"I tak znienawidzony w kraju ciapaty pomógł naszemu rodakowi". Jak Polacy zareagowali na bohaterstwo Hindusa w Stroud

Amo Singh został pobity, gdy bronił 15-letniego Polaka w Stroud.
Amo Singh został pobity, gdy bronił 15-letniego Polaka w Stroud. Fot. Screen/Facebook
Brytyjczyk stanął w obronie 15-letniego Polaka i sam został skatowany. Ta wiadomość od wczoraj rozchodzi się w polskich mediach, ludzie biją mu brawo, nazywają bohaterem. W internecie trwają zbiórki pieniędzy, Polacy wysyłają mu kartki z podziękowaniami. Nie wszędzie jednak pojawia się informacja, że mężczyzna jest prawdopodobnie Hindusem. Paradoks. Jakby strach było się przyznać, że ktoś, kogo niektórzy nie chcą widzieć w Polsce, stanął w obronie Polaka właśnie.

Wielu Polaków dostało jednak niesamowitego zrywu. "Jesteś bohaterem! Dziękujemy! Zrobiłeś coś wspaniałego! Cała polska społeczność jest ci wdzięczna" – piszą pod adresem 33-letniego Amo Singha. W internecie trwają dwie zbiórki pieniędzy dla mężczyzny. Polacy wpłacają po 10, nawet po 50 funtów. "Modlimy się za twój powrót do zdrowia. Wielki szacunek!" – ktoś pisze.



– Jest ogromna potrzeba podziękowania mu za to. Sami myślimy, żeby wysłać mu kosz, na przykład z polskimi produktami. Będziemy robić zbiórkę wśród naszych czytelników – mówi nam Katarzyna Kozak, naczelna portalu MojaWyspa.co.uk. Między innymi tu, na forum, Polacy zaczynają się organizować. "Pomóżmy temu bohaterowi. Brytyjski kierowca pomógł rodzinie zamordowanego w Berlinie Polaka. Teraz my Polacy pokażmy, że potrafimy pomóc Brytyjczykowi" – piszą. Proponują wysłanie kartek z podziękowaniami do Amo Singha, w sieci już krąży adres jego sklepu. – Bardzo chcą mu podziękować, chociaż w tak symboliczny sposób, to mocno widać – słyszę.
Bohater czuje się dobrze
33-letni Amo Singh jest już w domu. Wczoraj wyszedł ze szpitala, wypisał się na własne życzenie. – Czuje się dobrze, ma tylko problem z ręką – mówi nam pracownik jego sklepu. Czy docierają już do niego słowa wdzięczności od Polaków? – Nic nie wiem. Nie było u nas Polaków – słyszę.
Amo stał się bohaterem, ale czytamy właściwie tylko o tym, że to Brytyjczyk pomógł. Niewiele mówi się o pochodzeniu mężczyzny, dzięki któremu 15-letniemu Polakowi nic się nie stało. Co, w kontekście nastawienia polskiego rządu i wielu rodaków do imigrantów, "ciapatych", etc., powinno jednak mieć znaczenie. Zresztą, w polskim internecie już nie brakuje komentarzy odnośnie jego nazwiska i spekulacji, czy przypadkiem za tym napadem w mieście Stroud nie kryje się jakiś muzułmański wątek. "To teraz obrońcy narodu polskiego powinni zacząć zbierać pieniądze dla człowieka, który bronił Polaka" – ironizuje jeden z internautów.
Albo, na przykład, taka wymiana zdań na Facebooku. Co się właściwie wydarzyło w mieście Stroud? Internauta nr 1: "Typowe życie nocne gorszych dzielnic dużych miast. Reszta to dorabianie do tego polityki". Internauta nr 2: "Czyli polak jest bohaterem a pan arab zwykłym looserem, który pojawił się w złym miejscu?". Temat "ciapatych" po prostu musiał się w polskiej dyskusji pojawić. Nie bylibyśmy sobą, gdyby tak nie było.

...ale masa bałwanów nadal będzie twierdziła, że każdy "ciapaty" jest zły. Bo jest ciapaty...

