Jeśli masz czas na jedno śniadanie w Warszawie, musisz sprawdzić to miejsce. Nie tylko z powodu jedzenia

Fot. Facebook / Palmier
Stołeczny klimat z egzotyką ma tyle wspólnego, co Stare Miasto z zabytkami. Podobnie jednak jak nikogo nie dziwi dzisiaj obecność odtworzonej ze zgliszczy zabudowy na liście UNESCO, tak żaden warszawiak nie podniósłby ani jednej zdziwionej brwi, gdyby pewnego dnia w ręku herbowej syrenki zamiast miecza pojawiła się palmowa gałązka. Rozłożyste liście nie tylko rzucają cień na rondo de Gaulle’a. Soczysta, elegancka zieleń rządzi również we wnętrzach jednego z najbardziej fotogenicznych warszawskich barów.

Palmier, bo o nim mowa, otworzył się mniej więcej rok temu na ulicy Żurawiej. Przez kilka pierwszych miesięcy aby zająć tam stolik należało wykazać się zdrową dozą cierpliwości - chętnych do sprawdzenia nowej intrygującej miejscówki nie brakowało, więc przed wejściem formowały się eleganckie ogonki - zarówno jeśli chodzi o kolejkową kindersztubę, jak i wygląd kolejkowiczów. Bo do Palmiera, nawet w największy upał, raczej nie wypada przyjść w hawajskiej koszuli i bermudach. I wcale nie dlatego, że obsługa zamiast karty, podałaby wam stek karcących spojrzeń, bo poczucie humoru pracownicy Palmiera mają całkiem dobrze rozwinięte. Bardziej chodzi o to, że siedząc w tak dopracowanym wnętrzu aż chce się do niego “pasować”. Elegancja-Francja? Tak, ale szczera, a nie ironiczna.
Skojarzenia z paryskim bistro widać już od progu. Latem najlepiej od razu zająć miejsce tuż przed wejściem, przy jednym z ciasno ustawionych stolików, oczywiście pod warunkiem, że wcześniej zwiedziliście wnętrza. Zaprojektowana przez Kingę Mostowik, przestrzeń już wcześniej gościła restauracje i sklepy. Architektka postanowiła jednak odkryć pierwotny charakter lokalu wydobywając na światło dzienne piękne podłogi oraz wypełniając wnętrze dodatkami wyszperanymi u kolekcjonerów. Ściany zdobią więc spatynowane lustra, a przy stolikach możemy rozsiąść się na vintage’owych skórzanych kanapach, obitych pluszem hokerach, albo krzesłach z fabryki Ton - jednego z najstarszy producentów mebli giętych na świecie.



Honorowe miejsce zajmuje mosiężna palma, wykonana na specjalne zamówienie. Stojąca zaraz przy wejściu instalacja stanowi ciekawą przeciwwagę dla naturalnej zieleni żywej roślinności, w której wnętrze jest niemal skąpane. Dzięki temu, że gigantyczne okna w Palmierze ciągną się od podłogi do sufitu, wnętrze jest niesamowicie jasne - co służy zarówno roślinom, jak i entuzjastom Instagrama. W ciepły, słoneczny dzień dymnego błękitu filcowych siedzisk czy zieleni szlifowanych, labradorytowych blatów nie nie trzeba podkręcać żadnymi filtrami.
W Palmierze ucztują jednak nie tylko oczy. Znajdziemy tu klasyczne pozycje rodem z karty francuskiego bistro. Wybredni skosztują muli lub foie gras, a tradycjonaliści nie zawiodą się zamawiając wyśmienitego tatara. Jeśli jednak mielibyście zjeść w Palmierze tylko jeden posiłek, niech będzie to śniadanie.
Właściciele lubią chwalić się, że serwują najlepsze w Warszawie. Ale to, że śniadania w Palmierze rzeczywiście są spektakularne to zasługa nie tylko zmyślnych kucharzy. Nie ważne czy zamówicie ich sztandarowe jajka po bendyktyńsku, czy też omlety w croissancie - wybierzecie stolik blisko okna i powoli, sącząc aromatyczną kawę, delektujcie się unikalną atmosferą. Połączenie tych dwóch okoliczności, poza tym, że smakowite bywa też niebezpieczne. Śniadaniowe lenistwo przerwać nie łatwo i z powodzeniem można by przeciągać je do wieczora… co samo w sobie jest pomysłem złym. Barmani Palmiera potrafią sprawić, że klasyczne koktajle są równie energetyzujące, co pierwsza poranna kawa.

Dziękujemy za zaproszenie restauracji Palmier.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...