Gdzie kończy się wielka polityka, umierają teatry. PO dopuści do likwidacji znanej warszawskiej sceny?

Aldona Machowska i Adam Sajnuk, szefowie Teatru WARSawy przed siedzibą swojego „dziecka”
Aldona Machowska i Adam Sajnuk, szefowie Teatru WARSawy przed siedzibą swojego „dziecka” Jacek Marczewski / Agencja Gazeta
Teatr WARSawy, który od lat działa w budynku po dawnym kinie Wars przy rynku Nowego Miasta w Warszawie, już za kilka dni może zniknąć z kulturalnej mapy stolicy. Rada Warszawy, zdominowana przez Platformę Obywatelską, zdaje się nie widzieć problemu, od lat torpedując starania Ratusza i prywatnego właściciela o rozwiązanie problemów lokalowych jednego z najlepszych teatrów stolicy.

Mijają trzy miesiące od koncertu w obronie Teatru WARSawy. Artyści próbowali w ten sposób wyrazić swój sprzeciw wobec sytuacji, w jakiej znalazł się teatr. A ta jest nie do pozazdroszczenia. – Adam Sajnuk, dyrektor WARSawy, jest jak Drzymała ze swoim wozem – mówi aktor Rafał Rutkowski. Lokal, w którym gra zespół Sajnuka, należy do prywatnego właściciela, który w każdej chwili może wypowiedzieć umowę najmu.
Miasto po wielu latach negocjacji porozumiało się z prywatnym właścicielem działki przy rynku Nowego Miasta w sprawie zamiany nieruchomości. Firma Serenus miała dostać w zamian za dawne kino Wars nieruchomość u zbiegu ulic Długiej i Bohaterów Getta. Ratusz podpisał porozumienie z właścicielem nieruchomości, ale sprawa utknęła w Radzie Miasta. Radni nie chcą się zgodzić na zamianę, od pewnego czasu nawet nie podają żadnych racjonalnych powodów. Nie, bo nie.

Pisma, aneksy, brak konkretów
Sprawę dokładnie opisywaliśmy miesiąc temu. Sytuacja zmieniła się o tyle, że dokładnie za tydzień mija termin ważności aneksu do umowy o zamianie gruntów między firmą Serenus a Ratuszem Warszawy. Kilka dni temu przedstawiciele właściciela wystosowali pismo z propozycją kolejnego aneksu, wciąż czekają na odpowiedź.

– My cały czas podtrzymujemy swoje stanowisko – oddajemy działkę na Nowym Mieście wraz z budynkiem w zamian za działkę przy ulicy Długiej i dopłacamy wyliczoną przez miasto kwotę – mówi Monika Sarnecka, przedstawiciel Serenusa. Jednocześnie przyznaje, że sytuacja jest dla jej firmy wysoc”e niekomfortowa. – Miasto ma teatr, którym może się pochwalić, a który gra na terenie prywatnej nieruchomości, do której miasto nie musi dopłacać – twierdzi Sarnecka. Wszyscy obeznani z tematem Teatru WARSawy podkreślają, że scena istnieje właściwie tylko dzięki dobrej woli właściciela nieruchomości, który jak do tej pory nie zdecydował się wypowiedzieć umowy najmu.
– Brak realizacji porozumienia, na które czekamy tyle lat, spowoduje utratę siedziby przez Teatr WARSawy – mówi Sarnecka. – To byłaby niepowetowana strata dla warszawiaków – przyznaje Rutkowski. On sam występuje na deskach teatru gościnnie, gdy na Nowym Mieście gra jego Teatr Montownia. To kolejny teatr bezdomny w Warszawie. Pojawiła się kiedyś koncepcja, by w dawnym kinie Wars stworzyć miejsce, które właśnie takie zespoły jak na przykład Montownia będzie mogło przygarnąć.

