Czy sroki bywają w żałobie, a wilki się przyjaźnią? Autor „Sekretnego życia drzew” wziął na warsztat duchowość zwierząt

Płomykówka zwyczajna 123rf zdjęcie seryjne / Anan Kaewkhammul
W spojrzeniu psa przyłapanego na tym, jak porywa ze stołu udko kurczaka widzimy skruchę, a w zamiłowaniu kota do dzielenia z nami jednej poduszki, dopatrujemy się oznak miłości. Czy zwierzęta czują i myślą znacznie więcej niż przypuszczamy? A może urocze kotki i szczeniaczki są tylko pozbawionymi samoświadomości automatami z zaprogramowanymi przez ewolucję pakietami zachowań?

Nad tymi kwestiami zastanawia się w książce „Duchowe życie zwierząt”, która niebawem trafi na półki polskich księgarni, Peter Wohlleben. Niemiecki leśnik, na co dzień żyjący w leśniczówce w sercu Nadrenii, w zeszłym roku trafił niespodziewanie na listę bestsellerów „New York Timesa”. Wszystko za sprawą publikacji, w której w porywający sposób opisywał drzewa jako istoty zdolne do komunikacji czy współzawodnictwa.



Pasją Wohllena od dziecka był szeroko pojęty świat przyrody, jako nastolatek hodował kurczaka, którego samodzielnie wysiedział z jaja. Niemiec łączy wyniki badań z osobistymi doświadczeniami, żeby spróbować odpowiedzieć na pytanie, czy zwierzęta mają duszę, rozumianą tu nie jako nieśmiertelną cząstkę, ale raczej całość uczuć, doznań i myśli danej istoty. Po drodze przygląda się utartym schematom, w które bezwiednie wpadamy, kiedy myślimy o zwierzętach i ich zdolnościach percepcji.

Słodkie wiewióreczki

Nic dziwnego, że przypisywanie ludzkich intencji i emocji domowym pupilom przychodzi nam tak łatwo. Tej sztuki od dziecka uczą nas bajki zaludniane przez gadające psy, króliki i kucyki. Jednak do naszego instynktu opiekuńczego przemawiają, a w efekcie budzą też sympatię, nie tylko gatunki udomowione, ale i dzikie, o ile spełniają określone kanony wyglądu. W stosunku do zwierząt wychodzi z nas często tłumiona, gdy chodzi o ludzi, powierzchowność. W cenie są szczególnie miękkie futerka i duże oczy.

Zachwycamy się poświęceniem wiewiórek chwiejących się pod ciężarem potomstwa ciasno okręconego wokół szyi matki. Pewien dysonans może stanowić tu jednak fakt, że te nadrzewne gryzonie chętnie pożywiają się ptasimi pisklętami. W końcu ptaki też należą do zwierząt powszechnie lubianych. O ile spójniejsza byłaby wizja w której wiewiórka zjada od czasu do czasu węże lub włochate pająki. Słodka mała przytulanka pożywiająca się parszywymi potworami to kandydatka na superbohaterkę. Tyle że młode węże i pająki, podobnie jak ptaki, są elementem ekosystemu i czyimiś dziećmi.

Z kolei dla kleszczy umierających z przemęczenia po wydaniu na świat potomstwa mamy zarezerwowane tylko obrzydzenie. Gdyby to wspomniane już wiewiórki konały wraz z powołaniem do życia kolejnego pokolenia puchatych kulek, najpewniej płakalibyśmy ze wzruszenia na sam ich widok. Wohlleben przekonuje, że w świecie zwierząt nie ma dobra i zła, a nasze ludzkie podziały są zupełnie nieuprawnione. Przyznaje jednak, że trudno wyzbyć się znanych kategorii, wspominając jak rzucił się na pomoc szpaczemu pisklęciu wyciągniętemu z gniazda przez srokę. Dopiero po chwili skonstatował, że nie powinien ingerować w tak arbitralny sposób w świat zwierząt. Ocalenie młodego szpaka było być może równorzędne ze śmiercią sroczych dzieci, dla których pożywienie usiłowała zdobyć odgoniona przez niego matka.

