Nie zwalaj wszystkiego na Hashimoto i insulinooporność. Każdy, jeśli chce, może schudnąć

To nieprawda, że tylko zdrowi mogą być aktywni fizycznie i skutecznie walczyć z nadwagą.
To nieprawda, że tylko zdrowi mogą być aktywni fizycznie i skutecznie walczyć z nadwagą. Fot. Kamila Kubat / Agencja Gazeta
Na forach internetowych, grupach facebookowych często możemy przeczytać, że mając tą, czy inna chorobę nawet nie warto myśleć o odchudzaniu, ćwiczeniach i zmianie nawyków żywieniowych. Masz chorobę Hashimoto, insulinooporność, niedoczynność tarczycy, chory kręgosłup, problemy z biodrami? Zapomnij, nie schudniesz. Musisz pokochać się takim, jakim jesteś. Nie wierzcie w to.

Może nie zawsze siłownia czy bieganie zrobi z nas modelkę lub modela, ale zawsze warto powalczyć o lepszy wygląd i samopoczucie, tym bardziej jeśli zdrowie nam szwankuje.



Uwierzyła, a to nie była prawda
Anna Dąbrowska przeczytała, że przy insulinooporności, mimo odchudzania, waga może stanąć w pewnym momencie i więcej nie da się schudnąć. Ludzie z insulinoopornością chudną tylko trochę, więcej się nie da, jeśli nawet ma się dużą nadwagę. Uwierzyła, że to prawda i prawie pogodziła się z tym, że nie będzie już szczupła. W końcu to nie jej wina, że ma insulinooporność i astmę.

Zarówno o insulinooporności, jak i o astmie, nasza rozmówczyni dowiedziała się jakieś dwa lata temu. Ważyła wtedy prawie 100 kg i stwierdziła, że trzeba się przebadać, bo może przyczyną coraz większej nadwagi nie jest jedynie brak ruchu i folgowanie sobie z jedzeniem. Insulinooporność rzeczywiście sprzyja nadwadze, ale jak się okazało, nie jest jednak przeszkodą w zrzuceniu nadmiaru kilogramów.
Anna Dąbrowska

Najpierw zaczęłam chudnąć z powodu astmy. Zwyczajnie nie wszystko mogłam jeść. Waga spadła, więc postanowiłam pójść za ciosem. Koleżanka w pracy od tygodnia mówiła, że mogłybyśmy pójść na jakiś fitness, zobaczyć, może będzie fajnie. No więc poszłyśmy. Najpierw na pilates, później na zumbę. Potem koleżanka straciła zapał, a ja wprost przeciwnie, zaczęłam chodzić na ćwiczenia przez 5 dni w tygodniu. Bardzo mi się spodobało. Ta moja miłość do aktywności fizycznej trwa już rok i dzięki niej zgubiłam 30 kg.

Na pewno nie bez znaczenia był fakt, że zajęcia w klubie fitness, do którego chodzi, prowadzi trener z prawdziwego zdarzenia - Kamil Duklanowski, który – mimo że nie były to zajęcia treningu personalnego – służył Ani zawsze radą i pomocą.

– Nie płaciłam za to dodatkowo, a on poświęcił mi naprawdę dużo czasu. Czasami, kiedy na dane zajęcia nie było wielu chętnych, to dla mnie praktycznie był to trening personalny – opowiada Ania.

Oczywiście sama aktywność fizyczna nie dałaby tak dobrych rezultatów w redukcji wagi u Ani.

– Ograniczyłam jedzenie. Przy insulinooporności powinno się jeść nie więcej niż 3-4 posiłki dziennie, dlatego pilnowałam się, żeby nie podjadać.

Insulinooporność to jedno, ale pytam Anię o astmę. Przecież wielu mówi, że wysiłek fizyczny i ta choroba nie idą w parze.

Moja rozmówczyni śmieje się i mówi, że właśnie jak ćwiczy, to astma przestaje jej dokuczać. Zwyczajnie, dzięki aktywności fizycznej poprawiła jej się wydolność płuc. – Właśnie zaczęłam treningi biegowe – wyjaśnia Ania.
Nie uda się, na pewno się nie uda
Kolejną osoba, która nie posłuchała, i nie uwierzyła, że "się nie da", jest Monika.