Opublikowany przez Ukaż Kalisz na 30 marca 2017
Czy nie powinno być im wstyd?
Dlatego zbiórka (potem okazało się, że są dwie i nie wiadomo, kto za nimi stoi), która ruszyła w internecie na rzecz 33-letniego Amo Singha, wzbudziła tak duże poruszenie. Tutaj pisaliśmy o niej w naTemat. Bo okazało się, że ciągu pierwszych godzin dla Hindusa zebrano tylko 15 funtów, w kolejnych kwota, co prawda, zaczęła lawinowo rosnąć i przekroczyła 2 tysiące, ale to wciąż nic w porównaniu z sumą, zebraną w ciągu jednego dla rodziny polskiego kierowcy, który zginął w Berlinie. Przypomnijmy. Tamtą zbiórką zainicjował Brytyjczyk, i w ciągu dnia zebrano ponad 40 tysięcy funtów. Właśnie dla Polaka.

I w tym kontekście pojawiło się pytanie, czy Polakom teraz nie powinno być wstyd. Czy pochodzenie bohatera mogło mieć znaczenie? Bo mimo zrywu wdzięczności przepaść między zebranymi kwotami wciąż jest ogromna.

Tu, na JustGiving, zebrano 1000 funtów. A tu, na GoFundMe – niewiele ponad 2000.

To nie była nagłośniona historia
– Proszę pani, jest rano. Ja dowiedziałem się o tym napadzie wczoraj o godzinie 23. Myślę, że większość mieszkających tu Polaków również. Jeszcze nie zdążyli zareagować, dajmy im trochę czasu – to ksiądz z polskiej parafii w Gloucester. Jego zdaniem ludzie nic o napadzie nie wiedzieli. Pisała o tym jedna czy dwie brytyjskie gazety i tyle. On dowiedział się dopiero z polskich mediów. – O zabójstwie polskiego kierowcy w Berlinie było głośno w całej Europie. Pobicie w Stroud nie było dużym newsem. Poza tym jestem przekonany, że w przypadku tamtej zbiórki pomagali nie tylko Polacy, ale również bardzo dużo brytyjskich kierowców – mówi.
Jeden z Polaków mieszkających w Gloucester zwraca uwagę na jeszcze jedną rzecz. Tak naprawdę nie wiadomo, kto organizuje te zbiórki dla Amo. – Gdy Brytyjczyk zbierał pieniądze dla Polaka to się przedstawił. Znaliśmy jego imię, nazwisko, wiedzieliśmy, kim jest. Tu jedną zbiórkę organizuje jakiś Peter. Nie wiemy, kto to – mówi. Dlatego on sam na razie jest ostrożny, choć podkreśla mocno: – Amo Singh zrobił fantastyczną rzecz i trzeba mu za to podziękować.

Jak Hindus w Polsce
Ale Polakom nie tylko z powodu tej zbiórki mogłoby być wstyd. "Którego tzw. polskiego Patriotę byłoby stać na podobny czyn, ale w odwrotna stronę?" – zapytał dosadnie jeden z internautów. W Polsce nie raz to Hindusi byli celem ataku. Na Facebooku krążą wyniki ankiety przeprowadzonej wśród Hindusów mieszkających w Polsce. Wynika z niej, że 85 procent z nich doznało różnego rodzaju ataków rasistowskich.
Za Onet.pl
2015 rok

"Obywatel Indii szedł w niedzielę wieczorem wraz z żoną ulicą Sądową we Wrześni. W pewnym momencie zaatakował go 24-letni mężczyzna, który 30-letniego Hindusa wyzywał od Syryjczyków i terrorystów, a następnie uderzył w twarz". Czytaj więcej

Na przykład, w styczniu tego roku na lokalu prowadzonym przez obywateli Indii w Lubiniepojawił się napis: "Jeb*ć ISIS", "Fuck ISIS" czy "Fuck Islam".


Kto im wtedy pomógł?

Napisz do autorki : katarzyna.zuchowicz@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...