Nieludzkie instynkty

Wszyscy miłośnicy zwierząt z pewnością zetknęli się kiedyś w dyskusji z argumentem, że uczucia ludzkie i zwierzęce są nieporównywalne, bowiem zwierzętami rządzą instynkty. Świadomość nie jest jednak sine qua non odczuwania. Strach, smutek czy radość leżą w wielu przypadkach w gestii nieświadomości.

Wohlleben powołuje się na badanie przeprowadzone w Instytucie im. Maxa Plancka w Lipsku, w którym mózgi osób podejmujących decyzje poprzez przyciśnięcie odpowiedniego przycisku były poddawane rezonansowi magnetycznemu. Według obrazu czynności mózgu, decyzja który z klawiszy nacisnąć, była już podjęta, kiedy badana osoba na poziomie świadomym jeszcze się nad tym zastanawiała. Można więc założyć, że podobnie jak zwierzętami często rządzą nami instynkty, świadomość zaś służy jedynie do wysnucia pozornie racjonalnego wytłumaczenia podjętych już działań.

Za przeżywanie uczuć takich jak strach, rozkosz czy smutek odpowiada u człowieka układ limbiczny, który nie jest bynajmniej nowym nabytkiem w procesie ewolucji. Taką strukturę dzielimy między innymi ze świniami, krowami, psami, końmi i wieloma innymi zwierzętami. Zakładanie, że istnieje tylko jeden, poprawny bo ludzki, sposób na przeżywanie uczuć jest w wielu przypadkach po prostu plasterkiem naklejanym zapobiegliwie w miejscu przewidywanego wyrzutu sumienia. Fakt, że jakiś odruch jest bezwarunkowy nie znaczy, że nie wiąże się z realnym odczuwaniem bólu, strachu czy miłości. Kiedy odsuwamy gwałtownie dłoń od nagrzanego garnka, nie robimy tego świadomie, co nie znaczy, że nie odczuwamy bólu. Podobnie kobieta w trakcie porodu zalewana oksytocyną zaczyna odczuwać silną miłość do niemowlęcia.

Supersuperpig

Jeśli chodzi o przypisywanie zwierzętom negatywnych cech w peletonie są niewątpliwie świnie. Trudno się zresztą dziwić, nikt nie chciałby mieć na talerzu istoty postrzeganej jako inteligentna i sympatyczna. Umazane błotem ospałe tłuściochy pożerające własne dzieci, to o wiele bezpieczniejsza dla sumienia wizja.

Kto był choć raz w chlewni zapamięta panujący tam zapach do końca życia. Odór nie jest jednak winą mieszkańców. W naturalnym środowisku świnie to zwierzęta nad wyraz schludne, dbające o wygodę swoich legowisk i załatwiające się z dala od nich. Z kolei taplanie się w błocie, charakterystyczne zarówno dla dzików jak i świń domowych, to nic innego jak zabieg higieniczny. Zasychające na skórze i zdrapywane poprzez ocieranie się błoto pozwala pozbyć się zgromadzonych na skórze jaj robaków i martwych włosów.

Wohlleben opowiada historię hodowanej na Wydziale Weterynarii w Wiedniu maciory, która uczyła swoje dzieci wielu czynności. Pokazywała im jak budować gniazda ze słomy i utrzymywać w nich porządek, a na starość zajmowała się swoimi córkami w połogu w bardzo ludzki sposób. Świnie reagują też na nadane imiona i należy tu wykluczyć możliwość interpretacji dźwięku jako komendy przyzywającej.

