Polityczne losy rodzin smoleńskich. Jak się układały? 5 historii związanych z katastrofą

Kariery rodzin smoleńskich. Temat bardzo delikatny, bo żadna z nich nie miała na nią wpływu. Jednak trudno nie zauważyć, że niektóre z tych osób, dzisiaj stały się osobami publicznymi. Przez lata żałoby zgromadziły w niektórych przypadkach duży kapitał polityczny.

Marta Kaczyńska

Dotknęła ją niewyobrażalna tragedia. W katastrofie straciła rodziców, z dnia na dzień stała się jedną z najczęściej fotografowanych osób w Polsce. Cała Polska przeżywała z nią żałobę. Marta musiała nauczyć się żyć w nowej rzeczywistości, ale także radzić sobie z obecnością w przestrzeni medialnej. Dziennikarze szczegółowo liczyli jej każdy dzień żałoby. Kiedy rok po śmierci rodziców po raz pierwszy zdecydowała się porzucić czerń, tabloidy skwapliwie to odnotowały:



"Córka pary prezydenckiej zdecydowała się zadbać o paznokcie. Postawiła na intensywną czerwień. Widać też zmiany w ubiorze. Na nogach miała wtedy kolorowe sandały w kwiatki. Na spotkanie z Barackiem Obamą włożyła białą sukienkę" – opisywał jeden z tabloidów.

Marta coraz śmielej wkraczała w przestrzeń publiczną. Udziela wywiadów, w których nie wyklucza swojej aktywności politycznej. Pytana przez dwutygodnik "Gala" w czerwcu 2010 roku, czy zamierza kandydować do Sejmu odpowiadała w ten sposób: "Nie wykluczam tego, idee, którym wierni byli moi rodzice, nie mogą zginąć wraz z nimi".

Obserwatorzy uważają, że Marta powinna wtedy wesprzeć stryja Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich. Że jej obecność w kampanii, może być decydująca. Ona jednak nie chce otwarcie brać w niej udziału. Swoją decyzję argumentuje m.in w taki sposób: "Nie wejdę teraz do kampanii, bo nie chcę, żeby mówili, że zbijam kapitał polityczny na litości i żalu. Choć najchętniej jeździłabym teraz z całą rodziną i ze stryjem po Polsce" – mówi w tym samym wywiadzie.

Prawica bardzo chętnie zaprasza ją do wywiadów, w których potrafi wypowiadać się bardzo ostro. W jednym z głośniejszych wywiadów dla prawicowego tygodnika "W Sieci" twierdziła, że "pasażerów tupolewa po prostu zabito". Z drugiej strony także chętnie rozmawia z kolorowymi magazynami, gdzie już nie jest kategoryczna: "Myślę jednak, że byłoby mi znacznie łatwiej, gdyby okoliczności katastrofy zostały rzetelnie i jednoznacznie wyjaśnione. Czuję się trochę tak, jak ludzie, którzy pozornie wiedzą, co się stało, ale nie mogą odnaleźć swoich bliskich." – mówiła w magazynie "Viva".

W 2014 roku do księgarni trafia książka "Moi rodzice", wywiad-rzeka z Martą Kaczyńską, autorstwa publicystki "W Sieci", Doroty Łosiewicz. Książka ukazuje się przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, a dokładnie w okresie ciszy wyborczej. Czy był to zamierzony ruch? Dziś trudno to określić jednoznacznie.

Ostatnio o politycznych aspiracjach Marty Kaczyńskiej mówi się rzadziej. Ostatnia informacja związana z nią pochodzi ze stycznia. Kaczyńska została powołana do Kolegium Historyczno-Programowego Europejskiego Centrum Solidarności. Z nadania ministra kultury Piotra Glińskiego. Funkcję tę sprawuje do dzisiaj.

Beata Gosiewska

Wdowa po Przemysławie Gosiewskim, z którym ma dwójkę dzieci. W Prawie i Sprawiedliwości od 2001 roku. Początkowo aktywna lokalnie, jako radna dzielnicy Wola w Warszawie. Po tragicznych wydarzeniach w Smoleńsku została współtwórczynią Stowarzyszenie Rodzin Katyń 2010, w którym pełni funkcję sekretarza.
Stowarzyszenie jest bardzo aktywne od samego początku. Jest fundatorem tablicy oraz krzyża upamiętniającego wszystkie ofiary katastrofy. W przeddzień rocznicy, władze rosyjskie usuwają jednak tablicę, co zostało odebrane przez niektóre środowiska jako dyplomatyczny skandal. W 2010 roku Stowarzyszenie także zbiera podpisy pod sprawą powołania międzynarodowej komisji do zbadania przyczyn katastrofy.

Beata Gosiewska startuje też w wyborach parlamentarnych w 2011 roku do Senatu. Otrzymuje mandat. Trzy lata później jako kandydatka PiS w okręgu małopolsko-świętokrzyskim zostaje eurodeputowaną. Ale tak naprawdę głośno zrobiło się o wdowie po Przemysławie Gosiewskiem w październiku ubiegłego roku. Wtedy wystąpiła o gigantyczne odszkodowanie od państwa, domagając się kwoty 5 mln złotych.

