Wołowe penisy, bezglutenowe kabanosy i serrano, a ty ciągle jesz pasztet z puszki. Nie uwierzysz, czym się karmi psy

Niektóre psy jedzą tak, jak nie śniło się wielu ludziom.
Niektóre psy jedzą tak, jak nie śniło się wielu ludziom. Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Narząd rozrodczy byka ma co najmniej metr długości i można go kupić w internecie. Reklamowany jest jako "fantastyczny pomysł na prezent dla czworonoga". Takich przysmaków jest więcej, a ktoś, kto swojemu psu kupuje karmę z marketu, może się porządnie zdziwić. Wątpliwe, że pies rzeczywiście potrzebuje do życia kabanosów z łososia, ale część z propozycji to żadna fanaberia – podrzucanie naszym czworonogom takich specjałów ma głębokie uzasadnienie.

– Te penisy wołowe rzeczywiście robią na wszystkich wrażenie – mówi mi Katarzyna, która ostatnio zrobiła dla swojego psa duże zakupy. Poza narządem kupiła także racice jelenia oraz wołową tchawicę.



Penis do jedzenia to wbrew pozorom żaden żart i żadna błahostka – to naprawdę poważna sprawa. Sztuka kosztuje mniej więcej dwadzieścia złotych, a sam penis może być stosowany do codziennego żywienia. Ale nie tylko, bo przecież chyba nikt nie chciałby, żeby jego czworonóg żył o wodzie i penisach. Narząd – ponieważ jest wędzony – jest przysmakiem i może być stosowany jako… nagroda.
Takich przysmaków jest oczywiście więcej. W internecie można znaleźć najróżniejsze oferty. Samych penisów jest kilka rodzajów. Poza metrowymi wołowymi są też w sprzedaży krótsze, z innych gatunków mięsa. I tak możemy kupić penisy cielęce. Te mają nieco ponad pół metra i kosztują zaledwie siedem złotych za sztukę. Są suszone, produkowane w Polsce, sprzedawcy często chwalą się certyfikatem HACCP.
Oczywiście nie każdy musi mieć ochotę na szukanie w domu miejsca na metrowego penisa. Dlatego można je kupić także pocięte na drobniejsze kawałki. Klient nasz pan.

Katarzyna kupiła w całości. Jak przekonuje, jej pies potem potrafi z takim przysmakiem chodzić po domu przez tydzień. – Powoli go sobie podgryza – tłumaczy i dodaje: – Ma ponad metr długości, ale wygląda jak suszony badylek. Nikt by się nie domyślił, co to, gdyby nie wiedział.

Psy bywają słodkie, ale chcą jeść jak wilki
Takie przysmaki to konsekwencja diety, którą stosuje Katarzyna. – Od wielu lat karmię psa dietą o nazwie BARF, od Biologically Appropriate Raw Food albo Bones And Raw Food. Trafiłam na to w internecie, kiedy pojawił się w moim życiu pies i miał problemy żołądkowe, ciągle biegunki. Znalazłam wówczas w anglojęzycznym internecie informację, że jest taki sposób żywienia i bardzo go sobie chwalę, przekonałam do niego nawet kilku moich znajomych – wyjaśnia.

BARF to pomysł australijskiego weterynarza, który robił badania porównawcze psom, dzikim psom i wilkom. Okazało się, że układ pokarmowy psa domowego nie wyewoluował od czasów jego przodków. Tym samym ma podobne możliwości i potrzeby, jak układy tych pierwotnych psów. Z tego twórca diety wyciągnął wniosek, że warto byłoby karmić psy w sposób zbliżony do tego, jakby żyły w środowisku naturalnym.
Katarzyna

Trzeba karmić surowym mięsem, kośćmi, chrzęśćmi i dodatkami w stylu pazury, skóra. Podstawą wyżywienia psowatych są bowiem inne zwierzęta, najczęściej roślinożercy i to bardzo istotne. Taka sarna dostarcza dużo białka, ale w momencie upolowania jej dziki pies zacząłby od rozprucia brzucha i zjadłby żołądek z zawartością. Tam znalazłby przetrawiony pokarm roślinny i tak uzupełniłby sobie węglowodany, minerały itd. Odtworzenie tego w domu nie jest łatwe. Żywię psa mięsem takim, jakie jestem w stanie kupić. Im bardziej różnorodne, tym lepiej. Przez 10 lat BARF się w Polsce jednak spopularyzował i jest łatwiej. Ludzie organizują się w grupach na Facebooku i zamawiają mięso prosto z rzeźni.

