Tak w Opolu wyzyskiwali bezdomnych. Nie było dostępu do bieżącej wody, a za godzinę pracy płacono... kilka złotych

Tak pracownik opolskiego folwarku czekał na wodę
Tak pracownik opolskiego folwarku czekał na wodę Fot. Katarzyna Duda
Bezdomni ochroniarze opolskiego folwarku za swoją pracę otrzymywali zaledwie kilka złotych za godzinę. W budynku jeszcze w listopadzie nie było bieżącej wody, dlatego mieszkający tam pracownik w deszcz wystawiał wiadra i miski.

Przy ulicy Partyzanckiej w Opolu niszczeje duży, zabytkowy budynek. W przeszłości folwark należał do rodziny von Eyern, włodarzy kilku okolicznych wsi, później włączonych do miasta. Potem służył za pomieszczenie gospodarcze dla PGR-u. Kompleks budynków kilka lat temu został przejęty od Agencji Nieruchomości Rolnych. Miasto miało ambicje, by urządzić w nim centrum kultury. Ale teraz stoi pusty, w środku znaleźć można tylko pozostałości po sprzęcie z czasów PGR.



Pomieszkują w nim bezdomni, którzy pilnują obiektu. Za godzinę pracy od firmy ochroniarskiej Neo Group, którą wynajął ratusz, dostali w styczniu 1,19 zł-2,40 zł. W listopadzie Państwowa Inspekcja Pracy przeprowadziła tam kontrolę. Panujące w środku warunki określono jako "urągające człowiekowi". Nie było toalety i dostępu do bieżącej wody.
Kiedy Katarzyna Duda z Ośrodka Myśli Politycznej im. F. Lassalle'a pojawiła się w pomieszczeniu przy Partyzanckiej, akurat padał deszcz. Pod rynnami, na schodach stały miski i wiadra. Miały zbierać wodę, która później miała posłużyć także do picia.

– Błoto, deszcz, dla mnie to dramat. A stróżujący tam człowiek się cieszył. Deszczkówka napełniła wiaderka. One stoją tam bez przykrycia kilka dni, ziemia się do nich nosi. Powiedzenie, że ten pan pijąc tę wodę mógł się zatruć, wcale nie jest przesadą – opowiada nam Katarzyna Duda. Dodaje, że zimą stróżującym pracownikom groziło zamarznięcie. – Widziałam tam piecyk, ale nie wiem, jak go podłączyli, bo nie było tam ani prądu, ani gazu – zaznacza. Tak było w styczniu.

1,19 zł za godzinę
Wszystko zaczęło się od pewnej emerytki. To Krystyna (imię zmienione – red.) skontaktowała się z Katarzyną Dudą. Kobieta przez kilka miesięcy pracowała i pomieszkiwała w opolskim folwarku. Za 420 przepracowanych w styczniu godzin (360 własnych i 60 godzin na zastępstwo) zapłacono jej 500 zł. Czyli wychodzi 1,19 zł za godzinę. Krystyna jest osobą bezdomną i samotną. Teraz mieszka kątem u koleżanki i ubiega się o komunalny lokum. W przeszłości pracowała w ZUS-ie. Na ulicy wylądowała przez kredyt, który zaciągnęła na remont mieszkania.

– Wzięła 5 tys. zł. Nie wie, jak to się stało, że nagle raty zaczęły być astronomicznie duże. Nazbierało się kilkadziesiąt tysięcy złotych długu – opowiada Katarzyna Duda. Dlatego z emerytury komornik co miesiąc zabiera jej 400 zł. A ostatnio musi wystarczyć jej także na leki, bo zdrowie Krystynie nie dopisuje. Kiedy do niej dzwonię, prosi o kontakt kolejnego dnia. Dziś nie ma siły na rozmowę.
– Zwolniono ją, bo uznano, że to ona "nasłała na firmę inspekcję pracy" – mówi jeden z naszych informatorów. Byli pracodawcy Krystyny z Neo Group mają swoją wersję wydarzeń. W wysłanym do nas oświadczeniu wyjaśniają, że "w rażący sposób zaniedbywała swoje obowiązki np. wpuszczając osoby nieupoważnione". Całą sytuację firma nazywa "nagonką zwolnionego koordynatora ochrony".

Krystyna w folwarku już nie pracuje. Ale wciąż zatrudnione są tam inne osoby, jedna z nich najprawdopodobniej także jest bezdomna. – Ta druga kobieta również w styczniu zarobiła 500 zł. Zaś trzeci pracownik – 1000 zł. Panie więc w pierwszym miesiącu roku miały stawkę 1,19 zł za godzinę, a pan – 2,50 zł – wylicza nasz informator. – Podobno dwie obecnie zatrudnione tam osoby mają schizofrenię – dodaje.

