To nie krajobraz po apokalipsie, to Polska. Ta blogerka od lat fotografuje opuszczone stacje kolejowe i pourywane tory

Opuszczona stacja Syców w województwie dolnośląskim.
Opuszczona stacja Syców w województwie dolnośląskim. Fot. Buba / jbolowaballada.blogspot.com
Budynki obrosłych mchem i bluszczem stacyjek gdzieś na bezdrożach, obdrapane wnętrza, po których hula wiatr i wspomnienia podróżnych, setki kilometrów torów kończących się nagle w rowie albo na polanie pełnej poziomek. Blogerka i podróżniczka Paulina, którą fani i przyjaciele znają jako Bubę, blisko dwie dekady temu zaczęła fotografować opuszczone stacje kolejowe i tory prowadzące dziś donikąd.

Z dziesiątek zdjęć Buby, których nieustannie przybywa, wyłania się obraz rodem z postapokaliptycznej powieści. Tę niezwykłą dokumentację autorka bloga nazwała "Tam, gdzie nie jeżdżą już pociągi". Co ją przyciąga do tych zapomnianych przez świat miejsc? – Chyba takie uczucie pustki, zadumy nad przeszłością, spokoju. Lubię też patynę, kurz, rdzę, budynki pożerane przez roślinność. Robię sporo zdjęć nie tylko opuszczonych stacyjek, ale też innych zapomnianych i zrujnowanych miejsc - pałaców, kościołów, fabryk, fortów, starych, pokomunistycznych pomników, dawnych baz wojskowych, poradzieckich miast – wylicza podróżniczka.

Dworcami zainteresowała się około roku 2000, sama nie wie, jak do tego doszło. – Wcześniej jakoś ich nie dostrzegałam – śmieje się . Nie jest pewna, ile z tych, które od tamtej pory zwiedziła i sfotografowała, jeszcze istnieje - od jakiegoś czasu PKP zaczęło je rozbierać. Czasami wraca w to samo miejsce, by zobaczyć, jak się zmieniło, ale prawie zawsze jest to smutny widok.
Kiedy pytam ją o ulubioną stację, bez wahania mówi - Cisówka. Podczas jednej z podróży wpadła na nią na trasie z Hajnówki do granicy z Białorusią. Ostatnia stacja to właśnie Cisówka. – Znaleźliśmy tam zrujnowany baraczek, to był chyba stary wagon kolejowy - taki towarowy, bydlęcy, służący za budynek stacyjki. Nie wiem, czy wciąż stoi, ale na pewno tak samo już nie wygląda. Rok po mojej wizycie, czyli w 2004 roku, nie było już napisu "Cisówka", a bez niego sam barak nie robił już takiego wrażenia – wspomina.

– Położona kilka kilometrów od wioski o tej samej nazwie, wśród mokradeł, przedziwnych dróg, które zaczynają się przy torach, a kończą nagle w bagnach… – relacjonuje na blogu Buba. Zauważa też, że o ile przejazd kolejowy jest w Cisówce dobrze oznakowany, przecinająca go droga z wioski prowadzi wprost do mokradeł. Zupełnie, jakby był to jakiś "wał przeciwczołgowy"…
Inne malownicze miejsce podróżniczka znalazła na trasie między Świdnicą a Jedliną na Dolnym Śląsku. Zarośnięte tory kolejowe przechodzą tam w kilka dosyć wysokich wiaduktów. Wszystkie udaje się jej pokonać górą.

– Lubię miejsca opuszczone. Zrujnowane, zarośnięte roślinnością, w których można znaleźć jakieś stare dokumenty i przedmioty. Lubię je też dlatego, że można je sobie spokojnie pozwiedzać, nikt nie stoi za plecami i nie mówi ci, gdzie możesz iść, a gdzie nie. Tutaj jest pełna swoboda – mówi podróżniczka – Dlatego jak na wycieczce trafię na jakieś ruiny, jest spora szansa na to, że tam wejdę i porobię zdjęcia. O ile wejście jest proste technicznie i nie ma ochrony, psów, alarmów – wyjaśnia.
Autorka bloga zdaje sobie sprawę, że niektórzy w tych budynkach zobaczą jedynie stare rudery. – Mnie akurat podoba się taki moment cywilizacyjny sprzed, powiedzmy, 30 lat. Rodzaj architektury, zagospodarowania przestrzeni. Chciałabym wśród czegoś takiego żyć i może dlatego robię zdjęcia tym budynkom - żeby ten moment uchwycić i zapamiętać – tłumaczy.
Czasami podczas podróży udało się znaleźć w takiej opuszczonej stacyjce schronienie. Blogerka ucieczkę przed ulewą pewnej wrześniowej nocy, kiedy przyszło jej nocować w stacyjce Szklarska Poręba Dolna. Noc nie należała do spokojnych i to nie tylko przez niepokojące dźwięki, które podsuwała jej wyobraźnia. – Stacyjka była w tak złym stanie, że zastanawiałam się, czy zawali nam się na głowę dach, czy nie. Ostatecznie nic się nie stała, choć sufit tak dziwnie skrzypiał.

W opustoszałych budynkach Buba, jej rodzina i znajomi znajdowali też zawsze mnóstwo staroci. – Rejestry dotyczące przekładni, stare indeksy, karty chorób, świadectwa pracy, najróżniejsze dokumenty, śmieszne obrazki, informacje BHP. Też niestety zwłoki zwierząt – wymienia.
– Jasne, że chciałabym, żeby ludzie o nich pamiętali i żeby dziś tak wyglądały stacyjki. Żeby pociągi znów tam jeździły. Ale nie chciałabym, by te stacyjki wyremontowano w taki sposób, jaki jest dzisiaj modny, z fantazyjnymi, klimatyzowanymi wnętrzami, drogimi sklepami. Wolałabym, by wyglądały tak jak dawniej. Może z jakimś małym barem dworcowym, poczekalnią, która jest zawsze otwarta. I to na pewno byłoby fajne, gdyby nawet do tak małych miejscowości można było dojechać pociągiem – komentuje Buba.

Relacje z cyklu "Tam, gdzie nie jeżdżą już pociągi" i z wielu innych wypraw można znaleźć na blogu podróżniczki.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...