– Dostawałam sprzeczne komunikaty. Z jednej strony wszyscy mówili: jak masz chorobę Hashimoto to tyjesz od samego patrzenia na bułkę. Nie można schudnąć. Z drugiej strony ortopeda był bezlitosny: jeśli nie zrzuci pani 15-20 kg, to w najlepszym przypadku proszę się przygotować na chodzenie o kuli, a tak naprawdę brać pod uwagę operację biodra w przeciągu kilku lat.

Hashimoto to choroba przebiegająca z niedoczynnością tarczycy. Rzeczywiście powoduje zwolnienie metabolizmu i skłonność do tycia większą niż u zdrowego człowieka. Kolejne schorzenie dotyczy bioder, a dokładnie niedorozwoju panewek biodrowych, co w skrócie powoduje m.in. utykanie, zmniejszone możliwości ruchowe, a czasami nawet dolegliwości bólowe. Monika nie jest staruszką, jest ledwo po trzydziestce, problemy z biodrami ma od urodzenia. No i na koniec tej chorobowej litanii trzeba jeszcze dodać depresję, która występuje często przy wspomnianej wcześniej chorobie Hashimoto.
Monika

Czułam się jak w potrzasku. Przez ostatnich kilka lat uważałam, że tak musi być, że nie uda mi się schudnąć, mam przecież chorobę Hashimoto. Wmawiałam sobie, że duże jest piękne, a ludzie mają przecież różne zalety i moją akurat nie jest szczupła sylwetka. Poza tym partner mnie akceptuje, mówi że jestem piękna. I tak pewnie by to wszystko trwało do dziś, gdyby nie komunikat ortopedy. Boję się wstawiania endoprotezy stawu biodrowego. Bliska mi osoba przeszła takie operacje obu bioder. U siebie chcę przynajmniej odwlec to w czasie. Jeśli to nieuniknione, to chcę mieć endoprotezę stawu biodrowego jako siedemdziesięciolatka, nie trzydziestolatka.

Koniec z kanapą
Dlatego po raz pierwszy zdecydowała, że koniec z siedzeniem na przysłowiowej kanapie. Od 10 lutego chodzi na zajęcia w klubie fitness.

– Nie na wszystkie zajęcia mogę chodzić, nie na wszystkich sprzętach ćwiczyć na siłowni. Nie rzuciłam się też na głęboka wodę. Chodzę na bieżni przez 45 minut albo trenuję na rowerku poziomym. Zumba też jest ok. Nie robię nic na siłę. Daję sobie w kość, ale w umiarkowanym stopniu – zapewnia Monika.

Mimo że jej przygoda z aktywnością fizyczną trwa ok. dwa miesiące, nie wyobraża sobie powrotu "na kanapę".

– Mam więcej energii, nawet łatwiej znoszę niewyspanie. Jeśli 2-3 dni nie pójdę na zajęcia, to bardzo mi tego brakuje. Zresztą powoli zmienia się mój wygląd. Mam mniej centymetrów w talii, szczuplejsze nogi, na których w końcu zaczynają zarysowywać się mięśnie – mówi z zadowoleniem.

Jednak na początku miała dużo wątpliwości. W klubie fitness nie brakuje pań i panów, którzy wyglądają, jakby zeszli do nas z okładki kolorowego pisma, a człowiek, który "wstaje z kanapy", nie wygląda najlepiej – tam fałdka, tu tłuszczyk. Nie da się tego ukryć.

– Niepotrzebnie się tym przejmowałam. Tam nikt na nikogo nie zwraca uwagi, wszyscy patrzą głównie na siebie i na swoje ciało. Jest dużo osób i te osoby naprawdę różnie wyglądają. Czasami widzę nawet osoby niepełnosprawne ruchowo. To jest fajne, że każdy może przyjść i nie musi się stresować swoim wyglądem – uważa Monika.

Oczywiście ona, tak samo jak Ania, nie poprzestaje na aktywności fizycznej. Zapewnia, że nie prowadzi żadnej katorżniczej diety, a jedynie zaczęła zdrowo jeść. Choć przyznaje, że ideałem nie jest i jak każdemu zdarzają jej się grzechy "jedzeniowe".

Dwa miesiące to początek drogi, ale patrząc na determinację Moniki to nic, nawet choroba Hashimoto, nie jest w stanie stanąć jej na przeszkodzie w zrzuceniu zbędnych kilogramów.