Jak wyliczyli dziennikarze OKO.press, Gosiewska złożyła do sądu aż trzy wnioski: w imieniu swoim i dwójki niepełnosprawnych dzieci. Ponadto wnioskowała o podwyższenie rent, które dzieci już dostawały od ZUS-u. Dziennikarze podkreślają, że nie tyle bulwersująca jest wysokość odszkodowania, ale fakt, że Gosiewska występowała o nią po raz kolejny. Tabloidy piszą wprost o pazerności wdowy, inni, że żądania są co najmniej niestosowne.

Publicysta "Polityki" Krzysztof Burnetko tak komentuje działania Gosiewskiej "Żenadą jest uzasadnianie pozwu tym, że kariera polityczna męża dynamicznie się rozwijała, mógłby więc zarabiać coraz więcej i więcej, a to tym, że wdowa mieszka z dziećmi na 48 metrach kwadratowych (a chcieli z mężem kupić dom pod Warszawą), a to że renta córki nie wystarcza jej na kontynuowanie terapii dla dyslektyków..."

Małgorzata Gosiewska

Zupełnie inaczej ułożyły się losy Małgorzaty Gosiewskiej, pierwszej żony Przemysława Gosiewskiego. Mimo rozwodu i nie najlepszych relacji z rodziną byłego męża, nie zrezygnowała z nazwiska. W 2010 startuje do sejmiku samorządowego, uzyskując mandat radnej województwa mazowieckiego. Rok później jest już posłanką VII kadencji.
W 2014 roku Prawo i Sprawiedliwość wystawia Małgorzatę Gosiewską jako kandydatkę do Parlamentu Europejskiego. Informacja o tym rozsierdziła rodziców Przemysława Gosiewskiego. W mediach rozpoczęło się publiczne pranie brudów.

"Przedtem Małgorzata Gosiewska nie chciała znać mojego syna, nie chciała nazwiska. A jak zginął, to ubrana w czerń zaczęła pokazywać, że niby ogromnie cierpi" – mówiła z goryczą mama Przemysława Gosiewskiego, Jadwiga Gosiewska.

"Nie wyrażamy zgody na kandydowanie z regionu świętokrzyskiego, ani z żadnego innego i niszczenie dobrego imienia Przemysława przez Małgorzatę Gosiewską, pierwszą żonę, która zostawiła syna z dzieckiem w najgorszym momencie. Pani Małgorzata nie ma żadnego wykształcenia, nie ma studiów i nie zna języka, więc po co pójdzie? Kompromitować Przemysława i przynosić wstyd dla PiS i Świętokrzyskiego?" – pytała retorycznie, wprawiając w konsternację działaczy Prawa i Sprawiedliwości.

Nieudany start do europarlamentu nie zraża do polityki Małgorzaty Gosiewskiej. Rok później rozpoczyna kampanię do Sejmu. Dostaje wsparcie od samego Jarosława Kaczyńskiego, z którym występuje na billboardach podczas trwania kampanii. Bez problemu dostaje się do Sejmu, uzyskując na liście drugi wynik pod względem ilości głosów.

Daje się poznać jako lojalna działaczka, bezkrytycznie akceptująca wszystkie decyzję partii rządzącej. Kiedy mieszkańcy Legionowa w miażdżący sposób odnieśli się do projektu włączenia ich miasta do okręgu warszawskiego, Gosiewska uznała, że "mieszkańcy nie wiedzą za czym głosują, a samo referendum to marnotrawienie pieniędzy".

Karierze Małgorzaty Gosiewskiej nie zaszkodziła także "afera w Charkowie". Posłanka, która zaangażowana jest w relacje polsko-ukraińskie, spóźniła się na odprawę z Charkowa do Kijowa, bo podobno imprezowała całą noc. Gosiewska wyleciała dopiero następnego dnia, a zdjęcie z noclegu na kijowskim lotnisku udostępniła na Facebooku: – Miałam za sobą jedno piwo. Każdy z nas jest człowiekiem – tłumaczyła w rozmowie z "Super Expressem".

Małgorzata Wasserman

Córka polityka Prawa i Sprawiedliwości, Zbigniewa Wassermana. Była bardzo związana z ojcem i do dzisiaj jej wspomnienia z dnia katastrofy są bardzo emocjonalne. Przez feralnym lotem nie zajmowała się polityką, z powodzeniem prowadziła praktykę adwokacką w jednej z kancelarii w Krakowie.
Po śmierci ojca od samego początku kwestionowała sposób prowadzenia śledztwa. Aktywnie uczestniczyła w konferencjach smoleńskich, a także wypowiadała się w filmach dokumentalnych "Lista Pasażerów" czy "W milczeniu". Konsekwentnie dowodzi swojej teorii o rzekomym zamachu: podpierając się analizami naukowców tłumaczyła, że ułożenie wraku oraz jego zniszczenia wskazują na to, że na pokładzie prezydenckiego samolotu doszło do wybuchu.

