Władcy recept. Polki będą częściej zachodzić w niechcianą ciążę, bo rząd utrudnia im dostęp do antykoncepcji awaryjnej

Panowie politycy z determinacją dążą do ograniczenia kobietom w Polsce możliwości zapobiegania niechcianej ciąży.
Panowie politycy z determinacją dążą do ograniczenia kobietom w Polsce możliwości zapobiegania niechcianej ciąży. fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta
To będzie europejski ewenement. W XXI wieku państwo przyłoży rękę do tego, by jego obywatelki częściej zachodziły w niechcianą ciążę. Chodzi o Polskę, której władze chcą utrudnić kobietom dostęp do antykoncepcji awaryjnej przez wprowadzenie recept. Ograniczając możliwość zapobiegania niechcianej ciąży, politycy doprowadzą do zwiększenia liczby zabiegów przerwania ciąży.

W samo południe w czwartek 6 kwietnia rusza posiedzenie Komisji Zdrowia. Będzie tam dyskusja o rządowym projekcie zmiany ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw. A wśród nich takich, które przewidują wprowadzenie recept na wszystkie środki hormonalne, w tym tzw. tabletki "po" .



Na co dzień aktywne seksualnie kobiety, które nie chcą zajść w ciążę, stosują "zwykłą" antykoncepcję: np. pigułki hormonalne, spirale lub plastry, prezerwatywy itp. Jednak jak w każdej dziedzinie życia, także i tu może dojść do niespodziewanych zdarzeń. Można zapomnieć o zażyciu regularnej antykoncepcji, prezerwatywa może pęknąć... Kobiety są tylko ludźmi - tak jak mężczyźni. Dodatkowo do niezabezpieczonego stosunku może dojść bez ich zgody - gwałciciele zazwyczaj nie dbają o antykoncepcję.

Ostatnia deska ratunku
W tych "zwykłych" i dramatycznych przypadkach przed niechcianą ciążą może uchronić kobietę pigułka antykoncepcji awaryjnej. Jest to bezpieczna tabletka, dopuszczona do obrotu bez recepty przez Europejską Agencję Leków (EMA), którą należy zażyć jak najszybciej, jednak nie później niż 120 godzin po niezabezpieczonym stosunku.

Właśnie z uwagi na swój "awaryjny" charakter pigułka jest dostępna w Europie bez recepty, bo każda godzina zwłoki w jej zażyciu zwiększa ryzyko zajścia w niechcianą ciążę. Są jednak wyjątki - to Węgry i już wkrótce Polska. Władze tych państw narażają kobiety na większe ryzyko niechcianej ciąży, bo wymagają od nich zdobycia recepty na środek, który w innych państwach można po prostu kupić w aptece.

Ideologiczne kłamstwa rządu
Rząd PiS, które forsuje ograniczenie dostępu kobiet do antykoncepcji awaryjnej, uzasadnia restrykcyjne przepisy mówiąc nieprawdę, czyli po prostu kłamiąc. Ludzki pan, Konstanty Radziwiłł, przekonywał, że zwłaszcza dziewczęta między 15 a 18 rokiem życia łykają antykoncepcję awaryjną jak dropsy. To bzdura. Według badań Millward Brown tylko 2 proc. kupujących EllaOne stanowiły osoby poniżej 18 roku życia.

Biorąc pod uwagę ich młody wiek każdy rozsądny człowiek przyzna, że lepiej by miały dostęp do antykoncepcji i nie zachodziły w niechcianą ciążę. W końcu zgodnie z prawem współżycie osób, które ukończyły 15 lat jest legalne, więc logiczne jest, by miały dostęp do zapobiegania niechcianej ciąży.

Logika kontra religia
Jednak logika nie jest tym, czym kierują się polskie władze. Prymat mają dogmaty katolickie, zabobony, gusła i zwykła pogarda wobec kobiet. Czym innym niż pogardą jest rzucanie kobietom kłód pod nogi, gdy desperacko pragną uniknąć niechcianej ciąży? Choć rzecznik rządu radośnie przekonuje, że kobiety mimo recept będą miały równie szeroki dostęp do antykoncepcji awaryjnej, bo PiS zlikwiduje kolejki do lekarzy, to Polki dobrze wiedzą, ile muszą czekać na wizytę u ginekologa - w niektórych miejscach jest to tydzień, w innych dwa, są takie, gdzie czeka się ponad miesiąc. Na antykoncepcję jest już wtedy za późno.

Pozostają ostre dyżury i prywatne gabinety, gdzie koledzy po fachu ministra Radziwiłła będą znowu mogli zarabiać na kobietach, które w pogoni za receptą będą musiały zapłacić im od 100 do 200 zł za samo wypisanie papierka. Oczywiście nawet wtedy kobieta, której zagraża niechciana ciąża, nie ma gwarancji, że nie trafi na fanatyka religijnego, który zamiast z receptą, odeśle ją z kwitkiem.

Głos ginekologów, którzy apelowali do rządu PiS, by chociaż kobiety powyżej 18 roku życia mogły kupić EllaOne bez recepty, był wołaniem na puszczy. Rząd jest zdeterminowany, by utrudnić kobietom możliwość zapobiegania ciąży, czyli de facto przejmuje kontrolę nad ich życiem. Być może jednak należy spojrzeć na sprawę nieco bardziej optymistycznie: już po drugiej niechcianej ciąży kobieta dostanie 500 plus... o ile jej oczywiście nie przerwie.

Napisz do autorki: anna.dryjanska@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...