W instytucie im. Fredricha Loefflera w Saksonii usiłowano rozwiązać problemy z karmieniem, które wystąpiły po modernizacji chlewni. Kiedy koryta zostały zastąpione nowoczesnymi dystrybutorami, okazało się, że nie każde zwierze ma miejsce, żeby jeść jednocześnie z kolegami. Świnie ustawiały się w kolejce do dystrybutora, co, podobnie jak w świecie ludzi doprowadza do awantur. Naukowcy w ramach eksperymentu nadali prosiętom imiona i nauczyli reagować na nie. Okazało się, że młode świnki najlepiej przyswajają te trzysylabowe żeńskie (jak Brunhilda), a także, że jeśli są wzywane do dystrybutora pojedynczo zachowują spokój – posila się tylko świnia, która usłyszała swoje imię, a reszta zajmuje się grzecznie swoimi sprawami.

Saksońskie świnie nie są żadnym ewenementem, dalsze badania pokazały, że aż 90 proc. świń jest w stanie zapamiętać własne imiona. Do badania tego, czy u danego osobnika występuje samoświadomość, czyli idea siebie samego jako odrębnego bytu używa się w psychologii tzw. testu lustra. Polega on na narysowaniu na ciele badanego kropki, która pozwala na stwierdzenie czy rozpoznaje się on we własnym odbiciu czy uważa je raczej za innego przedstawiciela gatunku.

Szympansy poddawane badaniu w latach 70. gorączkowo usiłowały zmyć farbę. Test przeszły także delifny, słonie, ptaki z grupy krukowatych, inne oprócz szympansów naczelne, ludzkie dziecko (jednak dopiero w okolicy 18 miesiąca) i świnie. Ciężko zachować przy takim stanie badań obojętność w stosunku do zwierząt, które są znacznie inteligentniejsze niż nasze domowe czworonogi.

Sekrety i kłamstwa

W świecie zwierząt na porządku dziennym są drobne machlojki. Cel? Rzecz jasna korzyść własna. Niewinnie wyglądające sikorki bogatki ostrzegają się przed niebezpieczeństwem, jakie stanowi dla nich krogulec, specjalnym sygnałem dźwiękowym, który pozwala reszcie w porę się schronić. Jeśli jednak bogatka o cwanym usposobieniu dojrzy wyjątkowo atrakcyjny pokarm, albo małą ilość pożywienia, zdarza się, że wydaje fałszywy sygnał ostrzegawczy. Siostry odciągnięte, a cwaniara może w spokoju najeść się do woli.

Kruki z kolei mają zwyczaj chowania smacznych kąsków na później, najczęściej po prostu zakopując zdobycze w ziemi. Jeśli jednak dostrzegą, że są obserwowane, i to nawet przez kogoś tak niezainteresowanego dorodnymi żołędziami jak człowiek, zaczynają taniec zmyłek. Kopią kilka, a czasem nawet kilkanaście innych dołków i tak manewrują zdobyczą, że ciężko orzec gdzie w końcu ląduje skarb.

Częstym powodem oszustwa jest, podobnie jak w świecie ludzi, chęć skoku w bok. Srocze pary często wiążą się ze sobą na całe życie i anektują dla siebie rewir, którego bronią przed innymi przedstawicielami swojego gatunku. Jednak po okresie lęgu uczucie pana sroki nieco słabnie. Kiedy partnerka jest w pobliżu, będzie on z całym przekonaniem odganiał od gniazda inne sroki, jednak kiedy złoży się tak, że samiczka jego serca akurat opuści rewir, zamiast płoszyć wizytatorkę zacznie się do niej zalecać.

W kwestii wierności oszukują także niedźwiedzice, jak się jednak okazuje nie robią tego dla przyjemności. Ponieważ samice są niechętne do zbliżeń, jeśli mają u boku dzieci z poprzedniego miotu, czasem zdarza się, że panowie niedźwiedzie zabijają ich młode. Na terenach, na których ginie w ten sposób wiele niedźwiadków samice zapobiegliwie kopulują z wszystkimi samcami, tym samym zabezpieczając swoje przyszłe potomstwo przed tym dyktowanym pożądaniem okrucieństwem.