"To, w jakich kawałkach jest ułożony wrak oraz brak wyżłobionego leju po tym, jak samolot uderzył w ziemię pasuje tylko i wyłącznie do wybuchu. Nałożono to na inne katastrofy, które są udokumentowane i takie rozczłonkowanie samolotu potwierdza tę wersję" – dowodziła w wywiadzie udzielonym Bogdanowi Rymanowskiemu.

Małgorzata Wasserman została powołana do kierowania komisją śledczą sprawy Amber Gold. Prawica szybko uznaje ją za gwiazdę: "Jest spokojna i wyważona. Ma krytyczno-analityczny umysł. Trudno ja sprowokować, na chłodno potrafi ocenić sytuację. Zbigniew Wassermann też miał taką cechę, że na spokojnie wszystko analizował. Nigdy nie widziałem go w sytuacji gwałtownego zdenerwowania. Myślę, że ona też takie cechy po ojcu odziedziczyła" – komentował w rozmowie z naTemat, Mirosław Gilarski, radny z Solidarnej Polski.

Jej pojawienie się w polityce nie wszystkim przypadło do gustu, szczególnie, że pojawiły się oskarżenia o wykorzystywanie tragedii do rodzinnych celów. Niektórych szczególnie niepokoiły jej polityczne ambicje – była nawet brana pod uwagę jako kandydatka na ministra sprawiedliwości: –Jeżeli 10 kwietnia, w rocznicę dnia, kiedy straciła ojca, jest w stanie wystąpić w programie "Kawa na Ławę", to ja nie mam żadnych wątpliwości, że dla niej nie ma granic przed zrobieniem czegoś w imię politycznego interesu – komentował anonimowo w rozmowie z naTemat jeden z polityków.

Barbara Nowacka

Córka posłanki SLD, Izabeli Jarugi-Nowackiej, od początku podkreślała, że nie chciałaby, aby jej mama kojarzyła się tylko z katastrofą: – Tuż przed porodem (córka Barbary Nowackiej urodziła się 46 dni po katastrofie – red.) pojawili się ludzie z telewizji, żeby porozmawiać z przyszłą matką o jej matce (...) Miałam mądrego lekarza. Oprócz niego nikt nie wiedział, że jestem córką Jarugi-Nowackiej. Ominęła mnie aura sensacji związana z "celebryckością okołosmoleńską" – mówiła w rozmowie z "Newswekiem".
Ale od polityki nie uciekła. Po śmierci matki została współzałożycielką i wiceprezesem zarządu Fundacji im. Izabeli Jarugi-Nowackiej. W 2014 roku bez powodzenia ubiegała się o mandat eurodeputowanej do Parlamentu Europejskiego reprezentując Europę Plus Twój Ruch: – Jest zaprzeczeniem wszystkiego co najgorsze w polskiej polityce – zachwalał ją Janusz Palikot.

Bardzo szybko wyrosła na liderkę lewicy, która nie boi się głosić swoich poglądów. Opowiadała się zarówno za legalizacją związków partnerskich osób homoseksualnych, jak i adoptowaniem przez nich dzieci: – Uważam, że homoseksualiści powinni mieć takie same prawa do adopcji dzieci jak heteroseksualiści. I od razu powiem, że dla mnie najwyższą wartością jest dobro dziecka. Lepiej mieć dwóch kochających homoseksualnych rodziców niż dwoje heteroseksualnych przemocowców – przekonywała w rozmowie z "Rzeczpospolitą".

Takie poglądy nie mogły spodobać się rządzącym elitom, szczególnie że Barbara Nowacka nie chciała podporządkować się forsowaniu "teorii zamachu". Nowacka nie została zaproszona na uroczystą premierę "Smoleńska", ale niespecjalnie się tym przejęła. Pytana w rozmowie z Anną Dryjańską, czy wierzy w zamach, odpowiada: – Nie rozpatruję tego w kategoriach wiary, tylko rozumu. W świetle faktów, które do tej pory poznałam, nie ma żadnych podstaw by uznać, że w Smoleńsku był zamach.

A pytana o sam film, również odpowiadała w niewygodny dla rządzących elit sposób: – Nie uważam też, by ta produkcja była właściwym tematem debaty publicznej. Są ważniejsze rzeczy, niż omawianie filmu, który - jak wynika z recenzji - nie jest dobry. Praworządność, reforma edukacji, indoktrynacja społeczeństwa przez władzę - to znacznie ważniejsze kwestie, niż ten film.

Czy polityczne losy wymienionych osób są ściśle powiązane z tragicznymi wydarzeniami 10 kwietnia 2010 roku? Tak. Czy w innych okolicznościach tak samo rozwinęłyby się ich kariery? Tego nigdy się nie dowiemy.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...