Geje i lesbijki skarżą Polskę do Trybunału w Strasburgu. Cztery pary chcą zalegalizować swoje związki

Pary, które zaskarżyły Polskę do Trybunału w Strasburgu.
Pary, które zaskarżyły Polskę do Trybunału w Strasburgu. Fot. Agata Kubis
Polskie pary homoseksualne zaskarżyły Polskę do Trybunału w Strasburgu. Mają nadzieję, że powtórzy się włoski scenariusz i za kilka lat będą mogły zawrzeć w ojczyźnie związek małżeński. Ale nawet jeśli wyrok Trybunału będzie dla nich korzystny, to Rada Europy nie ma instrumentów, które mogłyby przymusić kraj do wprowadzenia zmian w prawie.

Geje i lesbijski skarżą Polskę
Do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu trafiły cztery skargi par homoseksualnych z Polski, które chcą zalegalizować swoje związki. Przeszły już krajową ścieżkę: od urzędów stanu cywilnego, przez sądy rejonowe po okręgowe. Ale te ostatnie tylko utrzymały rozstrzygnięcia rejonowych, które uznały, że kierownicy urzędów stanów cywilnych zasadnie odmówili przyjęcia dokumentów potwierdzających możliwość zawarcia przez nich małżeństwa. Dlatego zdecydowali się na kolejny krok – zaskarżenie Polski o naruszenie Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Konkretnie chodzi o dwa artykuły 8. i 14., które odnoszą się do prawa do poszanowania życia rodzinnego i zakazu dyskryminacji.

Polacy idą drogą Włochów. Dwa lata temu w Trybunale w Strasburgu zapadł wyrok w sprawie Oliari. A sędziowie stwierdzili, że brak możliwości formalizacji związków przez pary osób tej samej płci narusza gwarantowane w art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka prawo do poszanowania życia rodzinnego. – Włosi cieszą się już związkami partnerskimi. Niewykluczone, że wkrótce wprowadzą też równość małżeńską. Mamy nadzieję, że za kilka lat to samo będzie można powiedzieć o Polsce – zaznacza Aleksandra Muzińska ze stowarzyszenia Miłość Nie Wyklucza.

Para warszawska: mieć możliwość wyboru
Grzegorz Lepianka i Krzysztof Łoś są parą od ponad 14 lat. Dla każdego z nich jest to pierwszy i mają nadzieję, że "jedyny związek". Grzegorz skończył polonistykę, ale pracuje jako steward w liniach lotniczych. Krzysztof jest trenerem antydyskryminacyjnym. Od 13 lat mieszkają na warszawskiej Pradze, kilka pięter nad urzędem stanu cywilnego. Na początku mówili sobie, że w którąś wolną sobotę zejdą na dół i zawrą związek małżeński. – Okazuje się, że trwa to bardzo długo i nic się nie zmienia. Pary różnopłciowe mogą trzy dni po poznaniu się zdecydować, że biorą ślub. Nikt ich nie pyta o to dlaczego i czy ma to sens – mówi Grzegorz.
Grzegorz i Krzysztof szybko wyszli z szafy i zaczęli otwarcie mówić o swojej orientacji. W 2007 roku pojawili się na okładce "Repliki" (dwumiesięcznik społeczno-kulturalny środowisk LGBT – red.). – Ale to wcale nie oznacza, że w miejscach publicznych łapiemy się za ręce, czy całujemy – zaznacza Grzegorz. Na ulicach muszą cenzurować swoje uczucia. – Przystąpiliśmy do koalicji, bo uważamy, że to jest dobra droga. Tym bardziej, że poprzednie rządy tylko mamiły nas obietnicami, iż nasze problemy zostaną rozwiązane. Obecna władza niczego nam nie obiecuje, a raczej tylko szantażuje i zastrasza – stwierdza Grzegorz. Ma świadomość, że jest spora grupa gejów i lesbijek, którzy wcale im nie przyklaskują. – Uważają, że nie powinniśmy zaskarżać Polski. Część tego środowiska też po prostu nie chce zawierać związków partnerskich i małżeństw. Nie jest tak, że jesteśmy jednorodni. Nam chodzi o możliwość wyboru – zaznacza Grzegorz.

Para krakowska: chodzi o idee
Wojtek Piątkowski i Michał Niepielski mieszkają razem na krakowskich Dębnikach od 13 lat. Wojciech jest urzędnikiem samorządowym, a Michał pracuje w rozgłośni radiowej, gdzie zajmuje się sprawami technicznymi. – Razem prowadzimy gospodarstwo domowe, razem urządzaliśmy mieszkanie, podróżujemy, spotykamy się z naszymi rodzinami. Czasami nawet żartujemy, że nasze mieszkanie jest platformą, która integruje nasze rodziny, np. podczas świąt – mówi z uśmiechem Wojtek.
Zdecydowali się złożyć skargę do Trybunału w Strasburgu, bo uważają, że każda para powinna mieć możliwość sformalizowania związku. – Nie ma żadnych racjonalnych przesłanek, by pary jednopłciowe pozbawiać tych praw i obowiązków. Pary heteroseksualne mają to wszystko za jednym podpisem w urzędzie stanu cywilnego. Niezwykle istotną sprawą jest także poczucie godności i bezpieczeństwa – dodaje Wojtek.

Nie chcą pójść drogą wielu par homoseksualnych i wziąć ślub za granicą. – Dla nas ważne jest, by doprowadzić do zmian w Polsce. Tu jesteśmy u siebie, tu płacimy podatki, jesteśmy emocjonalnie związani z tym krajem. Podchodzimy do tego ideowo. Nie chodzi nam o to, żeby zabezpieczyć swoje sprawy, ale też załatwić coś dla całej społeczności – podkreśla Wojciech. Jego zdaniem legalizacja związków osób nieheteroseksualnych pomaga w ich akceptacji przez społeczeństwo. – Kiedy państwo odmawia nam pewnych praw, to jednocześnie daje innym przyzwolenie na dyskryminowanie nas – mówi.

Rada Europy nie może zmusić Polski

Teraz wszystkie cztery pary muszą uzbroić się w cierpliwość. Na decyzję Trybunału będzie trzeba zaczekać nawet kilka lat. – Nasi prawnicy oceniają, że to potrwa 3 może 4 lata. Trudno nam sobie wyobrazić, że wyrok w Strasburgu będzie inny, niż ten włoski. Muszą wydać taki sam. Tylko problem polega na tym, że we Włoszech jest większe wsparcie społeczne dla takich projektów – stwierdza Grzegorz.

Jeśli skarga zostanie pozytywnie rozpatrzona, to Polska będzie zobowiązana do wprowadzenia związków partnerskich i równości małżeńskiej. – Obowiązkiem polskich władz jest wykonywanie orzeczeń Trybunału w Strasburgu, ale Rada Europy nie ma żadnych instrumentów, które mogłyby przymusić państwo do wprowadzenia zmian w prawie. Nie może nałożyć żadnych sankcji finansowych – tłumaczy nam prawnik Małgorzata Mączka-Pacholak.

Napisz do autorki: daria.rozanska@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...