O co chodzi z tymi żołądkami? Psy nie są w stanie strawić błony komórkowej, która otacza warzywa. Dlatego trzeba im robić papki lub kupować... niemyte jelita roślinożerców. – One strasznie śmierdzą, ale mają w sobie nadtrawiony pokarm – przyznaje Katarzyna.
Tylko czubek góry lodowej
Zaskakujących – dla niewtajemniczonych w psią kuchnię – niespodzianek jest więcej. W sieci roi się także od ofert sprzedaży innego psiego przysmaku. To wspomniane już tchawice wołowe. I tutaj tradycyjnie możemy je kupić w całości lub w kawałkach.

Cała tchawica ma do 40 centymetrów długości i kosztuje mniej niż pięć złotych za sztukę. Tutaj także nie brakuje certyfikatów (HACCP i BRC), a przysmak pomaga m.in. utrzymać świeży oddech u psa. Poza tym jest "aromatyczna i zdrowa".
Z kolei jeśli zdecydujemy się na zakup pociętych tchawic, są one pakowane w większych ilościach. 100 gramów można dostać nawet za około trzy złote.

Ponadto w sieci znajdziemy m.in. płuca wołowe (pół kilograma za kilkanaście złotych), wołowe żołądki (kilogram za ponad 30 złotych) czy wieprzowe uszy – sztuka za trzy złote. Suszone płuca szczególnie mają wzięcie. – Można porównać je do wafli ryżowych. Pies to chrupie i zaraz tego nie ma – mówi Katarzyna.

Twój pies już to jadł – a ty?
Wołowina i wieprzowina brzmi zbyt zwyczajnie? Nie ma sprawy – teraz psy rozpieszcza się także dziczyzną, której wielu Polaków smaku nawet nie zna.

W sprzedaży jest praktycznie wszystko: nogi saren, uszy saren, raciczki saren. Jest także samo mięso sarnie – suszone jest w cenie około trzynastu złotych za 100 gramów. Jak łatwo policzyć, kilogram takiego mięsa to grubo ponad 100 złotych.
Prawdziwym hitem są jednak kabanosy, które niewiele mają już wspólnego z BARF, ale w internecie są dosłownie wszędzie. My najczęściej jemy wołowe, wieprzowe lub drobiowe. Czasami mają dodatek dla smaku – chilli, zdarzają się również kabanosy o smaku bekonu.

A jak jest na rynku dla naszych czworonożnych przyjaciół? W skrócie – znajdziemy tam wszystko. Poza typowymi smakami są kabanosy z kaczki, jagnięciny czy nawet rybne. Dla przykładu te wykonane z łososia kosztują około 10 złotych za 100 gramów.
Brzmi dobrze? Z pewnością – dlatego sprzedawca informuje w ogłoszeniu, że kabanosy nie są przeznaczone do spożycia przez właścicieli psów.

A może jedliście kabanosy wykonane z hiszpańskiej szynki serrano z dodatkiem kurczaka, a do tego bezglutenowe? Wiadomo, że nie. Dla psów taki przysmak kosztuje 10 złotych za 150 gramów.
W takiej paczuszce jest dwanaście sztuk. Producent podaje także swoje zalecenia w kwestii karmienia. I tak pies do 10 kilogramów powinien na raz otrzymać dwa kabanosy, a taki, który waży ponad 30 kilogramów, do 6 sztuk.

To może chociaż zwykła kość...
Dla tych, którzy chcieliby zaserwować swoim pupilom coś specjalnego, ale nie przekonują ich bycze penisy, a kabanosy uważają za przysmak dla ludzi, zawsze jest szeroka oferta kości.

Oczywiście nie byle jakich kości. Choćby ze wspominanej już hiszpańskiej szynki serrano. Samo jedzenie kości jest jak najbardziej zgodne z dietą BARF, pytanie czy chodzi o tak szlachetną szynkę. Niemniej jednak do wyboru są małe kostki, duże fragmenty kości, nogi wieprzowe czy "MEGA" mięsne kości. W tym ostatnim przypadku pies dostaje ponad półkilogramową dawkę szczęścia. Wszystko szczelnie zapakowane, prosto z Hiszpanii, oczywiście opatrzone stosowną informacją poświadczającą, że jest to produkt bezglutenowy.
W sieci znajdziemy także kości owcze, baranie, dzika, jelenia czy nawet… renifera. Wszystko dla najlepszego przyjaciela człowieka.

Napisz do autora: piotr.rodzik@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...