Urągające warunki
W listopadzie pracownik Okręgowego Inspektoratu Pracy w Opolu zjawił się w budynku przy Partyzanckiej. I stwierdził, że panujące tam warunki "urągają godności ludzkiej". – One nie odpowiadały elementarnym potrzebom, jak np. dostęp do bieżącej wody, toalety – mówi nam Tomasz Krzemienowski, zastępca okręgowego inspektora pracy w Opolu. Dodaje, że ochroniarz, którego zastali na miejscu był bezdomny, a jego godzinowa płaca wynosiła 2,40 zł netto. Pismo w tej sprawie wysłano do prezydenta Opola.
– Zaznaczyliśmy, że na terenie należącym do miasta ludzie wykonują pracę w warunkach nie tylko niezgodnych z przepisami, ale urągającym ludzkiej godności – opowiada Krzemieniowski. W przyszłym tygodniu inspektor po raz kolejny odwiedzi opolski folwark. Krzemieniowski podkreśla, że od początku roku obowiązują przepisy, zgodnie z którymi minimalna stawka za godzinę pracy wynosi 13 zł brutto.

Inna wersja wydarzeń
Firma ochroniarska Neo Group dla opolskiego ratusza pracuje od stycznia 2015 roku. Ostatnia z umów została zawarta na rok, a Urząd Miasta Opola płaci za usługi firmy 70 080 zł rocznie. Ta zaś zatrudnionym pracownikom, jak wynika z naszych informacji, dotychczas wypłacała od 1,19 zł do 2,40 zł. – Firma rocznie dostaje 70 tys. zł, miesięcznie 5 840 zł brutto. Z tego w styczniu ochroniarzom zostały wypłacone 2 tys. zł. Czyli prawie 4 tys. zł poszły do czyjejś kieszeni. Żeby wypłacić stawkę minimalną trzem osobom pracującym 744 godzin w styczniu, to należałoby tylko firmie, bez zysku, dać 9 672 zł. Sam ratusz zlecając to, mógł przemnożyć, że 744 razy 13 nie wynosi 6 tys. – wytyka Katarzyna Duda.
Grzegorz Piskalski
Instytut Zrównoważonych Zamówień Publicznych

Według naszych wyliczeń, nie da się zapewnić godziwego wynagrodzenia za ochronę tego obiektu przez cały rok za 70.000 zł. Miasto musiało mieć świadomość, że przeznacza 8 zł na roboczogodzinę. Z tego należy potrącić podatek VAT, inne podatki, ubezpieczenie, a wreszcie marżę. W efekcie za publiczne pieniądze dochodziło do wykorzystywania bezdomnych w Opolu i Urząd Miasta zaaprobował tę sytuację na etapie podpisania umowy z Neo Group.

W marcu sytuacja wygląda już nieco inaczej. – Pracownicy ochrony umowy dostali cztery dni po tym, jak wnioskowałam do urzędu o informację publiczną. Nie wiem, czy ma to związek – mówi Duda. A na nich widnieje obowiązująca od stycznia minimalna stawka godzinowa, czyli 13 zł brutto. – Podobno powiedziano im, że i tak stawki, którą mają na umowie, nie dostaną. Góra tysiąc złotych im wypłacą – zdradza jeden z naszych rozmówców.

Urząd Miasta Opole odpowiedział tylko na część naszych pytań. Domaga się za to sprostowania informacji rozpowszechnianych m.in. na konferencji prasowej przez Katarzynę Dudę. Katarzyna Oborska-Marciniak, rzecznik prasowy urzędu, zaprzecza, że w pomieszczeniach przy ulicy Partyzanckiej w Opolu nie ma wody, prądu i ogrzewania. Zaznacza, że pracodawca dowozi wodę, w środku znajduje się grzejnik elektryczny, zaś ochroniarz za swoją pracę dostaje 13 zł brutto za godzinę.

To wszystko odnosi się jednak do stanu obecnego. Gdy dopytuję o sytuację ze stycznia, czy listopada, to odpowiedzi do czasu publikacji tekstu nie otrzymuję. Oborska-Marciniak podkreśla, że ratusz zwrócił się do PIP z prośbą o zweryfikowanie informacji na temat warunków pracy i płacy, a także wyciągnięcie ewentualnych konsekwencji wobec Neo Group, w razie stwierdzenia łamania prawa.

O komentarz poprosiliśmy również firmę ochroniarską. W odpowiedzi otrzymaliśmy tylko oświadczenie. Neo Group stwierdza w nim, że miała kontakt z pracownikami, ci nigdy nie zgłaszali żadnych problemów. Rozpowszechniane informacje nazywa "niezgodne z prawdą". W piśmie odnotowano także, że marcu zatrudniono nowego kierownika ochrony.

A przeprowadzona przez niego kontrola wykazała, że do dyspozycji pracowników są: latarka, telefon służbowy, strój pracowniczy (w jego skład wchodzi: polar, kurtka, czapka z napisem ochrona oraz legitymacja), woda pitna (dowożona w 5-litrowych kubłach), apteczka, worki na śmieci. Ale przy całej tej skrupulatności przedstawiciele firmy nie odpowiedzieli na resztę naszych pytań. A chcieliśmy wiedzieć np., dlaczego tak mało pieniędzy trafia do kieszeni pracowników ochrony i dlaczego dotąd nie mieli oni dostępu do bieżącej wody.
Instytut Zrównoważonych Zamówień Publicznych wraz z m.in. Komisją Krajową NSZZ "Solidarność", Federacją Przedsiębiorców Polskich, Ośrodkiem Myśli Społecznej im. F. Lassale'a, zainicjował apel do prezydenta Opola, by pomóc poszkodowanym pracownikom. Każdy może go poprzeć na stronie portalu Nasza Demokracja.

Napisz do autorki: daria.rozanska@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...