"Zwierzęta przeczuwają, że idą na rzeź". Ta krowa uciekła z ubojni, dopuściła się przestępstwa i została... aż jej żal

Krowa z Dobrej w Wielkopolsce nie chciała iść na rzeź. Podjęła się desperackiej ucieczki.
Krowa z Dobrej w Wielkopolsce nie chciała iść na rzeź. Podjęła się desperackiej ucieczki. Fot. Łukasz Krajewski / Agencja Gazeta
Dobra – to małe miasteczko wśród lasów, ale wbrew nazwie i sielskości okolicy nie zawsze dobre rzeczy się tam dzieją. Wieczorem na parkingu marketu kobietę zaatakowała krowa. Zwierzę chwilę wcześniej uciekło z ubojni. Za desperatką ruszył pościg, który przerwano z powodu zapadających ciemności. Finał jednak jest tragiczny.

– W środę rano zostaliśmy wezwani przez policję do pomocy w poszukiwaniu – opisuje Mieczysław Frątczak, komendant miejscowej Ochotniczej Straży Pożarnej. Druhowie pojechali na komisariat, bowiem chcieli poznać rysopis uciekinierki.

W dniu dzisiejszym (29.03.2017r.) o godz. 7:57 nasza jednostka została zadysponowana przez Powiatowe Stanowisko...

Opublikowany przez OSP DOBRA na 29 marca 2017
– Chociaż jakiej jest maści. Okazało się, że to nawet nie krowa była, ale jałówka – wyjaśnia komendant.



Wybrała wolność i zła drogę
Tuż za lasem w wielkopolskiej Dobrej znajduje się nowoczesna ubojnia. We wtorek podczas rozładunku jedna sztuka uciekła z transportu na rzeź. – Przywożone są tutaj z całej Polski, a może i dalszych rejonów. Nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek doszło do takiej sytuacji. Owszem czasem zwierzęta uciekają z gospodarstw, ale nigdy nie zdarzył się taki wypadek – opowiada Stanisław Stasiak, sekretarz gminy Dobra.

Po ucieczce desperatka podążyła wzdłuż drogi prowadzącej z Sieradza. Niestety, ruszyła na północ ku miasteczku. Na ulicy Kilińskiego rozegrały się dramatyczne sceny. – Późnym wieczorem dostaliśmy zgłoszenie, że na parkingu marketu krowa zaatakowała kobietę – opisuje asp. sztab. Mateusz Latuszewski.
Poszukiwania rozjuszonej krasuli przerwano z powodu panującej ciemności. Jak to się stało, że zwierzę poturbowało kobietę, moi rozmówcy nie wiedzą. – Kobieta trafiła do szpitala – dodaje rzecznik policjantów z Turka. – Ma złamaną miednicę i żebra. To podobno 46-latka ze Stefanowa – dodaje jeden z uczestników pościgu.

Nie chcieli komentować

Dzwonię do marketu przy Klińskiego. Ekspedientka nie jest zbyt rozmowna. – Nic nie wiem o wypadku. Nie wiem, kiedy przyjdą koleżanki, które wówczas pracowały na zmianie – tłumaczy się pracownica sklepu. Na tej samej ulicy jest kwiaciarnia. Dzwonię. Po dłuższej chwili słychać w słuchawce pada: – Halo? Po głosie sądzę, że to starsza osoba. Pytam o zdarzenie na parkingu. – O... Jezus Maria. Nic nie wiem! – odpiera wyraźnie wystraszona kobieta.

Wybieram numer do ubojni. – Taaak – słychać w telefonie. – Dzwonię w sprawie ucieczki krowy – wyjaśniam. Przez chwilę cisza w telefonie. Taneczna muzyka w tle też przycichła. – Zapytam, czy szefowa będzie miała czas na rozmowę – pada odpowiedź. W końcu szefowa ustami swojej telefonistki odparła, że nie będzie komentować sprawy.

Sztuka została odnaleziona i wykrwawiona
– Zaczęliśmy przeczesywać las z prawej strony drogi na Sieradz – opowiada Mieczysław Frątczak. Strażacy po godzinie bezskutecznych poszukiwań postanowili podpytać okolicznych gospodarzy. – Stwierdzili, że zwierzęta hodowlane nie oddalają się zbytnio od zagrody. Więc pojechaliśmy pod ubojnię i zaczęliśmy sprawdzać pobliski zagajnik. Tam jej też nie było – tłumaczy szef gminnych strażaków.

W końcu uznali, że poszukiwania nie mają sensu. Po południu dotarły do nich wieści o zakończeniu akcji. – Sztuka została odnaleziona. Wezwany weterynarz uznał, że należy ją zastrzelić. Na miejscu byli też pracownicy ubojni, którzy doprowadzili do wykrwawienia sztuki. Krowa trafiła na rzeź, przecież po to była przewieziona. Weterynarz podjął słuszną decyzję. Chociaż pewnie znajdą się obrońcy zwierząt, którzy będą twierdzić inaczej. Zwierzę mogło zagrozić innym osobom – przekonuje Jan Radzimski, powiatowy lekarz weterynarii w Turku.

One przeczuwają rzeź

Czasem zwierzęta hodowlane znajdują azyl od rzeźnickiego noża w takich schroniskach jak Rogate Ranczo na Północy Polski. – No, cóż. Dla mnie ubojnie to miejsca eksterminacji zwierząt – komentuje Paweł Geber z OTOZ Animals, które prowadzi Rogate Ranczo. Jego pracownicy często dostają zgłoszenia o przypadkach złego traktowania zwierząt hodowlanych. Dotyczy to głównie mniejszych gospodarstw. – Byliśmy na interwencji, podczas której odebraliśmy 65 krów. One właściwie konały. Właściciel nadużywał alkoholu i nie zajmował się bydłem – opowiada Gebert.
Natomiast przed dwoma laty obrońcy praw zwierząt interweniowali w dużej fermie bydła. Ponad 600 sztuk przebywało w fatalnych warunkach. Czy zachowanie desperatki z Dobrej to normalna reakcja zwierzęcia? – Jak najbardziej, zwierzęta przeczuwają, że są prowadzone na rzeź. Na ten temat są opracowania naukowe. Ucieczka jest zupełnie naturalnym odruchem – komentuje Piotr Gebert.

Pokonała nawet kanał
Desperacja krowy z Dobrej musiała być ogromna. Uciekinierkę znaleziono w sąsiednim Wojciechowie.
– To gmina obok. Jakieś pięć kilometrów w linii prostej. Po drodze musiała pokonać kanał, który przecina łąki – dodaje, z lekką nutą uznania w głosie, komendant Frątczak.

Napisz do autora: wlodzimierz.szczepanski@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...