NATEMAT POLECA Pojechaliśmy do Puszczy Białowieskiej. To nie kornik i minister Szyszko są największymi szkodnikami

Ubezwłasnowolniony we własnym domu. Świetnie, że kupiłeś mieszkanie, szkoda, że tak mało w nim możesz

Tu czerwona roleta, tam zielona, a tam delikatna firanka. Takiego widoku na nowych osiedlach nie uświadczycie.
Tu czerwona roleta, tam zielona, a tam delikatna firanka. Takiego widoku na nowych osiedlach nie uświadczycie. Fot. Michał Grocholski / Agencja Gazeta
Nie próbuj przenosić absurdalnie zamontowanego przez dewelopera grzejnika na środku ściany, bo stracisz gwarancję. Na balkonie lepiej też nie majstruj – dopadnie cię architekt budynku. "Wolnoć Tomku w swoim domku" to już przeszłość.

Zakup mieszkania to dla każdego Polaka wielka chwila. Tym bardziej, że ta decyzja często jest okupiona wieloletnim kredytem. Pół biedy, jeśli zadłużamy się na przykład "tylko" na piętnaście lat. Wielu z nas zdecydowało się na 30 lat zmagań z tą kulą u nogi. Jak pisaliśmy w naTemat, ci, którzy już zdołali się wywiązać ze swoich zobowiązań, przekonują, że to kotwica życia.



Te "niedogodności" wynagradza moment, kiedy po raz pierwszy wchodzimy do nowego mieszkania. Świeże tynki, goły beton na posadzkach, przestrzeń. Słowem – nieskończone możliwości aranżacji.
Starcie z rzeczywistością
No, prawie nieskończone. – W moim bloku rolety zewnętrzne muszą mieć podobny odcień, z kremowej palety – mówi mi Alicja, która niedawno razem z chłopakiem kupiła mieszkanie na warszawskiej Woli. Co prawda z rynku wtórnego, ale w nowym budownictwie. Blok ma raptem kilka lat. Na miejscu czekało na nich sporo niespodzianek. – Jeszcze nie do końca się rozgościliśmy, nawet nie zaczęliśmy małego remontu, a okazało się, że nie można montować rolet zewnętrznych bez zgody administratora budynku – opowiada.

Ten, jeśli już się zgodzi, to tylko i wyłącznie na kremowy odcień. To nawet można zrozumieć – to wyraz dbałości o estetykę bloku. Są jednak osiedla, gdzie podobne obostrzenia regulują montaż rolet wewnętrznych. W środku mieszkania. Sam znam przypadek warszawskiego bloku, w którym wszystkie rolety wewnętrzne muszą być białe. Rozejrzyjcie się na ulicy – budynki, w którym "przypadkiem" w oknach są podobne osłony, albo nawet te same rolety, np. typu dzień-noc, są na każdym kroku.

Balkon nie będzie twoim azylem
A to tylko czubek góry lodowej, regulacje osiedlowe. Bo choć w każdej umowie z deweloperem można przeczytać, że balkon jest częścią należącą do mieszkania przylegającego, a co za tym idzie należy do właściciela lokalu, można na nim niewiele. Czego doświadczyłem zresztą sam – bo kiedy chciałem na swoim dziesięciometrowym prostokątnym balkonie zamontować osłonę na jednym z krótszych boków i zapytałem o zgodę wspólnotę, dowiedziałem się, że bez zgody projektanta budynku nie ma takiej możliwości.
Lista zakazów jest zresztą znacznie, znacznie dłuższa. Zgodnie z regulaminem porządku domowego nie mogę montować żadnych krat, rolet, daszków itp. na elewacji budynku. Nie mogę się także zdecydować na żaden rodzaj zabudowy balkonu nieprzewidziany w projekcie. Czyli odpadają wikliny, ogrodzenia panelowe i pergole. Sam chciałem zamontować osłonę w rodzaju kratki angielskiej.

Oczywiście nie trzeba tłumaczyć, że złamanie tego zakazu może skutkować pokryciem ewentualnych strat z mojego portfela. Wspólnoty tak rygorystycznie podchodzą do tych kwestii w dużej mierze z powodu groźby utraty gwarancji.

