanie kampera na własność to fanaberia. Nie ma to sensu. Ktoś, kto ma pieniądze, i tak najczęściej nie ma czasu korzystać z niego tak, żeby to się opłacało – twierdzi Bartosz Kałużny z wypożyczalni Super Camper.

Ceny zaczynają się od 300 złotych netto za dobę wynajmu, ale ta cena oczywiście rośnie w tzw. wysokim sezonie, czyli latem. Wtedy możemy zapłacić nawet dwa razy więcej. A do tego dochodzą choćby koszty paliwa. Cena dwutygodniowego wyjazdu niebezpiecznie szybko zbliża się więc do granicy dziesięciu tysięcy albo i ją przekracza.

Ale w jednym kamperze zmieści się pięć lub nawet sześć osób. I nagle cena robi się bardziej do przełknięcia. Dodatkowo nigdzie nie musimy się martwić o nocleg – przecież mamy już zapewniony. Jeśli nie możemy nocować za darmo, ceny postojów dla kamperów są symboliczne.
Na dodatek taka podróż wcale nie musi być niewygodna. Nowoczesne kampery mają w sobie wszystko – telewizję, lodówkę, kuchenkę, komfortowe łóżka i inne udogodnienia.

To nie są typowe wakacje
– To wciąż nisza – przyznaje jednak Kałużny. Ale i nie ukrywa, że popularność takiego wypoczynku powoli rośnie. W jego ocenie ma na to wpływ przede wszystkim geopolityka. – Mało ludzi jeździ do Egiptu czy Turcji, ponieważ się boją. Wyjazd hotelowy np. we Włoszech czy we Francji jest z kolei drogi. Europa zachodnia jest dla nas nadal droga. Dlatego alternatywą, również kosztową, jest kamper. Szczególnie gdy ktoś posiada liczną rodzinę, dwójkę dzieci lub więcej – dodaje.

Inny powód popularności kamperów dostrzega Bartosz Wojtasik z Campery Basik. – Polacy mają trochę doświadczeń z karawaningiem w postaci namiotów, małych przyczep i domków nad jeziorem z czasów komuny. Lubimy to. A że zdolność finansowa się podniosła, to i chętniej korzystamy – zwraca uwagę.

To jednak przede wszystkim propozycja dla aktywnych, którzy nie chcą spędzić dwóch tygodni przy hotelowym basenie. Wyjazdy all inclusive to wciąż najpopularniejszy sposób Kowalskich na zagraniczne wakacje
Bartosz Kałużny

To inna forma wypoczynku. Nie każdy wytrzyma dwa tygodnie w hotelu, niektórzy lubią zmieniać otoczenie, chcą uprawiać sport, zabrać ze sobą rowery. W samolocie tak się nie da.

Kałużny przyznaje, że Polacy najchętniej jeżdżą na południe – do Chorwacji, do Włoch. – W Chorwacji te miejsca kempingowe mają potężną zaletę. Są w pierwszej linii brzegowej do wody. Często wystarczy wyjść z samochodu i jest się już w wodzie – tłumaczy.

Z drugiej strony Polacy chętnie jeżdżą także do Skandynawii. Powód? Na dłuższą metę tak jest jednak taniej. Skandynawia jest bardzo droga, a hotele nie są wyjątkiem w tej kwestii. I jeździmy przede wszystkim wtedy, kiedy jest najdrożej, czyli latem. Ale i to zaczyna się odwracać.

Najpierw samolot, później na cztery kółka z sypialnią
Najnowszym hitem na rynku jest wynajem kamperów już u celu podróży. Jest w Polsce kilka firm, które wynajmują kampery w Hiszpanii. Samochody są tam "zbazowane" poza wysokim sezonem, kiedy u nas najczęściej bezcelowo stałyby na parkingu. Tymczasem południe Hiszpanii to miejsce, gdzie panują komfortowe temperatury do zwiedzania nawet zimą.

Dlaczego akurat tam? Bo Hiszpania jest naprawdę daleko – a zwłaszcza jej południe. Z Warszawy do Malagi jest prawie 3,5 tysiąca kilometrów. Co najmniej 30 godzin ciągłej jazdy normalnym autem, które rozpędza duże prędkości na autostradach. A kampery jeżdżą wolniej – komfortowa prędkość to mniej więcej 100 kilometrów na godzinę. Dalej już nie jest tak przyjemnie.
W praktyce to kilka zmarnowanych dni. Na dodatek po drodze ciężko coś zobaczyć, bo trasę pokonuje się monotonnymi autostradami – i to często płatnymi.

– Odległość z Warszawy nawet do Walencji, nie mówiąc o Maladze, jest tak ogromna, że taka podróż zajmie 5-6 dni. Bo to nie jest osobówka. W efekcie 4,5 tysiąca złotych (na tę sumę składają się koszt wynajmu, paliwa i opłaty drogowe – red.) to sam koszt dojazdu. A na miejscu jest pan megazmęczony, a tu jeszcze trzeba zwiedzać. Trzeba mieć co najmniej tydzień, żeby cokolwiek znowu liznąć. A potem powrót. Kolejne dni i kolejne tysiące złotych – tłumaczy Wojtasik. Jego firma jest jedną z kilku w Polsce, które mają w ofercie wynajem kamperów w Hiszpanii. Sam wpadł na ten pomysł w trakcie rozmowy ze wspólnikiem. A o czym rozmawiał? Że wielokrotnie wybierał się kamperem do Hiszpanii, ale nigdy nie ruszył, bo kalkulował sobie, że to potrwa zbyt długo.
Bartosz Wojtasik

Przez tyle lat w biznesie miałem tylko jednego klienta, który wziął kamper z Polski do Portugalii i Hiszpanii. Zajęło mu to 23 dni.

Samolotem jest po prostu znacznie szybciej i za ułamek tej kwoty. A co z ideą karawaningu, z tą podróżą i wolnością? – Z tej podróży zostaje sama śmietanka – uważa Wojtasik.

Napisz do autora: piotr.rodzik@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...