Paweł Soloch to pistolet Andrzeja Dudy. To on w imieniu prezydenta może okiełznać Macierewicza

"Wpisał się w atak bydła na Macierewicza". Hejt na szefa BBN. Tylko on w imieniu prezydenta może okiełznać szefa MON
"Wpisał się w atak bydła na Macierewicza". Hejt na szefa BBN. Tylko on w imieniu prezydenta może okiełznać szefa MON Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta
Gen. Roman Polko nazwał go pistoletem w rękach prezydenta. Były dowódca GROM-u, a za prezydentury Lecha Kaczyńskiego także pełniący obowiązki szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, uważa, że obecny szef BBN potrafiłby twardo porozmawiać z Antonim Macierewiczem. Minister Paweł Soloch potrzebowałby jedynie sygnału od prezydenta.

gen. Roman Polko

Znam ministra Solocha, bo pracowałem z nim i w Urzędzie Miasta (w Warszawie, za prezydentury Lecha Kaczyńskiego – przyp. red.), i w BBN. Wiem, że ma potężny potencjał intelektualny, jest pistoletem w ręku prezydenta i dobrze żeby pan prezydent dał mu możliwość takiego twardego rozmawiania o tym, co dla Polski jest bardzo istotne.

Pytanie, czy prezydent jest takim żołnierzem, który po ten pistolet sięgnie?

No, chyba nie ma innego wyjścia. Zwierzchnictwo sił zbrojnych to jest odpowiedzialność przede wszystkim i z tych prerogatyw pan prezydent musi skorzystać.

"Gość Radia Zet"
Roman Polko od pewnego czasu coraz głośniej domaga się powstrzymania demontażu armii, jaki odbywa się pod rządami Antoniego Macierewicza. Głos byłego dowódcy GROM-u politycy PiS powinni sobie szczególnie wziąć do serca, bo przecież gen. Polki nikt nie może posądzić o sprzyjanie opozycji. W rozmowie w Radiu Zet Polko stwierdził, że nadszedł czas, aby prezydent Andrzej Duda "walnął pięścią w stół" i do rozmów z szefem MON oddelegował odpowiedniego człowieka, czyli właśnie Pawła Solocha. Ale czy rzeczywiście jest on na tyle silny, by utemperować "ekstrawagancje" Antoniego Macierewicza?
Nazywany Harrym Potterem szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego na pierwszy rzut oka nie robi wrażenia twardziela, który "walnąłby pięścią w stół" podczas rozmowy z ministrem obrony. Ale to mogą być tylko pozory. Gen. Polko zna w końcu ministra Solocha od kilkunastu lat i zapewne wie, co mówi. Zresztą, szef MON powinien mieć szacunek dla szefa BBN choćby ze względu na jego polityczną przeszłość i doświadczenie.

U boku Lecha Kaczyńskiego
Paweł Soloch niemal całą swoją polityczną drogę związał z Lechem Kaczyńskim. Był jego doradcą w stołecznym Urzędzie Miasta. Później, gdy w 2005 roku Prawo i Sprawiedliwość zdobyło władzę, trafił do rządu. Został zastępcą Ludwika Dorna w MSWiA, był nie tylko wiceministrem, ale także szefem Obrony Cywilnej Kraju. Gdy PiS przegrał wybory parlamentarne i utracił władzę, Soloch przeniósł się do Pałacu Prezydenckiego, znów pracował u boku Lecha Kaczyńskiego, tym razem jako doradca szefa BBN. A kiedy po katastrofie smoleńskiej wybory prezydenckie wygrał Bronisław Komorowski, Soloch zajął się pracą ekspercką – m.in. został prezesem Instytutu Sobieskiego. Do BBN powrócił po 5. latach, bo stanowisko szefa Biura zaproponował mu prezydent Andrzej Duda. Początkowo Soloch raczej nie rzucał się w oczy, ale to się zmieniło.

Przełom nastąpił zimą, gdy Soloch przyznał, że między prezydentem a ministrem obrony istnieje różnica zdań. Jednak bagatelizował te różnice, mówiąc, że to nic nadzwyczajnego, podobnie jak seria odejść generałów z armii. Potem jednak reakcje Pałacu Prezydenckiego były coraz ostrzejsze. Do MON został wysłany słynny list w sprawie braku obsady stanowisk attaché obrony na placówkach w kluczowych państwach NATO i stopnia zaawansowania prac nad utworzeniem Dowództwa Wielonarodowej Dywizji w Elblągu. Odpowiedź Antoniego Macierewicza nie usatysfakcjonowała prezydenta i do ministerstwa powędrował kolejny list.
Wymiana listów skończyła się spotkaniem prezydenta z ministrem obrony właśnie w siedzibie BBN (gdzie w drzwiach między Dudą a Macierewiczem nastąpiła "próba sił"). I gdy już wydawało się, że "w atmosferze wzajemnego zrozumienia" głowa państwa i szef MON jakoś ułożyli wzajemne relacje, wybuchła sprawa SKW, która pokazała, że Paweł Soloch rzeczywiście potrafi być twardym graczem. I która wywołała lawinę nienawistnych komentarzy pod adresem szefa BBN.

Akcja degradacja
O co chodzi? O list z żądaniami wyjaśnień od ministerstwa obrony w kwestii niepokojących działań szefostwa MON wobec dwójki oficerów Służby Kontrwywiadu Wojskowego (pisaliśmy o tym tutaj). Chodzi o osoby, które wcześniej odnosiły sukcesy w zwalczaniu rosyjskich szpiegów w Polsce. Jednym z tych oficerów jest były szef Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO, Krzysztof Dusza. Wkrótce po głośnym szturmie Bartłomieja Misiewicza na siedzibę tej instytucji został on zdegradowany ze stopnia pułkownika do szeregowego. Drugą bohaterką jest tu Magdalena E., którą zdegradowano ze stopnia majora do kapitana za rzekome samowolne działania.

Z pytaniami w tej sprawie do prezydenta zwrócił się polityk PO, były koordynator ds. służb specjalnych Marek Biernacki. Po miesiącu doczekał się odpowiedzi, której w imieniu prezydenta udzielił właśnie Paweł Soloch. A na Twitterze wśród zwolenników Antoniego Macierewicza aż się zagotowało. Pisano o "prowokacji", "ataku bydła" i "kompromitacji Kancelarii Prezydenta".
Tych parę wpisów pokazuje, że rzeczywiście minister Soloch ministrowi Macierewiczowi zalazł za skórę.

Były szef BBN gen. Stanisław Koziej, który przekazywał swoje obowiązki Pawłowi Solochowi, w rozmowie z naTemat przyznaje, że nie zna go na tyle, aby ocenić, że obecny szef Biura jest w stanie "okiełznać" ministra obrony. – Nie takie są kompetencje ministra Solocha – zaznacza.
gen. Stanisław Koziej

Szef BBN jest naturalnym partnerem ministra obrony narodowej w relacjach między MON-em a Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych. Chodzi o to, by między tymi ośrodkami istniało współdziałanie, współpraca. Ale kompetencje szefa BBN nie są duże, jest wyłącznie organem pomocniczym prezydenta. Choć jeśli ma upoważnienie od prezydenta, to w jego imieniu różne kwestie może przedstawiać ministrowi. Ale na pewno nie może mu nic nakazać.

Wygląda na to, że w tych relacjach szef BBN i prezydent bardziej postawili na "sztukę epistolarną" niż na rozmowy. Być może to po to, by za ileś lat Andrzej Duda mógł udowodnić, że sprzeciwiał się temu, co w armii robi Antoni Macierewicz.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...