Remont mieszkania zgodnie z instrukcją – wyzwanie dla najlepszych
O gwarancję rozbija się więcej spraw. Kolejny problem to samo wykończenie nowego mieszkania. W chwili odbioru każdy nowy nabywca lokalu otrzymuje do niego bowiem instrukcję. Taką jak do lodówki czy do telefonu. Znajduje się w niej "garść" zaleceń dotyczących mieszkania czy wyjaśnienia dotyczące zastosowanych technologii (chodzi choćby o ściany działowe czy zalecaną maksymalną moc okapu). Niektórzy deweloperzy bardzo literalnie tłumaczą nabywcom, gdzie jest ich miejsce. Bartek, który także niedawno odebrał mieszkanie, mówi mi: – Przy odbiorze dostałem trzy kartki A4, na których jest wyliczone, czego nie mogę robić. Od razu dałem je ekipie remontowej, żeby przypadkiem czegoś nie złamali.

Te zalecenia bywają bardzo brutalne. Instrukcje użytkowania lokali roją się bowiem od zapisów, które chronią deweloperów od odpowiedzialności. Zarówno w kwestii gwarancji, jak i rękojmi (o różnicy później).
"Nie dopuszcza się do samodzielnych przeróbek instalacji c.o.", "Sprzedający nie obejmuje rękojmią następstw dokonanych zmian aranżacyjnych, we wszystkich branżach, które one objęły" - to tylko niektóre z zapisów, z którymi można się spotkać. W skrócie w mieszkaniu nie wolno nic. Kucie posadzki czy ścian zewnętrznych lokalu? Wykluczone. Spróbujcie tylko w takim wypadku zrobić remont łazienki, która praktycznie zawsze co najmniej jedną ścianą przylega do ściany lokalu. Co, jeśli chcemy się zastosować?
Remont wspomnianej łazienki może być w takiej sytuacji "drobnym" kłopotem. Zapomnijcie o wymarzonym prysznicu z odpływem podłogowym, nie wchodzi w grę przesunięcie muszli klozetowej czy umywalki nawet o centymetr. Będzie tak, jak przewidział to sobie deweloper. A ogrzewanie podłogowe? To już "kosmos", który wychodzi właściwie poza relacje na linii klient – deweloper. Zgodnie z literą prawa należy zgłosić do... starostwa powiatowego. Koniecznie może być również uzyskanie pozwolenia na budowę i powołanie kierownika budowy.

Problemy na każdym kroku
To może chociaż jakaś stara szafka na podziemnym miejscu parkingowym? – Mam niewielkie auto i duże miejsce parkingowe – mówi mi Jacek, który mieszka na warszawskim Wilanowie, który w ciągu ostatniej dekady wypełnił się nowymi osiedlami. – Chciałem na swoim miejscu postawić więc dodatkowo szafkę. Taką starą, drewnianą, z działki dziadków. W sam raz na zapasowy płyn do spryskiwaczy i podobne rzeczy – tłumaczy.

Nic z tego. Szybko został "postraszony" strażą pożarną. Ta w razie kontroli przeciwpożarowej na pewno nie byłaby zadowolona z nieproszonego mebla w hali garażowej.
Wolna amerykanka na polskim osiedlu
Oczywiście większości z tych niedogodności – związanych zwłaszcza z wykończeniem wnętrza – można uniknąć. Wielu deweloperów bardzo chętnie wykona za nas pożądane zmiany aranżacyjne. Przeniosą grzejnik, inaczej rozciągną rury. Gdzie jest haczyk? To oczywiście znowu kosztuje. Często tyle, że bardziej opłaca się poprosić o te same zmiany swoją ekipę remontową. Ale wtedy pojawia się omawiany już tutaj problem gwarancji. Ale chyba każdy, kto kupował mieszkanie, doskonale wie, że na tej transakcji doskonale wychodzą przede wszystkim deweloper i (w razie kredytu) bank.

Co więcej, deweloperzy mają całkowicie wolną rękę w ustalaniu tego, co obejmuje ich gwarancja, a czego nie. Bo gwarancja jest całkowicie dobrowolna, czasami może jej nawet nie być. Najczęściej o ustaleniach w tej kwestii klienci dowiadują się przy odbiorze mieszkania, a właściwie nawet już po nim. Przy kupnie nikt o tym nie myśli.

Na pocieszenie zostaje rękojmia, która chroni nas na mocy kodeksu cywilnego. Dzięki niej deweloper musi przez pięć lat usuwać usterki, które powstały z jego winy. To oczywiście nie rozwiązuje problemu z łazienkami, o którym wspominałem, ale pamiętajmy, że jeśli nawet przenieśliśmy grzejnik, deweloper ciągle będzie miał obowiązek naprawy np. niedziałającego oświetlenia balkonowego. Ingerencja w jeden obszar lokalu nie narusza odpowiedzialności dewelopera za pozostałe.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...