WARSawa to także miejsce, gdzie występuje zespół „Pożar w burdelu”. Michał Walczak, jeden z inicjatorów grupy, przyznaje, że bardzo liczy na to, iż WARSawa z mapy kulturalnej stolicy nie zniknie. – To miejsce ma w sobie tyle pozytywnej energii, że byłoby wielką szkodą, gdyby je zamknięto. Tu jest kawał historii, ale jest tu też miejsce na nowoczesność. Na Starówce nie ma więcej takich miejsc, jeśli WARSawa zniknie, to Stare Miasto będzie już wyłącznie deptakiem dla turystów – twierdzi Walczak.

Polityka wkracza na scenę
Ciekawie wygląda kontekst polityczny całej tej sprawy. Media od miesięcy opisują, jak to Prawo i Sprawiedliwość niszczy niezależną sztukę w Polsce. Głośno jest ostatnio o teatrze Powszechnym i słynnym już na całą Polskę przedstawieniu „Klątwa”, które bardzo nie podoba się ludziom związanym z kościołem i partią rządzącą. Opisywaliśmy też konflikt we Wrocławiu, gdzie toczy się regularna wojna między aktorami Teatru Polskiego a kierownictwem teatru, które objęło swoją funkcję niejako z nadania politycznego.
Platforma Obywatelska to dziś główna partia opozycyjna w Polsce. Prawem opozycji jest podgryzanie rządzących i kopanie po kostkach wszędzie tam, gdzie można coś ugrać politycznie. Tak się dzieje w przypadku dewastacji przyrody – gdy minister Szyszko zezwala na wycinkę drzew, to politycy Platformy je sadzą. Podobnie rzecz się ma w przypadku Teatru Polskiego we Wrocławiu, gdzie w obronę niezależności aktorów zaangażowali się politycy PO.

Niestety w Warszawie to nie działa. W stolicy toczy się swoista wojna podjazdowa między urzędem miasta, zdominowanym przez PO, a Radą Miasta, zdominowaną… także przez PO. To właśnie radni Platformy Obywatelskiej blokują zamianę nieruchomości między Serenusem a Ratuszem. Nasi informatorzy wskazują, że stoi za tym grupa mało liczących się radnych, którzy chcą udowodnić, jak wiele od nich zależy. Mała koteria, która torpeduje plany miasta.

Jakkolwiek by było, warszawscy radni Platformy dowodzą, że walka o kulturę i wolność to jedynie slogan, przynajmniej w stolicy. Nasi rozmówcy podkreślają, że w dzisiejszych czasach, zdominowanych przez Prawo i Sprawiedliwość, teatry takie jak scena Adama Sajnuka to ostoja normalności. To miejsce, gdzie wciąż jeszcze liczy się wolność wypowiedzi, gdzie nikt nie knebluje artystów, jak to się dzieje na przykład w Telewizji Publicznej, w której prezes Jacek Kurski wystawia wilczy bilet aktorce, ponieważ ośmieliła się zagrać w „Klątwie”.

Deklaracje nie wystarczą
Prawo i Sprawiedliwość krok po kroku zamienia media publiczne w tubę propagandową rządu. „Wiadomości” z dnia na dzień coraz bardziej przypominają Dziennik Telewizyjny z ponurych czasów „polskiej drogi do socjalizmu”. Politycy Platformy Obywatelskiej powinni za wszelką cenę walczyć o to, żeby zachować niezależność artystów. Nie robią tego. Co z tego, że Teatr WARSawy dostał od miasta dotację w wysokości 3 mln złotych, jeśli za tydzień nie będzie miał gdzie występować?
– Osobiście mam nadzieję, że Teatr WARSawy pozostanie na swoim miejscu – twierdzi poseł Małgorzata Kidawa-Błońska. – Takie miejsce jak ta scena jest bardzo potrzebne i osobiście nie wyobrażam sobie, żeby do tej wymiany gruntów nie doszło. Ale to radni podejmują decyzje, odpowiadają potem za nie – dodaje poseł, odpowiedzialna w Platformie Obywatelskiej za sprawy związane z kulturą.

Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...