Leżysz w szpitalu pod tlenem – to jest przeciwwskazanie
– Aktywność fizyczna zawsze ma sens. Z jednej strony pomaga w walce z nadwagą, z drugiej powoduje, że jesteśmy w dobrej kondycji fizycznej. Wpływa też zbawiennie na psychikę i ruchomość naszych stawów. Tak naprawdę przeciwwskazaniem do jakiejkolwiek aktywności fizycznej jest moim zdaniem np. ostry zawał mięśnia sercowego lub ostra duszność astmatyczna, kiedy leżymy w szpitalu pod tlenem – mówi naTemat dr Bożena Janicka, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia, lekarz rodzinny i pediatra.

Przy chorobie Hashimoto jej zdaniem ruch jest błogosławieństwem, zresztą bardzo dobrze wpływa na wiele chorób przewlekłych.
Dr Bożena Janicka
Prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia, lekarz rodzinny i pediatra

Dobrze prowadzone przez lekarza Hashimoto ma "normalne rozmiary". Przy prawidłowym poziomie TSH nadwaga jest wynikiem złego odżywiania i braku ruchu, a nie choroby. To jest mit, próba usprawiedliwiania się. Da się schudnąć, mimo skłonności do tycia, trzeba tylko chcieć.

Dodaje, że powinniśmy również nauczyć się liczyć kalorie i pamiętać, że zjedzenie czegokolwiek jest posiłkiem, a my mamy tendencje do podjadania. Wydaje nam się, że jemy 3-4 razy dziennie, a z podjadaniem wychodzi tych posiłków o wiele więcej. Nie można też zapominać o nawadnianiu organizmu. To bardzo ważne.

Zdaniem dr Janickiej ważna jest też pewna kultura jedzenia, która sprzyja szczupłej sylwetce. Chodzi o to, że trzeba jeść przy stole, bez pośpiechu i delektować się tym co jemy. Oczywiście należy dokładnie żuć każdy kęs, bo dzięki temu jemy mniej i szybciej jesteśmy syci.
Każdy może schudnąć, każdy może być aktywny
O tym, że nie ma usprawiedliwienia na trwanie w nadwadze i niesprawności, przekonani są także trenerzy personalni TheMO Michał Świda i Aleksandra Łabędź. Michał od lat zmaga się z chorym kręgosłupem, a Aleksandra cierpi na insulinooporność. To nie przeszkadza im w pracy, utrzymaniu świetnej sylwetki i osiąganiu sportowych sukcesów. Przekonują, że można schudnąć o usprawnić się także mimo choroby.

– Na przykład przy cukrzycy typu 2 jak najbardziej wskazana jest aktywność fizyczna. Oczywiście nie każda. Nikt nie każe takiemu choremu biec maratonu. Jeśli taka osoba z cukrzycą typu 2 jest otyła, to oczywiście musi mieć odpowiednio dobrane ćwiczenia, tak żeby nie obciążać chociażby stawów. Jeśli ktoś np. waży 120 kg i ma zrobić "zejścia" na swoim ciężarze, to jest to dużo – mówi naTemat Aleksandra Łabędź.

Michał Świda dodaje, że również nie widzi przeciwwskazań.

– Jakikolwiek stan chorobowy nie jest wytłumaczeniem. Zazwyczaj chory człowiek jest prowadzony przez lekarza, który powinien mu odpowiedzieć na pytanie, czy może podejmować aktywność fizyczną i jakiego rodzaju powinna być ta aktywność. Dobry lekarz da wskazówki co do intensywności i częstotliwości takiego treningu. Później rolą trenera jest już to, żeby w ramach zaleceń lekarskich ułożyć bezpieczny i skuteczny program treningowy. Oczywiście jego celem nie musi być tylko redukcja wagi, czasami jest nim też poprawa sprawności fizycznej, kondycji – wyjaśnia trener.

Dodaje, że choremu człowiekowi, który chce schudnąć lub być bardziej sprawny fizycznie, jest potrzebny nie tylko lekarz i trener. Bardzo ważna jest tu również konsultacja z dietetykiem.