Sprawiedliwi i w żałobie

Jakkolwiek świadczą o rozwiniętej inteligencji, kłamstwa nie są szczególnie poważane w świecie ludzi. Jednak świat zwierząt obfituje także w przykłady cnót i uczuć subtelnych. Przykładem może być choćby żałoba. Szczególnie boleśnie przeżywają ją łanie, których więź ze źrebięciem jest na tyle silna, że nie sposób jej zniszczyć w kilka sekund. Po śmierci dziecka, czy to z ręki myśliwego czy leśnego drapieżnika, sarna spędza jakiś czas nad ciałem, zanim postanawia odejść w swoją stronę.

Mimo że zdaje sobie sprawę ze śmierci potomka, przez najbliższe dni będzie wracała w miejsce jego śmierci i żałobnie go nawoływała. Zresztą partnerzy saren mają też osobliwe zwyczaje – na starość dziwaczeją i nie chcą przebywać ze stadem, którym tradycyjnie przewodzą starsze doświadczeniem łanie. Stają się samotnikami i tolerują od czasu do czasu jedynie obecność młodszych samców zwanych na poły żartobliwie „adiutantami”.

Niektóre zwierzęta mają też silnie wykształcone poczucie sprawiedliwości. Nie szukając daleko, już psy rozróżniają nieczyste zagrywki i nie mają zamiaru ich tolerować. Na Uniwersytecie Wiedeńskim przeprowadzono doświadczenie, w którym parze psów były wydawane komendy, a po każdej z nich badacz nagradzał je kawałkiem kiełbasy, chleba lub wstrzymywał się z nagrodą. Jeśli psy traktowane były sprawiedliwie, chciały kontynuować zabawę nawet bez żadnej gratyfikacji. Natomiast kiedy jeden z nich zaczął był faworyzowany i za wykonanie polecenia dostawał nagrodę, kiedy drugi mógł obejść się smakiem, pokrzywdzony przestawał współpracować z badaczami.

Podobnie wyczulone na oszustwo są kruki. Ptaki poddano badaniu podczas którego musiały współpracować przy ciągnięciu sznurka w celu zdobycia jedzenia. Jednak kiedy kawałek sera znalazł się już w zasięgu dzioba, każdy z ptaków miał możliwość zagarnięcia dla siebie doli partnera. Z krukami-oszustami, które połasiły się na nieswoją część nagrody, inne ptaki w przyszłości nie chciały współpracować.

Do repertuaru uznawanych za jedynie ludzkie zachowań należy też niewątpliwie wstyd. Wohllen opowiada o klacz, która łapczywie rzucała się na jedzenie nie czekając aż zostanie jej podane lub wściekle galopowała po polu nie reagująca na komendy. Kiedy zostawała potem upominana w towarzystwie wyżej stojącego w hierarchii konia, zaczynała wstydliwie opuszczać głowę, ziewać i oglądać swoje kopyta. Z kolei napominana z dala od seniora stada nic nie robiła sobie z uwag.
Nie da się jednoznacznie dowieść czy zwierzęta czują wdzięczność czy miłość tak samo, jak my. Ale z drugiej strony nie wiemy nawet czy inny człowiek odczuwa świat w sposób analogiczny do nas. I nie chodzi tu tylko o wrażenia, które da się opowiedzieć, ale choćby o percepcję fizyczną. Kiedy wejdziemy w pokrzywy dla jednych będzie to ból skłaniający do krzyku, a inni ledwo co poczują.

Dlaczego w sytuacji w której nie da się udowodnić, że zwierzęta czują i myślą ,bardziej skorzy jesteśmy do przyjęcia, że to nieprawda? Czy nie byłoby lepiej wnioskować na korzyść „oskarżonego”? Z punktu widzenia biologii też jesteśmy zwierzętami, a gdyby przeegzaminować naszą przydatność światu przyrody, mogłoby się okazać, że jako gatunek mamy mniej sensu niż bielinek kapustnik.


Napisz do autorki: helena.lygas@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...