– Często dopiero my uświadamiamy takiemu człowiekowi, jak ważna w tym całym procesie jest dietoterapia, sprawdzenie, czy nie ma nietolerancji pokarmowych lub alergii na dane pokarmy. Oczywiście często bywa tak, że zgłasza się do nas człowiek, który chciałby lepiej wyglądać, mieć lepsza kondycję. My oczywiście traktujemy go jak osobę zdrową, jednak żeby mieć co do tego pewność, przed rozpoczęciem treningów zalecamy zrobienie podstawowych badań laboratoryjnych, takich jak morfologia, hormony itp. Często okazuje się, że zgłaszający się do nas człowiek nie robił podstawowych badań od kilku lat.

Trenerzy z TheMo twierdzą, że czasami bywa tak, że po 2-3 miesiącach pracy nie ma spodziewanych efektów. Wtedy proszą swojego podopiecznego o wykonanie pogłębionych badań. Czasami okazuje się, że np. ma zaburzoną gospodarkę hormonalną. Chociażby wspomnianą wcześniej chorobę Hashimoto.

– Przy chorobie Hashimoto bardzo ważna jest dietoterapia. Wiadomo, że bez zmniejszenia ilości węglowodanów w diecie bardzo trudno będzie takiej osobie schudnąć. Trzeba się nauczyć z tym żyć – uważa Aleksandra Łabędź.

Zaznacza, że osoba, której w diecie zmniejszymy ilość węglowodanów, nie może ćwiczyć tak jak inni. Intensywność tego wysiłku musi być mniejsza.
Aleksandra Łabędź
Trener personalny, TheMO

To nie oznacza, że w związku z tym te osoby mniej schudną. Warto obalić ten mit. Redukcji wagi nie osiągamy na siłowni, osiągamy ją w kuchni. Tak naprawdę przy redukcji wagi 80 proc. to jest odżywianie, a 20 proc. to ruch. Dzięki aktywności fizycznej zwiększamy wydatek energetyczny i poprzez budowanie masy mięśniowej utrzymujemy lub zwiększamy spoczynkową przemianę materii. Jednak w pierwszym etapie redukcji wagi, szczególnie u osób bardzo otyłych, nie można wprowadzać bardzo obciążających ćwiczeń i najwięcej zależy od zmiany sposobu odżywiania.

Tylko nie rewolucja
Zdaniem Michała Świdy najważniejsze jest, żeby taki człowiek wyrobił sobie nawyk aktywności fizycznej i zmienił sposób odżywiania. To nie muszą być od razu rewolucyjne zmiany.

– Nie ma nic gorszego niż sytuacja, kiedy taka osoba zwyczajnie zniechęci się do zmian. Lepiej, żeby proces redukcji wagi przebiegał wolniej, a jednocześnie następowała trwała zmiana nawyków. Rzucenie się w wir ćwiczeń i głodowanie to droga donikąd. Jak za szybko wyrzuca się złe nawyki, to one mają tendencję do wracania razem ze swoimi "towarzyszami", czyli efektem jojo – podkreśla trener.

A co, jeśli choroba dotyczy narządu ruchu i jest jak najbardziej poważna? Coraz więcej osób ma problemy z kręgosłupem, niektóre przeszły operację i od nich często można usłyszeć, że za nic w świecie nie mogą sobie pozwolić na aktywność fizyczną. Jednocześnie z powodu jej braku tyją i obciążają dodatkowymi kilogramami kręgosłup.

Michał Świda mówi, że właściwie dla niektórych osób każda wymówka jest dobra, byle tylko nie wziąć się za siebie. Sam ma bardzo poważne problemy z kręgosłupem i przyznaje, że też miał taki moment, kiedy wydawało mu się, że przez to powinien zrezygnować z ćwiczeń. Jednak zapewnia, że każdy powinien się ruszać. Trzeba jedynie dobrać mu odpowiednią aktywność fizyczną.

Jeśli jeszcze raz ktoś będzie ci udowadniał, że nie możesz, że już nigdy, że duże jest piękne i musisz siebie zaakceptować, bo nic nie da się zrobić, przestań to czytać i spróbuj. Jeśli sam nie potrafisz, poszukaj fachowców – lekarzy, trenerów, dietetyków – którzy ci w tym pomogą. Nie pozwól się zdołować. To, że jesteś chory, nie oznacza, że się nie uda.

Napisz do autora: anna.kaczmarek@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...